wtorek, 21 sierpnia 2007
Stanisław Bareja wiecznie żywy. Jeden z dwóch największych polskich wizjonerów. Całkiem jak jak Stanisław Lem - po latach okazuje się, że przewidział wszystko.

Właśnie ktoś zainspirował się serialem "Zmiennicy".
00:01, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 sierpnia 2007

 

Dzisiaj jest rocznica zwycięskiej bitwy warszawskiej z 1920 roku. Bitwy, którą wygrali konkretni ludzie, a nie Matki Boskiej opieka i pomoc. Większość z nas (w tym i prasa) powtarza bezrozumnie powtarza slogan "Cud na Wisłą" na określenie tej najważniejszej bitwy w wojnie polsko-bolszewickiej. Dlaczego bezrozumnie? Bo to cud , którego nigdy nie było. Bo to zwycięstwo jest wynikiem działania wielu ludzi, żołnierzy i cywili, a nie tylko boskiej interwencji. My, Polacy ciężko zapracowaliśmy na ten sukces. Ciągłe powtarzanie tego zdania deprecjonuje ówczesny kolosalny wysiłek podjęty nie tylko w tej bitwie, ale też w innych częściach frontu. Tym bardziej, że samo to określenie jest wyłącznie ideologicznym sloganem.

Wymyślił je prawicowy polityk i publicysta Stanisław Stroński, aby pomniejszyć rangę sukcesu Piłsudskiego. Że to nie jemu, ale opatrzności zawdzięczamy zwycięstwo. Pamiętajmy też, że prawica namaściła na zwycięzcę – inkubatora cudu, gen. Weyganda. On się przed tym bronił, ale taki był wtedy nastrój, że wszyscy, tylko nie Piłsudski. To powiedzenie zaczęło później żyć własnym życiem i nie jest dziś nacechowane niechęcią wobec Marszałka.

za: "Bój o Polskę i Europę", Mówią Wieki 08/2004.

Warto wreszcie odmitologizować tę bitwę. Skoro przyjmujemy, że Matka Boska wtedy udzieliła swojej pomocy, to dlaczego nie pomogła nam 24 lata później? Dlaczego o innych bitwach nie mówimy, że są cudem bożym? Wiedeń, Grunwald, Raszyn, Zieleńce, Racławice i wiele innych bitew też można ochrzcić mianem cudu i wskazywać Matkę Boską jako twórcę zwycięstw. Dobrze, że historycy w artykułach czy książkach próbują opinii społecznej przekazać prawdziwe tło tej zwycięskiej bitwy.

Warto zdać sobie sprawę, że:

- prowadzony nasłuch radiowy i wywiad wojskowy dawały pełny obraz działania Armii Czerwonej,

- zbyt szybkie tempo natarcia i słabość sił sowieckich działały na ich niekorzyść,

- personalne animozje dowódców ACz utrudniały skoordynowanie działań,

- bohaterskie opóźnianie wojsk sowieckich na Ukrainie podczas odwrotu Wojska Polskiego spod Kijowa

- elastyczne działanie Sztabu Generalnego uzależnione od bieżącej sytuacji na froncie,

- postawa zwykłych żołnierzy i pomoc cywilów

dały Polsce zwycięstwo w tej bitwie. Nie Matka Boska, ale ludzie. Warto o tym pamiętać, że tylko my sami możemy sobie pomóc.

Zastanawiające jest, że endecja w swojej zapiekłości wobec Piłsudskiego, postanowiła wpierw ojcostwo tego zwycięstwa przypisać generałowi wojsk obcych (francuskich) Weygandowi, a jak się nie udało, to Matkę Boską mianowała sprawcą. Tylko, że to wierutna bzdura. Takie pomniejszanie rangi wysiłku jest antypatriotyczne, wywołuje marazm, niechęć do wysiłku, działania, skoro i tak Matka Boska i Bóg zawsze nam pomogą. Jak to możliwe, że wywijająca szabelką polskości endecja tak chętnie, przed bitwą warszawską chciała powierzyć komendę nad Wojskiem Polskim francuskiemu generałowi? Czy w swojej nienawiści ideologicznej do Piłsudskiego nie zabrnęli za daleko?

