Społeczeństwo

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Jakub Chabik, informatyk i doktor zarządzania, człowiek z przemysłu informatycznego, pisze w Krytyce Politycznej o nadchodzącym upadku zawodu informatyka. Natychmiast pojawiły mi się w głowie dwa pytania: Co z kobietami? I co z fizykami? Czy to szansa, czy zagrożenie?

Kobiety

Wiele wskazuje na to, że prekaryzacja zawodu informatyka już się zaczęła i rzesze tych, którzy podejmują dzisiaj edukację, może znaleźć się w tym samym miejscu, gdzie na początku wieku znaleźli się na przykład ekonomiści
(...)
Trzeci czynnik to kwestia podaży: napór wykształconych na programistycznych bootcampach „niebieskich kołnierzyków programowania” sprawi, że spadną pensje wszystkich w branży. Zgodnie z zasadą Kopernika-Greshama (...) specjalista gorszy wypiera lepszego

Parę lat temu zdziwiłam się widząc karierę bootcampów (krótkich kursów programowania) dla kobiet - takich niby feministycznych inicjatyw, że dziewczyna też może być informatykiem.

Obawiam się, że kobiety wykształcone na wzbierającej fali idei "powrotu kobiet do informatyki" padną ofiarą prekaryzacji. Nie dlatego, że kobiety nie nadają się na dobrych informatyków. Nadają się. Tylko dlatego, że ich powrót zbiegł się z procesem psucia rynku specjalistów, a szczytna idea wykształcenia kobiety-specjalistki nie może być realizowana na zasadzie krótkich kursów zawodowych.

Powrót kobiet zaczął się akurat w momencie, gdy praca mężczyzn przestała być aż tak ceniona.

Fizycy

Ludzie z niszowymi kwalifikacjami, wysokimi umiejętnościami „miękkimi”, wiedzą z innych dziedzin (np. bankowość, przemysł, media, zdrowie) oraz siecią kontaktów mogą spać spokojnie. Znaczenie zacznie mieć porządne wykształcenie podstawowe i umiejętność szybkiej zmiany profilu – premię znowu otrzymają ci, którzy umieją się uczyć.

Tu przychodzą mi na myśl długie dyskusje ze znajomymi-fizykami.

Zastanawialiśmy się zawsze, czy opłaca się studiować fizykę (ba, nawet robić doktorat), a potem uciekać do informatyki, czy lepiej nie tracić czasu i studiować od razu informatykę.

Podłożem dyskusji był fakt, że na studia fizyki jest coraz mniej chętnych, choć zawsze było mało, a po tych studiach wcale nie tak wielu absolwentów pracuje w zawodzie. Większość przechodzi do przemysłu informatycznego. W Krakowie ssawą lokalnych magistrów i doktorów fizyki była i wciąż jest Motorola - ale też inne firmy informatyczne.

No więc studentom mówiło się, że co prawda może nie będą pracować w zawodzie, ale mają ten atut, że "fizyk nauczy się wszystkiego". Te studia dają (obok wiedzy o zasadach działania przyrody) bardzo specyficzny trening intelektualny - ścisłego myślenia, ale też sceptycznego, realistycznego myślenia.

Z drugiej strony w dyskusji pojawiały się głosy, że po co ciągnąć ludzi na te studia (żeby wykładowcy fizyki mieli pracę), skoro można tych samych ludzi posłać od razu na studia informatyki, a nie stracą 5-9 lat z kariery.

Ale teraz pojawił się ten nowy czynnik - prekaryzacja zawodu informatyka. Ciekawa jestem, czy ona sprawi, że ludzie po fizyce będą bardziej czy mniej w cenie w przemyśle informatycznym?

Margaret Hamilton in 1969, standing next to listings of the software she and her MIT team produced for the Apollo project (Public Domain)

10:09, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 maja 2018

Godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązków wynikających z ciąży, porodu i wychowania dziecka.

