piątek, 08 maja 2015

To blokowisko z wielkiej płyty powinno zostać wpisane do rejestru zabytków. Ma genialny układ urbanistyczny.

Tak, właśnie to osiedle z "Alternatywy 4". Film mu zrobił złą prasę, ale tak naprawdę dziś dopiero wygląda ono w przybliżeniu w tak, jak miało wyglądać według projektu. Doprowadzono metro, wyrosła zieleń, porządnie otynkowano elewacje.

Zaprojektował je architekt Marek Budzyński, dziś profesor, po powrocie z Danii, zainspirowany pomysłami skandynawskimi. Pomimo że pomiędzy projektem a wykonawstwem i tak trochę zgubiono - bo to był przełom lat 70. i 80., więc materiały nie te, itd. - osiedle zawiera wiele pozornie drobnych szczegółów, które stanowią o komforcie, o jakim nie mogą dziś marzyć mieszkańcy współczesnej twórczości deweloperskiej.

Drobny szczegół 1: Wypuścić dziecko na rowerku

Ursynów Północny widziany z samochodu nie sprawia specjalnie ciekawego wrażenia. Uwaga: bo nie ma sprawiać! To co obserwujemy przejeżdżając przezeń którąś z arterii przelotowych, to nie jest strona frontowa. Zgodnie z projektem front, część reprezentacyjna, jest - od wewnątrz. Z przeciwnej strony niż ulica. Reprezentacyjny wygląd osiedla skierowany jest do widzów poruszających się pieszo. 

Oto typowa jednostka osiedlowa (a całość osiedla składa się bodaj z siedmiu takich jednostek, połączonych ze sobą):


Ciągi piesze z zielenią idą po przeciwnej stronie bloków niż drogi dla samochodów. A drogi dla samochodów, będące dojazdem do bloków, to nie to samo, co główne ulice. Od głównych ulic, służących do komunikacji z innymi częściami miasta, bloki oddzielone są: parkingiem, wałem ziemnym i drogą dojazdową. Drogi dojazdowe celowo są kręte, żeby nie kusiły kierowców - tędy nie zrobi się skrótu, nie przejedzie się szybko. To jest dojazd dla mieszkańców. Pośrodku każdej jednostki znajduje się teren zielony ze szkołą i przedszkolem. Pomiędzy jednostkami można się przemieszczać bez przechodzenia przez jezdnię dzięki przejściom podziemnym. W zasadzie - gdyby nie irracjonalna strachliwość dzisiejszych rodziców - można tu wypuścić małe dziecko z rowerkiem i pozwolić mu przemierzyć wiele kilometrów bez ryzyka, że wpadnie pod auto.

Przez całe osiedle można przejść ciągami pieszymi i terenami zielonymi, nawet nie stykając się z ulicą! Poniższy rysunek pokazuje przykładowe takie trasy spacerowe (razem ok. 10 km, i tak chyba nie wszystkie). Na niebiesko zaznaczone są przejścia podziemne.

 

Żeby wyobrazić sobie skalę tego pomysłu separacji ruchu pieszego i samochodowego, zauważcie, że te ciągi piesze obejmują obszar porównywalny do całego starego Krakowa, od Alej Trzech Wieszczów po Kazimierz. Dla porównania - mapa w tej samej skali:

Typowy ciąg pieszy wygląda tak:

Niby nic, ale zwróćcie uwagę: To jest szeroka uliczka - naprawdę szeroka w stosunku do wysokości budynków, porównajcie z uliczkami na nowych osiedlach - i przeznaczona wyłącznie dla pieszych. Dlatego we wszystkich prawie blokach wejścia do klatek są dwustronne. Wejście frontowe jest od uliczki dla pieszych. Wejście tylne - od uliczki dojazdowej dla samochodów. To także odpowiedź na zagadkę: dlaczego adresy na Ursynowie Północnym są tak pokręcone? Nie - one są intuicyjne, ale z punktu widzenia pieszego, a nie kierowcy! Adresy liczą się wzdłuż uliczek dla pieszych, nie wzdłuż uliczek dla samochodów.