 

Chętnym poszerzyć swoją wiedzę o kulisach tej bitwy polecam:

- bitwa warszawska 1920 na Wikipedii

- wycinki artykułów z prasy międzywojennej na blogu "To mój kraj"

- wywiad z historykami z 2005 roku z czasopisma "Mówią Wieki"

- artykuł Janusza Szczepańskiego o kontrowersjach bitwy warszawskiej

niedziela, 12 sierpnia 2007
Przeszłość przestaje kryć się w mitycznych mrokach. Dzięki Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej każdy z nas może mieć na własnym biurku gazety sprzed ponad 60 lat. Nie musimy już słuchać sztucznie spreparowanych legend o bohaterach. Tak jak wchodzimy na onet lub gazetę, aby poznać najnowsze wiadomości i opinie - możemy teraz zanurzyć się w świat przeszły i dowiedzieć się, co sądzili sami owi bohaterowie. Dotychczas ten komfort mieli tylko nieliczni, posiadający dostęp do archiwów. Dziś - każdy internauta.

Tygodnik Powszechny w 1945 roku - rok po Powstaniu Warszawskim - opublikował dyskusję na temat motywów psychologicznych, które popchnęły mieszkańców stolicy do walki. Okazuje się dopiero, jak skamieniałym i świątobliwym mitem stało się Powstanie w dzisiejszej propagandzie. Ze zdziwieniem zauważamy, że wówczas - zaraz po traumie klęski! - rozmawiano o nim znacznie bardziej otwarcie i krytycznie niż obecnie.

Nie mam tu na myśli ocen politycznych. To jest akurat najsłabsza strona tekstów, które przytaczam poniżej. W każdym razie sami autorzy starają się raczej pomijać tę kwastię. Powodów jest kilka: pierwszy - choć nie nazwany wprost - to aktualna sytuacja polityczna w Polsce przejętej przez sowietów; drugi zaś - to krótki czas, który minął od tamtych wydarzeń.

Ten właśnie brak perspektywy czasowej - wada w rozważaniach historyczno-politycznych - jest jednak zaletą przy analizie emocji, kierujących wówczas społeczeństwem. Te emocje jeszcze wtedy nie opadły, a w każdym razie były dobrze zapamiętane. Nie przesłonięte jeszcze kombatanctwem i mitomanią. Świeża dyskusja Wojciecha Kętrzyńskiego (historyka) i Stefana Kisielewskiego (publicysty) o psychologii kolektywnej powstańców jest bardziej wiarygodna niż współczesne prasowe domysły.

W artykule Warszawa 1944 (TP nr 21, 12.8.1945) Kętrzyński pisze: Wśród powodzi wypowiedzi prasowych, którą wywołała sierpniowa rocznica, jeden pogląd przeważa w sposób zasadniczy. Oddając słuszny hołd bohaterstwu stolicy oddziela on tych, którzy za powstanie ponoszą odpowiedzialność od tych, którzy w nim brali osobisty udział. Potępiając winę jednych, wynosi pod niebosy ślepe bohaterstwo i poświęcenie drugich. A więc wówczas, rok po Powstaniu, prasa nie wahała się krytykować, a nawet potępiać! Nie wierzę, że było to jedynie wynikiem sowieckiej propagandy.

Sam Kętrzyński powiada dalej: Są problemy, które naród polski na swój specyficzny, irracjonalny sposób pojmuje. Są to przede wszystkim honor i suwerenność. Jakiekolwiek naruszanie tych pojęć powoduje odruch rozpaczliwego protestu, który wybucha wbrew i mimo wszystkiemu. Jakkolwiek beznadziejne byłyby okoliczności walki - naród poświęci zawsze wszystko w obronie tych świętości. Być może, że inne narody mają na te zagadnienia pogląd inny, bardziej utylitarny. Mozę nawet mają rację. Polacy jednak rozumieją to inaczej. Można to słusznie określić jako zbiorowy uraz psychiczny społeczeństwa polskiego. (...)

Naród poświęcił stolicę, gdyż sądził, że jest to potrzebne w obronie honoru i suwerenności Polski.
Następnie autor wyraża przekonanie, iż warszawiacy praktycznie od początku wiedzieli, że przegrają. Pomimo krytycznego wstępu, Kętrzyński z wyraźną sympatią podkreśla straceńczą postawę powstańców, mających jasną świadomość klęski.

