niedziela, 01 października 2017

Miałam kiedyś fazę na czytanie blogów osób, które odeszły z wspólnot amerykańskich chrześcijan ewangelikalnych (nie mylić z ewangelikami!!!). Na YouTube można znaleźć fragmenty reality show „19 Kids and Counting” o rodzinie Duggarów, należącej do właśnie takiej wspólnoty. (W 2015 w tej rodzinie doszło do skandalu, bo okazało się, że nastoletni syn molestował seksualnie swoje siostry.)

Najciekawszą i najokropniejszą cechą tych wspólnot jest zafiksowanie na seksie. Jeśli teraz myślicie o Kościele katolickim, to nie – to nie jest jeszcze ten poziom zafiksowania. U chrześcijan ewangelikalnych bardziej przypomina ono zafiksowanie muzułmańskie. Zauważyłam pod tym względem główną różnicę między ich wspólnotą a katolicyzmem: Katolicyzm, owszem, wzywa do „czystości” seksualnej, ale jest w tym raczej egalitarny – nie robi różnicy pomiędzy mężczyznami a kobietami. Tymczasem w amerykańskich wspólnotach ewangelikalnych chłopcy mają wmawiane, że są w gruncie rzeczy bezradni wobec „pokus” seksualnych – oni są i mają być seksmaszynami, to jest poza ich wolą. Chłopcy są też otwarcie uczeni, że mają zawsze kierownictwo nad kobietami. (Nawet w młodzieżowych kółkach biblijnych jest problem, jeśli dziewczyna ma być kierowniczką grupy; to by oznaczało, że kobieta naucza mężczyzn!) Dziewczynki natomiast mają podane do wierzenia, że to one stanowią „pokusę” dla bezradnych chłopców; dlatego muszą zachowywać i ubierać się „skromnie”: zazwyczaj rękawy poza łokieć, brak dekoltów, spódnice za kolano. Jednak granice nie są tu jasne – czytałam o fundamentalistycznych rodzinach, w których uważa się, że przy całej tej skromności ubioru kobiety wręcz powinny nakładać makijaż, bo bez tego są niekobiece! Lecz z drugiej strony, są rodziny, w których na basenie chłopcy kąpią się w t-shirtach, a dziewczynki zakładają „skromne” stroje kąpielowe, niewiele krótsze od burkini!

Screenshot_14619x421

Źródło: http://www.thefrisky.com/2013-05-03/this-is-what-the-duggars-wear-to-go-swimming/

W odróżnieniu do Kościoła katolickiego, w tych wspólnotach seks jest czymś właściwie ubóstwianym: Seks małżeński jest czymś, co stoi na piedestale. (Być może to wyjaśnia sprawę konieczności noszenia makijażu?) Oni mają od młodości wmawiane, że w małżeństwie seks jest zawsze super, są to istne fajerwerki i w ogóle trzeba się wtedy angażować w seks na maksa, bo jak nie, to jest się złą żoną. Ale! Seks przed ślubem do dokładna odwrotność tego po ślubie. Doktryna ewangelikalna głosi, że dziewczyna, która uprawiała seks przed ślubem, to „uszkodzony towar”. Jej życie jest wówczas nieodwracalnie „zrujnowane”.

Ta doktryna nazywa się „purity culture”. Ale chodzi w niej nie tylko o stosunki seksualne. Nie wolno ze sobą nawet chodzić, umawiać się (dating). Nie wolno nawet trzymać się za ręce! Dziewczyna powinna „strzec swojego serca”, ponieważ samo zakochanie się powoduje, iż jej serce jest „rozmieniane na drobne”. Dlatego należy zachowywać „emotional purity”. Jeśli dziewczyna widzi chłopaka, który jej się podoba, ma modlić się i rozeznawać, czy to jest właśnie ten zesłany przez Boga. Ale nie może bliżej się z tym chłopakiem zapoznać. Ma rozeznawać na odległość, co najwyżej w relacjach koleżeńskich. Jeśli zrobi błąd i zakocha się w nie tym, którego Bóg dla niej przeznaczył, to jej serce stanie się uszkodzonym towarem i nie będzie już wartościowe dla przyszłego prawdziwego męża. A to oznacza „zdradę przyszłego męża”.

Tymczasem chłopak ma za zadanie spełnić rytuał „zalotów” (courtship). Tu film, jak to przebiega u Duggarów:

Czy zwróciliście uwagę, że absztyfikant nie zdjął czapki nawet podczas grillowania przez ojca wybranki?

Młodzieniec ma, jak w XIX wieku, uderzać w konkury, tj. zgłosić się do rodziców dziewczyny i zadeklarować, że chce się z nią ożenić. Ojciec dziewczyny przeprowadza męską rozmowę z chłopakiem i dopiero jeśli go zaakceptuje, pozwala spotykać się młodym. Oczywiście w rodzinnym domu dziewczyny, w obecności przyzwoitek. Ojciec uroczyście zezwala na trzymanie się za rękę. O ile dobrze pamiętam, później jeszcze następuje etap zaręczyn. Nawiasem mówiąc, zaręczyny oznaczają, że z jednej strony dziewczyna już nie musi „strzec swego serca” i może czuć się zakochana – ale z drugiej strony zaręczyny nie mogą być zerwane. W przypadku zerwania dziewczyna jest „zrujnowana”, właściwie zupełnie tak, jakby została pozbawiona dziewictwa. Pocałować się można dopiero po ślubie.

Na tle tej obsesji seksualnej w reality show o Duggarach dochodziło przedziwnych kontrastów: Gdy córka – jedna z dziewiętnaściorga dzieci – zaręczyła się (czyli nadal „czystość”, tylko za rączkę), to rodzice zaczęli w obecności narzeczonych zachowywać się cokolwiek dziwnie… jakby chcieli im przekazać: „Patrzcie na nas! Ożeńcie się, to wreszcie będziecie mogli robić te wszystkie rzeczy!”