Drobny szczegół 2: Nie przeszkadzać sąsiadom

Co jest ciekawego w tej zwykłej fasadzie?



Pomimo że fabryki wielkiej płyty nie były w stanie wszystkiego wyprodukować zgodnie z pierwotnym projektem - większość bloków jest w tak sprytny sposób pofałdowana, że nie da się zajrzeć sąsiadom na balkon. Luksus nieczęsty w nowych i starych osiedlach.

A co ciekawego widzimy tutaj? 

 

Oczywista oczywistość: Ten blok jest dość wysoki, ale ma wokół siebie odpowiednio dużo miejsca, żeby nie rzucać cienia na sąsiednie budynki. W nowoczesnych osiedlach deweloperskich niedoświetlenie to dramat. Podwórza-studnie jak w XIX-wiecznych kamienicach, tylko czekać aż dzieci zaczną chorować na krzywicę.

 

Drobny szczegół 3: Ludzka skala

Wszystkie blokowiska z czasów PRL są płaskie. No chyba że wybudowano je w terenie naturalnie pofałdowanym, ale takich terenów w Warszawie nie ma. Tutaj wystarczyło jednak podsypać gdzieniegdzie koparkami 1.5-2 metry ziemi, a krajobraz zrobił się zupełnie inny:

 

Te krzywizny alejek i pofałdowania terenu są wymierzone dokładnie na ludzką skalę. Zwróćcie też uwagę na kamienie: Liczne głazy wykopane podczas budowy pozostawiono na miejscu dla dekoracji.

Te części bloków, które nie są podsypane ziemią - mają niski parter, a w nim lokale usługowe, takie jak fryzjer, biblioteka. Zgodnie z filozofią osiedla - wchodzi się do nich nie od ulicy, lecz od strony uliczki dla pieszych! O, tak jak tutaj:

Te zaś części bloków, które są  podsypane ziemią, mają na najniższej kondygnacji piwnice, a podest ziemny służy mieszkańcom parteru za prywatny ogródek. Tak jak tu:

Co ciekawe, na zdjęciach lotniczych, albo robionych z jakiegoś wysokiego punktu, Ursynów Północny wygląda na naprawdę gęste osiedle spiętrzonych bloków. A jednak proporcje budynków są takie, że stojąc na dole człowiek ma wrażenie dużej przestrzeni. To musi być cała nauka - dziś zapomniana - jak wykorzystać perspektywę, żeby budynki i podwórza były dostosowane do skali człowieka.

Choćby taka prosta rzecz, jak zróżnicowanie wysokości budynków! Nowe osiedle Miasteczko Wilanów, choć w zasadzie zabudowane niższymi blokami niż Ursynów Północny, robi przytłaczające wrażenie swoją płaskością:

Tymczasem panorama Ursynowa wygląda tak:

 

P.S. Przygotowywałam tę notkę dobrych parę dni. W trakcie, gdy ją pomalutku edytowałam, pojawił się na stronie Metro Warszawa taki artykuł, który mówi całkiem podobne rzeczy. Telepatia? ;) Takie zjawiska zdarzały mi się już kilka razy wcześniej na tym blogu. 

Tamten tekst jednak nie pokazuje szczegółowo, o co chodziło z urbanistyką Ursynowa, nie ma tam zdjęć i mapek z przykładami. Zwróciłam uwagę, że nieściśle piszą tam o "ciągach pieszo-jezdnych". W rzeczywistości cały pomysł polega na oddzieleniu ciągów pieszych od jezdnych, co widać na mapkach pokazanych u mnie. Artykuł bardziej skupia się na pewnych wadach Ursynowa, które wynikają z nietrzymania się pierwotnego projektu - warto to także przeczytać. Wiele złego zrobili współcześni deweloperzy. Właśnie dlatego jestem za wpisaniem Ursynowa Północnego do rejestru zabytków, żeby już nikt go więcej nie psuł. 