Kisielewski w tekście Porachunki narodowe (TP nr 24, 2.9.1945) odpowiada jednak, że wręcz przeciwnie, walka ta "przedstawiona została społeczeństwu warszawskiemu jako krótkie i pozbawione ryzyka intermezzo, jako manifestacja naszej woli i naszej niezależności." Polemista zarzuca również Kętrzyńskiemu błędne utożsamienie entuzjastycznych nastrojów młodzieży z nastrojem ogółu. Społeczeństwo warszawskie było w roku 1944 społeczeństwem o ambicjach i upodobaniach realistycznych. Pozbawione jednak informacji z zewnątrz, pozbawione możliwości trzeźwej oceny sytuacji ogólnej, uległo "psychologicznej konieczności" narzuconej przez młodzież. Tu tkwi właśnie tragiczny paradoks powstania - mniejszość narzuciła swoje kompleksy, swoje urazy psychiczne, swoją niecierpliwość i swój temperament - większości. Najciekawszym fragmentem artykułu jest analiza mentalności młodzieży wychowanej podczas okupacji. Nie ma tu śladu wpajanych nam od najmłodszych lat zachwytów nad patriotyczną postawą tego pokolenia. Przeciwnie. Młodzież, która rozpoczęła powstanie, to młodzież dojrzewająca w warunkach okupacyjnych. Młodzież, mająca wciąż przed oczyma przejawy straszliwego, niebywałego w historii terroru niemieckiego, młodzież, żyjąca tylko jedną myślą: zemsty, młodzież zajęta bez reszty żarliwymi przygotowaniami do akcji zbrojnej. A jednocześnie jest to młodzież, która wzrastając w warunkach wyjątkowych, niespotykanych dotąd na przestrzeni naszej historii, nie mogła zdawać sobie dokładnie sprawy, co to właściwie jest Polska, jej historia, jej polityka, jej sztuka, i zrozumieć w pełni tę banalną prawdę, że o istnieniu narodu decyduje istnienie jego odrębnej i niezależnej kultury, tak duchowej jak i materialno-cywilizacyjnej. Jest to młodzież pozbawiona właściwie przez potwornie nienormalne warunki życia kontaktu z prawdziwą tradycją polską i atmosferą wolnej Polski, a także z orzeźwiającą atmosferą intelektualną wielkich demokracyj Zachodu. Dla młodzieży tej jedynym celem życia była owa wymarzona walka - młodzież ta miała, jak to określa Kętrzyński, "zbiorowy uraz psychiczny" i nie było dla niej innego wyjścia jak tylko powstanie. (...)

Młodzież warszawska była - nie zdając sobie z tego sprawy - obojętna w stosunku do kultury polskiej, której pomnikami były warszawskie gmachy, kościoły, biblioteki, wobec zasobów materialnych, nagromadzonych w Warszawie, wobec tej sumy wielkiej pracy pokoleń, jakiej wytworem była Warszawa. Młodzież nie zawahała się postawić to wszystko jako stawkę w walce, która miała jej dać za to wyładowanie niewyżytych potrzeb bohaterstwa, ofiary i walki.
Dalej Kisielewski krytykuje używanie kategorii "honoru" w sprawach międzynarodowych. Przedstawia też swoją wizję patriotyzmu opartego raczej na woli przetrwania narodu, niż na woli śmierci z bronią w ręku. Bo na tym polega prawdziwy patriotyzm, patriotyzm obciążony instynktem życia. Instynkt życia, nakazujący cierpliwość, ostrożność, powściągliwość, subtelność taktyczną w dążeniu do celu zasadniczego posiadają oprócz państw wielkich i takie narody jak Czesi, Szwedzi, Szwajcarzy. My natomiast mamy przedziwny instynkt życia a rebours, który w praktyce staje się - instynktem śmierci. Tak bardzo tęsknimy do wielkości, do walki, do zwycięstwa, tak nam spieszno do winobrania, że pomijamy poprzedzające je żmudne psychicznie etapy pracy i w rezultacie - osiągamy całkowite fiasko, spadamy na samo dno.

Polska zawsze jest żebrakiem i płaczką Europy, sprawa polska zawsze jest kłopotliwa, dwuznaczna, siejąca ferment, niecierpliwiąca; historia Warszawy nie ma precedensów w dziejach Europy. Dlaczego? Jeśli odrzucimy koncepcje mesjanistyczne, że Polska cierpi za wszystkich i jest upostaciowanym "wyrzutem sumienia", to pozostaje jedna tylko odpowiedź: obok walorów jak odwaga, poświęcenie, bohaterstwo brak nam - męskiego, opanowanego realizmu.
Gdy porównać te teksty z treściami wpajanymi nam w szkołach, z tymi wszystkimi wypracowaniami i akademiami ku czci, przez które musieliśmy przebrnąć - widzimy, że "zbiorowy uraz psychiczny" młodzieży okupacyjnej udało się z powodzeniem namnożyć i wszczepić już kilku kolejnym pokoleniom. Z etykietką przykładnej, patriotycznej postawy. W wolnej Polsce wciąż żyjemy jak dzieci wojny.


Całość przytoczonych tekstów można przeczytać tutaj (skonwertowane do html):
Oryginalne artykuły w postaci skanów znajdują się tu:
17:26, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (6) »