Przydatne cytaty

niedziela, 28 maja 2017

Czytacie po raz fafdziesiąty, że kobiety lecą na status materialny mężczyzny, bo tak mają zakodowane ewolucyjnie? Facebookowy samiec alfa przekonuje was, że mężczyzna ma gonić króliczka, bo to fakt udowodniony przez biologię ewolucyjną? Poniżej odpowiedź do wklejania (oczywiście z podaniem autora!).

Dr January Weiner (młodszy), biolog i matematyk, pracownik Instytutu Biologii Infekcji Maxa Plancka w Berlinie, pisze o biologii ewolucyjnej:

Popełniasz jeden błąd: sądzisz, że moja niechęć do EP [evolutionary psychology] bierze się z braku wystarczającej liczby lektur w tej dziedzinie. Jest wprost przeciwnie; dopóki nie zacząłem czytać prac z EP [evolutionary psychology] byłem do niej dość entuzjastycznie nastawiony. Chciałem kiedyś zrobić wykład dla studentów i wgryzłem się w temat. I o rrrrany, ale się złapałem za głowę. Potem okazało się, że nie tylko ja tak mam (...).

Każda kolejna praca utwierdza mnie póki co w przekonaniu, że to w większości mambo-dżambo i kobiety orgazmujące na widok bogatego gitarzysty. (...)

Nie mam problemu z ewolucyjnym podejściem do psychologii jako takim. Nothing in biology i tak dalej. Mam problem z konkretami, z tymi wyjaśnieniami post hoc które „ewolucyjni” psycholodzy nazywają „hipotezami”. Z brakiem genetycznych podstaw; i odwrotnie, z błędem symetrycznym — jeśli coś jest uwarunkowane przez geny, to musi to być adaptacja (i tak źle, i tak niedobrze! Jak zadowolić tych ewolucjonistów? Może grą na gitarze…) Z tym mętnie zdefiniowanym „ewolucyjnym myśleniem” jako programem badawczym, bez precyzyjnych narzędzi i rygorystycznych badań (...).

Podajesz linki do artykułów, które wskazują na pewne obserwacje, być może odpowiadające pewnym fenotypom. W ewolucjoniźmie to początek drogi;

- potem trzeba znaleźć genotyp (czy fenotyp jest dziedziczny? jaki jest mechanizm genetyczny?),

- pokazać że występuje dobór naturalny (spełnione warunki doboru naturalnego, takie jak występowanie zmienności genetycznej i fenotypowej, różnice w dostosowaniu, ślady selective sweeps w genomie itp),

- pokazać że istnieje zmienność genotypu skorelowana z przeżywalnością, wykonać eksperymenty testujące naszą hipotezę ewolucyjną i tak dalej.

- Co gorsza, nawet jeśli spełnimy warunki wystąpienia doboru naturalnego (dziedziczność, zmienność, fitness [dostosowanie] zależny od zmienności), to nadal jeszcze musimy pokazać, że dobór będzie silniejszy od dryfu genetycznego.

- I ciągle jeszcze jesteśmy narażeni na istnienie zmiennych ukrytych (np. badamy efekty uboczne, hitch-hiking).

Autorzy psych-ewo nad tymi wszystkimi etapami prześlizgują się zupełnie swobodnie. Wystarczy im wiedzieć, że kobieta ma częściej orgazm z bogatym Dżyngiz-Chanem grającym na gitarze i bach, ewolucja. Makes sense! Proszę Cię.

Podam przykład pozytywny i negatywny. Pozytywny: zdolność do trawienia mleka. Mamy dość wyraźnie zdefiniowany fenotyp (brak nietolerancji laktozowej, choć nawet tu nie jest to sytuacja czarno-biała), znamy mechanizm (konkretna mutacja w rejonie regulatorowym laktazy, sprawiająca że gen nie jest wyłączany u dorosłych), mamy namacalne ślady doboru naturalnego (obniżona zmienność wokół mutacji, dominacja jednego haplotypu — ślady selective sweep), znamy przykłądy konwergencji (różne mutacje w tym samym rejonie o podobnym fenotypie) które wystąpiły niezależnie od siebie w różnych populacjach pasterskich (np. w Afryce subsaharyjskiej). Brakuje nam co prawda dokładnych pomiarów fitness i eksperymentów, ale mimo wszystko są dość solidne podstawy by twierdzić, że nietolerancja laktozy jest adaptacją.

Wszystko to po to, by uniknąć pułapki na adaptacjonistów: wiary w to, że jeśli coś obserwujemy, to musi to być wynikiem doboru naturalnego. Jeśli jest wynikiem doboru naturalnego, to możemy sobie dopisać do tego post hoc historyjkę tłumaczącą jak to działa, „pożyczając” wyjaśnienia z innych badań.

Przykład negatywny: mężczyźni są bardziej skłonni do ryzyka bo ewolucja: Nie wiemy, czy skłonność do ryzyka jest dziedziczna. Nie wiemy, jaka jest jej zmienność. Nie mamy podstaw genetycznych. Nie mamy pojęcia, jak skłonność do ryzyka wpływa na liczbę potomstwa. Nie mamy śladów doboru naturalnego. Mamy tylko narrację post hoc. W efekcie równie dobrym tłumaczeniem jest to, że skłonność do ryzyka to np. efekt uboczny wyższego poziomu testosteronu (którego funkcją nie jest „skłonność do ryzyka”), a nie adaptacja. (...)