06:29, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (11) »
czwartek, 07 maja 2015

Wreszcie wiem! On dał jej pendrive'a!



Przyszedł kultowy komiks w zbiorczym wydaniu...


...Z autografem Bogusława Polcha.

 

W posłowiu jest wywiad z Polchem. Dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy.

Te komiksy miały pierwsze wydanie w Niemczech. Niemieckie wydawnictwo samo pokolorowało plansze - na jarmarczne kolory. W polskim wydaniu Polch kolorował je osobiście. Dlatego wyszły zupełnie inaczej, oczywiście lepiej.

To zupełnie nieprawdopodobne, jak można zepsuć komiks złymi kolorami. O, np. tutaj: Satham na zielono, phi... 

Podczas gdy w wydaniu polskim kolory są takie:

 

Albo tutaj:

 Podczas gdy w wydaniu polskim: 

"Niemcy zdziwili się, jak zobaczyli polską wersję, wydała się im jakaś taka francuska..."

Niemieckie wydawnictwo wymyśliło sobie też, że okładki zrobią inni graficy. To jest koszmar!

Rozumiem, że zagraniczne wydania (a było ich kilka w różnych krajach) miały niemiecką wersję kolorystyczną. (Tak by wynikało z kolorów ubrań na dwóch poniższych rysunkach.) Pomimo wszystko komiks stał się kultowy poza Polską i fani do dziś oddają mu hołd swoją twórczością, np. tak:

źródło: cloneofais.tumblr.com

Albo tak:

źródło: achtnig.blogspot.com

W polskim internecie znalazłam bardzo mało takiej twórczości. Oto jeden niewątpliwie polski obrazek:

źródło: Rosner @ digart.pl

A na koniec niespodzianka: Bogusław Polch kręci film animowany 3D na podstawie tego komiksu! Pierwsze informacje można znaleźć tutaj: aisthemovie.com . Ale czy film to dobry pomysł? Jeśli już animacja 3D, to dlaczego nie gra?

 

 

P.S. Jeszcze jedna ciekawostka: Niemcy nagrali słuchowisko na podstawie komiksu. Można posłuchać na youtube.
 

00:56, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 kwietnia 2015

Od czasu do czasu na katolickich portalach pojawiają się piękne zdjęcia "pro-life", przedstawiające ludzkie płody. Zawsze gdy je widzę, zastanawia mnie, skąd w nich kolorowe tło? Skąd dobrze dobrane, nie-punktowe, rozproszone oświetlenie? Dlaczego zdjęcia są tak wyraźne i robione z dość dużej odległości (w sensie - nie szerokokątne)? Dlaczego pęcherz płodowy jest jak przekłuty balonik? 

Jednymi z pierwszych - choć nie pierwszymi, ale chyba najbardziej znanymi takimi fotografiami była seria zdjęć z magazynu Life z 1965 r. Wykonał je szwedzki fotografik Lennart Nilsson. Zapisały się w kulturze popularnej właśnie dlatego, że były upozowane "jak żywe". Jednak przez wiele lat pozostawało tematem tabu, w jaki sposób naprawdę artysta je wykonał.

