niedziela, 18 stycznia 2015

Ponieważ polska hierarchia kościelna właśnie rzuca gromy na tabletki "dzień po", chciałabym zwrócić uwagę na ciekawą sprawę - Kościół katolicki na Zachodzie, uwaga! mając identyczny pogląd na kwestię śmierci niezagnieżdżonego zarodka, ma najwyraźniej bardziej zniuansowane podejście do tych pigułek:

Oto artykuł na jednym z zagranicznych portali katolickich.

Otóż zgodnie z argumentacją kościelną, jeśli dojdzie już do powstania zarodka, to nie wolno zapobiegać zagnieżdżeniu się go. Natomiast w powyższym artykule napisane jest, że w przypadku np. gwałtu jak najbardziej można wykorzystać drugi, i chyba główny, typ działania tabletki "dzień po", mianowicie nie dopuścić do jajeczkowania.

Teoretycznie da się to zrobić. Po prostu zalecają, że z kościelnego puktu widzenia wolno zażyć tabletkę, jeśli wiemy (spodziewamy się), że kobieta jest w fazie przedowulacyjnej. Z uwagi na żywotność plemników ma to jak najbardziej sens, bo plemniki mogą w drogach rodnych poczekać na owulację nawet kilka dni. Trzeba pamiętać, że sama faza owulacji, czyli wypuszczenie gotowego na zapłodnienie jajeczka i jego czas życia trwa bardzo krótko - kilka godzin - więc "utrafienie" ze stosunkiem w samą owulację byłoby bardzo mało prawdopodobne. Raczej jest tak, że plemniki czekają na nadchodzące jajeczko.

Jeśli natomiast wiemy (spodziewamy się), że do owulacji prawdopodobnie już doszło, to tabletki zażywać nie należy, bo może ona zapobiec zagnieżdżeniu istniejącego już zarodka. Trzeba pamiętać, że zapłodnione jajeczko przez kilka dni wędruje przez jajowód, zanim wreszcie dotrze do macicy i zagnieździ sie w niej. 

Oczywiście, gdyby wyznaczenie momentu owulacji było tak proste, to większość metod antykoncepcji przestałaby być potrzebna. Tym niemniej rzeczywiście na podstawie wywiadu z przebiegu cyklu miesiączkowego, usg jajników i z badań hormonalnych można w przybliżeniu wywnioskować, czy kobieta znajduje się w fazie przedowulacyjnej, czy około- lub poowulacyjnej.

Jak by nie patrzeć na skomplikowanie tych rozróżnień, jest to podejście Kościoła niewątpliwie łagodniejsze i bardziej oparte na wiedzy, niż w Polsce.

Do powyższego "oświeconego" podejścia zachodniego Kościoła oczywiście także można mieć zastrzeżenia:

Po pierwsze: Jeśli kobieta zażyje tabletkę zaraz po stosunku, to chyba małe jest prawdopodobieństwo, że za jej pomocą uśmierci zarodek - po prostu dlatego, że nawet w sam moment owulacji plemnikom zajmuje trochę czasu (godzin?), aby dotrzeć do jajowodu i spotkać się z komórką jajową. To wszystko nie dzieje się momentalnie! W tym samym czasie tabletka wchłania się, powoduje zmiany hormonalne zagęszczające śluz w drogach rodnych, przez co plemniki mają utrudniony ruch. Co nastąpi pierwsze? Zablokowanie ruchu plemników, czy jednak dotarcie plemników do jajeczka i zapłodnienie go? Trudno powiedzieć, jest to kwestia przypadku.

Po drugie: Po zmierzonym poziomie hormonów, po usg stanu jajników można stwierdzić, czy do owulacji już doszło - już, czyli ex post. Nie da się natomiast w żaden sposób stwierdzić, czy znajdujące się w drogach rodnych jajeczko jest zapłodnione czy nie - dopóki ono się nie zagnieździ, to nie wywołuje wykrywalnej reakcji hormonalnej organizmu. Zatem opisane wyżej podejście Kościoła to także loteria - zawężona, ale loteria - bo mówimy: jest prawdopodobieństwo (nie pewność!), że mamy do czynienia z zapłodnioną komórką, zatem na wszelki wypadek nie wolno nam robić nic, by ją uśmiercić. 

Jeśli jednak trzymać się konsekwentnie tej postawy probabilistycznej, to Kościół powinien zabraniać wszelkich aktywności, które mogłyby przypadkowo powodować śmierć potencjalnie zaistniałego zarodka. Podam przykład: niektóre kobiety mają za krótką ostatnią fazę cyklu. Faza ta służy w przypadku zapłodnienia do tego, aby zarodek miał czas się zagnieździć. Wiele kobiet nie wie, że ma za krótką tę fazę i leczy to dopiero gdy chce zajść w ciążę. Konsekwentnie, Kościół powinien wymagać jednak od wszystkich kobiet obowiązkowego leczenia takiej dysfunkcji, bo przecież prowadzi ona do przypadkowego niezagnieżdżenia zarodka.

Co więcej - w naturze, u zdrowych par starających się o dziecko, 3/4 zarodków się nie zagnieżdża. Konsekwentnie, Kościół powinien zastosować tu retorykę używaną przeciwko in vitro: Naturalne poczęcie każdego dziecka okupione jest "śmiercią trojga jego braci i sióstr". Osoby wielodzietne mają więc na sumieniu więcej uśmierconych zarodków, niż osoby stosujące prezerwatywy. A osoby mające problemy z płodnością, spowodowane trudnością z zagnieżdżeniem zarodka, powinny w ogóle nie próbować poczynać dzieci, bo skazują jeszcze większą liczbę zarodków na śmierć. Tak wynika z kościelnej logiki, gdyby trzymać się jej konsekwentnie.

