poniedziałek, 09 lipca 2007
Pojawiła się na forum taka oto dyskusja. Chyba sprowokowana przez jakiegoś trolla, albo osobę reklamującą swoje aukcje na allegro. Choć może przez znudzoną małżonkę jakiegoś prokuratora. Jak by nie było, najważniejsze są reakcje Polaków, odpowiadających w dobrej wierze. Szczere aż do bólu.

Problem postawiono następujący:
Kilka rodzin od lat jeździ razem na wczasy. Jednak ostatnio jeden z członków tej grupy znajomych został aresztowany. Jego żona i dzieci nadal chcą jechać na wczasy z pozostałymi. Jest jeden problem: ci pozostali znajomi pracują w prokuraturze! Powinni pozostawać poza wszelkim podejrzeniem. Co robić?

Wypowiedziało się - z gruba licząc - 28 osób. Z czego 18 (czyli 64%) kompletnie nie rozumiało pojęcia etyki zawodowej, a konkretnie tego, że prokurator nie powinien jeździć na wczasy z żoną oskarżonego.

Pojawiały się hasła, że nie jechać z ową żoną na wakacje to:
  • świństwo;
  • odwracanie się od przyjaciół;
  • że tylko "w dobie kaczkowego terroru prokurator może mieć nieprzyjemności po pobycie na wczasach z żoną zatrzymanego";
  • że uczynkiem miłosiernym jest "więźniów pocieszać" - niestety ktoś zapomniał, że rolą prokuratury nie jest pocieszanie więźniów, a zgoła co innego;
  • ciekawym argumentem była zasada domniemania niewinności - szkoda, że dyskutantka rozciąga tę zasadę również na możliwość wspólnych zabaw towarzyskich prokuratorów i rodzin oskarżonych.
Widzę, że jest potrzeba, aby pewne rzeczy wytłumaczyć rodakom łopatologicznie.

Gdy ktoś wybiera pracę w prokuraturze, to powinien od początku zdawać sobie sprawę, że specyfika tego zawodu będzie go ograniczać. Że będzie obowiązywać go pewien kodeks zawodowy. Zwłaszcza, że kodeks ten nie istnieje sobie a muzom: praca w prokuraturze to służba społeczeństwu, które chce mieć zaufanie do tej instytucji.

Wyjeżdżanie na wczasy z żoną oskarżonego, która może po znajomości oczekiwać jakiejś pomocy w sprawie męża - to sytuacja wykluczona z punktu widzenia etyki zawodowej. Tym się różni państwo kolesiów od państwa prawa. W niektórych zawodach wymaga się, aby pracownicy przedkładali dobro publiczne nad prywatę.

Polacy nie rozumieją problemu. Jakby żyli za komuny. Wtedy jasne było (choć czy aby zawsze? czy aby na pewno? czy to nie był aby parawan dla własnej wygody i prywaty?), że system jest zły - razem z wymiarem sprawiedliwości. Być wbrew systemowi - było cnotą. Systemowi należało przeciwstawiać więzi międzyludzkie.

Lecz dziś system nie jest narzucony z góry. Tworzymy go my. My, Naród. Tak! To może troszkę dziwne, drodzy rodacy, ale po 18 latach powinna jednak już do was dotrzeć ta świadomość.

Jakbyście się czuli, gdyby najpierw ktoś was okradł, a potem dowiedzielibyście się, że jego żona wyjeżdża na wczasy z prokuratorem prowadzącym dochodzenie? Etyka zawodowa prokuratury czemuś służy. Komuś. Właśnie wam, drodzy obywatele. Pojmijcie to.