Na stronie uniwersytetu w Cambrige czytamy:

Choć twierdził, że ukazuje żywe płody, Nilsson w rzeczywistości fotografował materiał z aborcji, otrzymany od kobiet, które przerywały ciąże na mocy liberalnego szwedzkiego prawa. Praca z martwymi embrionami pozwoliła Nilssonowi eksperymentować z oświetleniem, tłem i pozycjami, jak na przykład umieszczeniem kciuka w ustach płodu. Lecz źródło zdjęć było rzadko wspominane, nawet przez aktywistów "pro-life", którzy w latach 70. zawłaszczyli sobie te ikony.

fot. Lennart Nilsson

fot. Lennart Nilsson, źródło: thehindu.com

Z jednej strony fotografie te zwiększyły świadomość, z czym ma się do czynienia podczas zabiegu przerwania ciąży - widok dość rozwiniętego płodu może robić wrażenie na wielu ludziach. Z drugiej strony zabawnym paradoksem jest, że te zdjęcia pokazywane są przez środowiska pro-life jako "dobre", a osobną kategorię w prolajfowym imaginarium stanowią zdjęcia "płodów po aborcji" - drastyczne, odstraszające. Tymczasem także i te pierwsze okazały się zdjęciami płodów po aborcji.

Nie wiem, jak pozyskiwane są płody do takich zdjęć robionych w nowszych czasach i zwłaszcza w krajach, gdzie zgodne z prawem aborcje odbywają się rzadko. Być może wykorzystuje się wtedy płody po naturalnym poronieniu?

Ponieważ ktoś mógłby słusznie zapytać, czy od lat 60. nie rozwinęła się technika zdjęć laparoskopowych - spróbowałam poszukać medycznych zdjęć ciąży we wnętrzu ciała matki. Nie udało mi się znaleźć zdjęć laparoskopowych pęcherza płodowego w macicy. Prawdopodobnie z oczywistych względów - nikt nie robi laparoskopem zdjęć zdrowej ciąży, bo to niepotrzebne ryzyko. Są natomiast zdjęcia ciąży pozamacicznej - wciąż żywego pęcherza płodowego. Widać, że jakość jest dramatycznie inna.
Źródło: jaypeejournals.com

 Źródło: Ulrich Honemeyer, Sanja Kupesic Plavsic, Asim Kurjak, "Interstitial Ectopic Pregnancy: The Essential Role of Ultrasound Diagnosis", Donald School Journal of Ultrasound in Obstetrics and Gynecology, July-September 2010;4(3):321-325

 

Źródło: Saeed Alborzi et al., "Management of an Abdominal Pregnancy by Laparoscopy: A Case Report and Review of the Literature", Journal of Minimally Invasive Surgical Sciences. 2013 November; 2(4)


P.S. W związku z pytaniami czytelników, czy to naprawdę robi różnicę, zdjęcie żywego płodu czy martwego? Otóż różnice są dwie.

Po pierwsze: Jeżeli portal katolicki pisze: "Obejrzyj piękne zdjęcia z brzucha mamy" - to pisze nieprawdę. Opowiadanie ludziom bajek (tu pewnie nieświadomie - nikt w redakcji nie chciał się zastanowić nad tymi zdjęciami) odbieram jako manipulację emocjami widza. Widzowi sugerowany jest nastrój życia, ciepła, bezpieczeństwa. Jeśli płód jest upozowany z palcem w ustach - to powstaje pytanie, czy to fizjologicznie możliwe w tak wczesnym wieku płodu. A co jeśli nie? Jeśli płód nie ma jeszcze mięśni pozwalających na takie układanie rąk i co więcej - ssanie? Jeśli to tylko uczłowieczenie dla zwiększenia emocji? Dopisek po dyskusji pod blogiem: Z informacji, które można znaleźć w internecie wynika, że akurat ten płód na zdjęciu jest 20-tygodniowy, czyli w wieku, w którym mógłby naturalnie ssać kciuk.

Po drugie: Doktryną Kościoła zawsze było, że wykorzystywanie abortowanych płodów do czegokolwiek jest niegodziwe. Nawet wykorzystywanie do pobierania komórek macierzystych, które mogą posłużyć medycynie do ratowania życia ludzkiego. Dlaczego nagle wykorzystywanie abortowanych płodów do sentymentalnych fotografii jest OK? Skoro wykorzystywanie ich do ratowania życia jest nie OK?

11:53, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (24) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91