Kościół odpowiada na to, że tutaj liczy się intencja: czy robię coś celowo, żeby uśmiercić zarodek, czy śmierć dzieje się "naturalnie". Ale tu przyłapuję Kościół na niekonsekwencji. Jeżeli niezagnieżdżony zarodek jest naprawdę pełnym człowiekiem, to taka argumentacja wobec życia ludzkiego nie powinna mieć miejsca. Jeśli np. wiemy, że dzieje się naturalny kataklizm, w którym ginie 75% ludzi, to brak przeciwdziałania i prób ratowania tych ludzi Kościół nazwałby grzechem, prawda? Naturalność kataklizmu nie usprawiedliwiałaby naszej bezczynności.

Na koniec chcę zwrócić uwagę na największą niekonsekwencję Kościoła w Polsce: Najzwyklejsze, funkcjonujące od lat w sprzedaży, tabletki antykoncepcyjne robią dokładnie to samo, co tabletka "dzień po". Zapobiegają owulacji, ale ewentualnie też jeśli mimo wszystko doszłoby do zapłodnienia, to zapobiegają zagnieżdżeniu zarodka. Będąc konsekwentny, Kościół powinien z równym zapałem żądać zakazu sprzedaży zwykłych tabletek antykoncepcyjnych i nazywać je "aborcją" oraz "trutką na dzieci".

Samo w sobie ciekawe jest, jak często efektem tabletek (czy to zwykłych, czy "dzień po") jest zahamowanie owulacji, a jak często - zapobieganie zagnieżdżeniu. Nie udało mi się znaleźć wiarygodnych danych na ten temat. Z czysto naukowej ciekawości chciałabym to wiedzieć.

Zasłyszałam też ciekawą, i chyba prawdopodobną informację, że tabletki "dzień po" (nie wiem, czy EllaOne, ale inne owszem - te oparte na dawce progesteronu) jeżeli zastosowane są przypadkiem w momencie już po zagnieżdżeniu zarodka, to mają działanie właśnie dobroczynne na ciążę. Otóż wprowadzają organizm sztucznie w "ostatnią fazę cyklu", fazę progesteronową, która chroni zagnieżdżony zarodek przed poronieniem.*

*) Edit: Ta informacja nie dotyczy EllaOne, lecz tabletek z gestagenami. Natomiast polecam wpis na blogu doktora endokrynologii, Jacka Belowskiego, na temat EllaOne: blog.endokrynologia.net . Co ciekawe, autor przedstawił kilka wątpliwości związanych z niedostatecznym wyjaśnieniem działania leku przez producenta. I w zasadzie te wątpliwości mogłyby zostać wykorzystane jako argument przez działaczy kościelnych z Terlikowskim na czele.

10:52, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Religia
Link Komentarze (11) »
sobota, 10 stycznia 2015

Ten pierwszy filmik, który zalinkowałam, a potem skasowałam - nie napisałam, o czym on był. W jakimś odruchu wyparcia. 

Dziewczyna z kałasznikowem, w białym zimowym uniformie. Gdzieś w polu, na skraju lasu. Na głowie ma bielusieńką, puszystą, futrzaną czapkę. Istna Śnieżynka. Mówi głosem jasnym i radosnym:

"Na radość ludziom, na śmierć wrogom - z Bożym narodzeniem, z Noworosją! Zwycięstwo będzie z nami!
A jeśli będziemy przegrywać - unicestwimy cały świat!".

Wykonuje kolisty gest ręką.
Rozbrzmiewa tęskna, szarpiąca za serce muzyka i w jej takt powoli, powoli rozkwita - grzyb atomowy.

Niektóre kopie tego filmu już poznikały z youtube.
Akurat w ostatnich dniach dużo się mówi o wolności słowa. Wolność słowa jako wartość absolutna? Czy może jednak nie?
Czy wolność słowa przysługuje przemysłowi, który seryjnie produkuje truciznę dla mózgów, mieszankę sekciarskiej religii i polityki?
W youtube jest opcja: Więcej > Zgłoś film > Przemoc/treści budzące odrazę > Propagowanie terroryzmu.

23:23, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Wschód
Link Komentarze (7) »
piątek, 09 stycznia 2015

Jeszcze o ruskiej dziewoi, reklamującej tzw. "Noworosję" na youtube. Jest to rzeczniczka prasowa Striełkowa. Właśnie obejrzałam piękny, profesjonalny filmik, w którym ta pani wygłasza pochwałę stalinowskich czystek.

Tekst napisał kremlowski ideolog Dugin. Ruska dziewoja mówi więc, że poprzez czystki Stalin tylko przeciwdziałał biurokratycznemu zastojowi. I że Stalin, jak Iwan Groźny, uznał za konieczne wprowadzić terror państwowy, aby wdrażać misję duchową Rosji.

Ludzie produkujący te filmy to nie jest garstka niszowych, stukniętych hobbystów. To wszystko dzieje się za wiedzą, zgodą i inspiracją Kremla.

Strach. 

W innym filmie ta kobieta stoi na tle hipnotycznie wirujących fraktali i mówi:

"Ludzkość żyje tylko dlatego, że jest u niej wielki Projekt. Opłacony milionami żyć, krwią, niezmiernym cierpieniem za wybór drogi. Są tylko dwa bieguny. Oni i my. Oni - przeciw Projektowi. My - za Projektem. Przy czym - jakikolwiek by on nie był. Ważne, żeby był wielki i straszny. My - Rosjanie, wszyscy razem powinniśmy popierać Wielki Projekt. Ruś przed końcem świata weźmie na siebie całe brzemię ludzkiej historii."

22:13, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Wschód
Link Dodaj komentarz »