Ekspert Biura Analiz Sejmowych o projekcie zaostrzenia ustawy o aborcji

Napisał to oczywiście ekspert-mężczyzna. Kiedyś też wydawało mi się, że takie wytłumaczenie brzmi logicznie. Ale potem zastanowiłam się i doszłam do innego wniosku:

Ja się nie prosiłam na świat jako kobieta. Jest niesprawiedliwe, żeby połowa ludzkości była z racji urodzenia z macicą obciążona większą odpowiedzialnością za życie ludzkie, niż druga połowa. Mężczyźni nie mają żadnych takich "obowiązków". Natomiast kobiety zgodnie z tą optyką zawsze muszą mieć na uwadze, że mogą zajść w ciążę i że wtedy na ich barkach spocznie odpowiedzialność za życie zarodka/płodu/dziecka. Mogą tylko albo podjąć "obowiązek" ciąży, porodu i wychowania, albo zostać "morderczynią". Czyli po prostu od tego "obowiązku" nie mają ucieczki. Jest to sytuacja nierówności - jest kasta wyższa, obdarzona większą wolnością - mężczyźni; i kasta niższa, obdarzona mniejszą wolnością i większą odpowiedzialnością - kobiety. Biologia może sobie być niesprawiedliwa, ale my możemy tę niesprawiedliwość niwelować. Moim zdaniem nawet powinniśmy.


Nawiasam mówiąc, żyjąc w takiej logice - albo podjąć "obowiązek" ciąży, porodu i wychowania, albo zostać "morderczynią" - nic dziwnego, że kobiety w Polsce starają się jak najmniej zachodzić w ciążę. Każdy przy zdrowych zmysłach starałby się minimalizować szanse na obarczenie tak gigantyczną odpowiedzialnością. 


Internautka pisze:

Całe rozumowanie oparte jest na łatwym do zakwestionowania (jakby bezdyskusyjnym?) założeniu "zgody na zajście w ciążę". Odbycie stosunku nie jest równoważne takiej zgodzie.

Tu jest właśnie cały problem. Konserwatyści uważają, że odbycie stosunku jest równoważne zgodzie na zajście w ciążę. O tym jest cała katolicka etyka seksualna. O tym jest całe "wychowanie do życia w rodzinie" w szkołach. Nawet sytuacja gwałtu nie jest właściwie stąd wyłączona, bo zgodnie z konserwatywnymi normami kobiety powinny zdawać sobie sprawę, w razie gwałtu mogą zajść w ciążę, więc powinny unikać sytuacji, gdzie jest ryzyko gwałtu. Na tym właśnie polega to wrodzone obciążenie odpowiedzialnością z racji posiadania macicy. Masz macicę - musisz na co dzień żyć tak, żeby w każdej chwili móc podjąć odpowiedzialność za życie zarodka/płodu/dziecka.

08:40, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (14) »
sobota, 04 listopada 2017

Wielu mężczyzn i niektóre kobiety piszą, że akcja #metoo / #jateż rozwadnia problem molestowania. Ich zdaniem w mediach społecznościowych pojawiła się rzekomo lawina świadectw, które opisują wcale nie molestowanie właściwe, lecz zaledwie niewczesne zaloty, brak kultury, zaczepki słowne nie będące molestowaniem.

Postanowiłam zrobić małą statystykę wpisów na facebooku: W wyszukiwarkę facebooka wpisałam tag #jateż. Zdecydowałam się na polską wersję tagu, żeby łatwiej dotrzeć do osobistych świadectw Polek, a pominąć wpisy zagraniczne i artykuły prasowe. Dokładniejszy opis wyszukiwania podaję na stronie z wynikami, link poniżej. 

Krótko mówiąc, przewijałam jak leci wyniki wyszukiwania w kategorii "Posty publiczne" i omijałam artykuły prasowe, parodie, oraz wpisy nie pozwalające na przyporządkowanie. Brałam po kolei pojawiające się wpisy z osobistymi historiami osób molestowanych. Przyporządkowywałam je do kategorii molestowania fizycznego lub słownego

Strona z wynikami znajduje się tutaj.

Z 30 świadectw tylko 6 opisywało wyłącznie molestowanie słowne.
24 z 30 historii opisywało molestowanie fizyczne bądź też fizyczne i słowne. Zwraca uwagę, że 16 spośród 30 przypadków to molestowanie fizyczne dziecka.

Zatem moje wyniki sugerują, że nie jest prawdą, iż kobiety masowo opisują przypadki wątpliwe, gdy ktoś zaledwie zalecał się do nich, komentował lub pogwizdywał.

Zachęcam czytelników do sprawdzenia samemu. Być może wyniki wyszukiwania facebooka różnią się dla różnych użytkowników. Być może ktoś będzie miał chęć zebrać większą próbę, np. 100 świadectw, bo 30 przypadków to wciąż trochę mała statystyka.

13:16, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34