18:51, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 lipca 2007
W nawiązaniu do wcześniejszego wpisu pt. "Maskulinista" postanowiłem również wypowiedzieć się w tym temacie. Wolność ubioru również powinna dotyczyć mężczyzn. Dlaczego? Męskość w ubiorze jest strasznie wąsko pojęta, nieprzystosowana do pogody i nieekologiczna. W Japonii i Hiszpanii trwa akcja odrywania facetów od krawatów, zostawiania marynarek w domach w celach oszczędzania prądu na klimatyzacji (artykuł La Vanguardii). Tu się zgadzam, po kiego grzyba tak obniżać temperaturę w budynku, aby konieczne było ciepłe ubieranie się. Dodatkowo dress code wielu korporacji i firm wymaga garniturów jedynie w ciemnych kolorach i krawatów przez cały dzień pracy. Pracowałem i wiem jakie to cholernie męczące i drażniące, szczególnie jak nie ma klimatyzacji w ogóle. A jeśli któryś z pracowników widzi klienta raz na miesiąc albo i rzadziej? Dlaczego ma się ubierać sztywno? Dla kobiet te zasady są luźniejsze, tylko z mężczyzn robi się mumie.
Pomińmy ubiór do pracy, zajmijmy się tym codziennym. Widok faceta w sandałach to dla wielu szok (również kobiet), a jeszcze bez skarpetek toż to herezja. A dlaczego?? Bo jest owłosiony?? Można wydepilować (jak któryś chciałby). Ale nie wolno, bo to ... niemęskie. I nagle niemęskie staje się chodzenie w sandałach. Krótkie spodnie? Tak, ale tylko maksymalnie pod kolana, powyżej to niemęskie. Przesadzam?? Popatrzcie jaka jest teraz moda plażowa męska. Jakieś wory do kolan. I to ma służyć do pływania? Materiały też jakieś takie grubsze niż cieńsze. Moda letnia ma być przewiewna, lekka, a nie dla masochistów. Nabycie spodni z lekkiego materiału to dla faceta koszmar. Nie mówiąc o koszulkach T-shirt, które najczęściej są tkane z tak cienkiej bawełny, że po 2 praniach się rozłazi. Albo jest ze zbyt grubej bawełny, takiej zimowej. A krój to luźny worek na ziemniaki, gdyż koszulka zbyt obcisła też jest nieakceptowana. Bielizna tylko w kolorach szaroburych i kiepskiej jakości. Sztuką jest kupienie dobrej bielizny za dobrą cenę (z tej wyższej półki cenowej to pewnie pryszcz, ale kto sobie może na to pozwolić?).
Moda męska jest budowana w opozycji do kobiecej, ale kobieca nie. Paradoks. Może zacznijmy się zastanawiać, ile jest elementów przejętych z ubioru męskiego na dzisiejszej kobiecie lub elementów dawniej wspólnych dla obu płci. Okaże się, że większość. Nawet te strasznie kobiece szpilki. Wymyślone dla .... mężczyzn do jazdy konnej. Makijaż też używany dawniej przez mężczyzn, pończochy też, spódnice, sukienki. Oczywiście krojem inne niż te kobiece odpowiedniki, ale spełniające te same funkcje. Do dziś w Azji Południowo-Wschodniej wygodniej jest zapomnieć o spodniach i nosić sarong. A ponadto prawdziwy mężczyzna w krajach arabksich nie nosi krawatu, co w naszej kulturze jest podstawowym wyznacznikiem męskości. Więc może inne kultury mają lepsze, bardziej życiowe podejście do ubioru męskiego. Notabene, dla Chińczyków czy Japończyków kultura europejsko-anglosaska jest barbarzyńska.
Napiszę przewrotnie, że jedynymi mężczyznami, którym uchodzi społecznie noszenie sukni są duchowni. A dlaczego inni nie mogą nosić?? Bo zrobią konkurencję kobietom?? Bo prawdziwy mężczyzna nie nosi takich rzeczy? Jakoś dziwne, że kultury basenu Morza Śródziemnego preferowały taki strój. Grecy, Rzymianie, Fenicjanie, Egipcjanie nie byli wcale bardziej przez to kobiecy niż współczesny facet w spodniach. Spodnie to wynalazek ludów północy i przystosowany do tego klimatu. Jak jest ciepło, to traci swoją podstawową cechę i staje się torturą. Im bardziej jest gorąco, tym bardziej jest dla mnie oczywiste hasło - "Zielone światło dla sarongów!!". Mam dość bycia jakimś indywiduum sadomasochistycznym, które w zimie przymarza, a w lecie jest upieczony. W imię jakiejś męskości definiowanej w bzdurny sposób jako niewrażliwości na żadne doznania. Dość bycia zaszufladkowanym, męskość też może być pojęciem elastycznym jak kobiecość. Jak ma być równouprawnienie, to ma być.
piątek, 29 czerwca 2007
W jednym z wcześniejszym wpisów postulowałam założenie Ruchu wyzwolenia mężczyzn. Jeśli nie wierzycie, że istnieje na świecie co najmniej paru mężczyzn, którzy się z tym zgadzają, to polecam blog maskulinisty: Jak wiadomo istnieje zjawisko zwane feminizmem. I wprawdzie feministki to mniejszość, jednak dzięki dotarciu do mediów mogły stać się pozorną większością. Maskulinizm to taki feminizm, ale w odniesieniu do mężczyzn. Nie jest to ruch powszechnie znany, gdyż mężczyźni nie lubią się "chwalić", że są dyskryminowani (najczęsciej przez samych siebie hahaha).

Nie wiem, czy ten mój wpis będzie reklamą, czy antyreklamą idei wyzwolenia mężczyzn... To znaczy - w moim zamyśle powinien być reklamą, ale w oczach czytelników może stać się anty. Bo ten pan maskulinista z bloga lubi do męskiego stroju ubierać damskie buty na szpilce i tak przechadzać się po Warszawie.

Pomysł ładny, w końcu kobiety mogą chodzić zarówno w szpilkach, jak w martensach, zarówno w spódniczkach mini, jak w bojówkach. Ale jakoś obawiam się, że większość czytelników go nie doceni. Albo ja nie doceniam czytelników.

Przy okazji - mój mąż jest zdania, że byłoby miło, gdyby mężczyźni mogli latem chodzić w spódnicach. Bo to chłodniej i wygodniej. Starożytne kultury basenu Morza Śródziemnego wiedziały coś o tym. Nawet Pan Jezus nie nosił spodni.

Nawiasem mówiąc, do dziś tradycję tę podtrzymują Arabowie. Ale zwróćmy uwagę, że jednocześnie powszechnie znany jest konserwatyzm kultury arabskiej co do ról płciowych. W dodatku Arabowie uważają, że oznaką zniewieścienia jest krawat... Wyobraziłam sobie arabskiego maskulinistę, który w ramach protestu chodzi po mieście w krawacie...


08:37, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (7) »