Założenia psych-ewo brzmią prosto. Logicznie i przemawiają do ewolucjonisty: nasze mózgi są wynikiem działania doboru naturalnego, zatem wiele naszych zachowań będzie ukształtowanych przez ewolucję. I to jest, oczywiście prawda i niezły pomysł na program badawczy, natomiast diabeł tkwi w szczegółach. Kiedy zacząłem szukać dobrych przykładów do wykładów, okazało się, że ich praktycznie nie ma. Większość z tego, co pisano o psych-ewo, to nędzne, naiwnie adaptacjonistyczne historyjki o kobietach mających orgazm na widok bogatych mężczyzn z gitarą. Ze świecą szukać psychologa ewolucyjnego który rozumie genetykę populacyjną, rolę dryfu itp. Bardzo, moim zdaniem, dobrze o evo-psych napisane jest tu: http://monkeysuncle.stanford.edu/?p=211 (jest tam też wiele ciekawych dodatkowych źródeł).

Powyższy tekst jest fragmentem dyskusji Januarego Weinera z internautami komentującymi na jego blogu. Niestety, nie napisał jak dotąd osobnej notki poświęconej temu zagadnieniu. Jestem przekonana, że sam ten fragment dyskusji nadaje się na notkę. Dokonałam niewielkiej redakcji: Podkreślenia i wylistowania pochodzą ode mnie, a także kolejność wypowiedzi może być inna niż wynikałoby z czasu publikacji komentarzy. Dodałam też linki do Wikipedii, wyjaśniające niektóre pojęcia.

Koniecznie przeczytajcie oryginalną notkę Januarego Weinera i całość dyskusji!


Na dokładkę:
Prof. Paweł Golik, dyrektor Instytutu Genetyki i Biotechnologii na Uniwersytecie Warszawskim:Wydaje mi się to podobnie jałowe jak psychologia ewolucyjna, w której również robi się wielopiętrowe arbitralne założenia dotyczące zjawisk, które na każdym piętrze dałoby się wyjaśnić inaczej, przeważnie prościej.Takie opinie rzadko przebijają się w polskich mediach, goniących za poklaskiem prostego czytelnika - a więc starających się potwierdzać przekonania tego czytelnika, nawet jeśli są nieuzasadnione. Napisałam już kiedyś o tym notkę: Teoria ewolucji w służbie konserwatyzmu.

19:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Przydatne cytaty
Link Komentarze (4) »
środa, 23 listopada 2016

Dziękuję Bogu, że mnie stworzył bardziej odporną i z jakiejś doskonalszej gliny — wyprostowuję się, dumna, że mogę chodzić między ludźmi bez gorsetu i wywołania równocześnie skandalu, i klękam na krześle, a pokładam się całym torsem na stole. Jest to moja ulubiona pozycja, gdy mnie nikt nie widzi. Zrozum — Maryla nie liczy się za kogoś. Wprawdzie później dostrzegam, iż w gabinecie robi porządki lokaj i w lustrze konstatuję, że jest przystojny wyjątkowo i kształtny chłopak — ale nie zmieniam pozycji. Dla dwóch przyczyn.
Pierwsza:
Że taki mud’ może się nie poznać.
Albo:
Że się może poznać, więc...
Tem lepiej.
Zawsze — niech ani jedna linja nie zostanie stracona.I milej być głaskaną wzrokiem choćby osobnika, zajętego oczyszczaniem otomany z problematycznych moli, jak nie być głaskaną wzrokiem niczyim.
Bo w takim razie pozostaje nam tylko gorzki żal nad słonym, a niezapłaconym rachunkiem szwaczki, która nam taki piękny i cudnie opięty kostjum stworzyła...
Więc już lepiej — niech choćby lokaj...
Czuję magnetycznie, że jestem podziwianą od strony odwrotnej...

Gabriela Zapolska, "Kobieta bez skazy" (1913)

20:54, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Przydatne cytaty
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 listopada 2013

Dedykuję zwolennikom tradycyjnych wartości rodzinnych...

Nathaniel William Wraxall
, brytyjski dyplomata, opisuje obyczaje małżeńskie w Polsce pod koniec XVIII wieku:

Wprost boję się mówić o tym, co widziałem i wiem na ten temat, tak nieprawdopodobnie to wygląda. Udowodnienie zdrady małżeńskiej jest uznane za prawną przyczynę rozwodu; ale w zasadzie wystarczy nie więcej niż niezgodność charekterów, niechęć lub znużenie. (...)

Kilka dni temu byłem z wizytą w towarzystwie pana Wroughtona u księżnej Sanguszkowej (...). Jest to bardzo elegancka kobieta, blisko dwudziestoczteroletnia. Zastaliśmy ją w ogrodzie, przechadzającą się pod rękę z kanclerzem wielkim, swoim mężem, księciem Sanguszko, oraz drugą damą, w cieniu wysokich drzew.

Dyskutowali właśnie nad prawną stroną rozwodu, który w Polsce można uzyskać z taką samą łatwością, z jaką papież udziela przebaczenia i rozgrzeszenia. Jak zrozumiałem, książę zamierza poślubić damę, z którą się właśnie przechadza w towarzystwie żony.

Źródło: A. Lisak, Miłość staropolska, Bellona 2007, s. 128.

19:07, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Przydatne cytaty
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4