Młodzi ludzie w tych wspólnotach są wychowywani całymi latami w izolacji od normalnego świata. Nie chodzą do szkół, lecz są uczeni w domach (homeschooling). Chodzą do college’ów, ale takich o profilu silnie religijnym, gdzie na kampusach panuje surowa dyscyplina. Tam przynależą do młodzieżowych kółek religijnych, które nadal sprawują nad nimi kontrolę. Następnie młodzi ludzie wcześnie żenią się lub wychodzą za mąż. Osoby które uciekły z tej społeczności piszą, że wyszły stamtąd ciężko poranione psychicznie. Jest cały ruch społeczny zdrowienia z „kultury czystości”.

Ciekawe, czy coś takiego przydałoby się w Polsce, czy jednak nie jest potrzebne, bo katolicyzm jest bardziej lajtowy?

 

 

 

 

 

15:52, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 17 lipca 2017

Czy obejrzeliście już Wiadomości TVP z 16.07.2017, godz. 19:30?

„Ekstremiści”
(liczne publikacje partyjne / propagandowe)
„Z pnia zdrady narodowej”
(S. Ligarski, Plakat w służbie WRON)
„Od strojenia się w opozycyjne piórka do programu zdrady narodowej jest często tylko krok”
(W. Jaruzelski, Przemówienie na warszawskiej konferencji sprawozdawczej PZPR, 1983)
„...Michnika i innych KOR-owców, którzy na długo przed 13 grudnia wnieśli do legalnej organizacji ducha nielegalnej walki”
(Większość Polaków pragnie ładu, spokoju, porządku. Skrót wywiadu wicepremiera Mieczysława F. Rakowskiego dla „Życia Warszawy”, „Trybuna Ludu”, 21–22 VIII 1982.)
„mają do powiedzenia tyle, ile zdołali zapamiętać z korowskiego katechizmu”
(J. Kujawa, Zbrodniczy scenariusz, „Żołnierz Wolności”, 22 II 1982)
„metody mafijnej socjotechniki społecznej KSS »KOR«”
„...bezpośredniego starcia z władzą: strajku generalnego lub powstania antypaństwowego”
(publikacja propagandowa: L. Wojtasik, Podziemie polityczne..., Warszawa 1983
„...krwawej wojnie domowej...”
(M. Kuszewski, Kto zapłaci rachunek?, „Trybuna Ludu”, 15 II 1982)
„Nie bez kozery – że użyję historycznego przykładu – KPN tak wkleja te swoje literki w znak Polski Walczącej"
(gmaj, Nie moja broszka, „Argumenty”, 19 IX 1982)
„Dziś te siły nas obrażają, gwałcąc narodowe symbole, jutro – bez zdecydowanego przeciwdziałania wszystkim tego typu poczynaniom – mogą nas zacząć zabijać. ”
(H. Gaworski, Czarna sotnia w natarciu, „Barwy” 1982, nr 6)
„Są na naszej ziemi jak gdyby dwie Polski. Jest Polska dobrych ofiarnych ludzi, związana z wartościami socjalizmu i uczciwa, tworząca wartości materialne, kulturalne, moralne. I ona przeważa. Do niej powinna należeć przyszłość. Ale jest i nurt ciemny wsteczny, wlokący się za nami jak złowrogi cień. To niepoprawny demagog z wytartym czołem. To tuczący się cudzym kosztem nierób, spekulant, łapówkarz. To podziemny kanał nieczystych interesów, pogardy dla prawa, kamienia wyrwanego z bruku”
(W. Jaruzelski, Przemówienie na posiedzeniu Sejmu PRL, 21 lipca 1983 r.)
„Przede wszystkim wskazywać trzeba jałowość programową opozycji, która pomijając trudne problemy Polski oraz oczekiwania społeczeństwa, ogranicza się do negacji i destrukcyjnych działań, maskując to kilkoma »liberalnymi frazesami«. Wskazywać należy, że opozycja – dążąc do obalenia ustroju – skazana jest na negację (»im gorzej, tym lepiej«) i obiektywnie rzecz biorąc – nie może podjąć żadnych konstruktywnych działań. To określa jej antypolski i antyrobotniczy, agenturalny charakter”
(dokument Wydziału Informacji KC PZPR: AAN, KC PZPR, 1852, Prognozy rozwoju sytuacji społeczno-politycznej kraju od kwietnia do czerwca 1983 r., 7 IV 1983 r., k. 247)
„Partia toczy walkę z wrogiem politycznym. Chociaż jego główne siły zostały rozgromione, a skierowane przeciw socjalistycznej Polsce plany i działania zdemaskowane, chociaż ludzie pracy coraz lepiej dostrzegają rzeczywiste cele i szkody spowodowane przez kontrrewolucyjną opozycję, to jednak przeciwnik działa”
(W. Jaruzelski, Przemówienie na wojewódzkiej konferencji sprawozdawczo-programowej PZPR w Katowicach wygłoszone 21 lutego 1983 r.)

Cytaty z:
Jan Olaszek, „Ekstremiści, chuligani, politykierzy”. Obraz podziemnej „Solidarności” w propagandzie stanu wojennego, Pamięć i Sprawiedliwość 2010, 2(16), 105-137
  - Warto przeczytać całość!

 
Edit: Nagranie na VOD TVP już pojawiło się z powrotem: http://wiadomosci.tvp.pl/33241165/16072017-1930

09:22, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Link Komentarze (3) »
niedziela, 28 maja 2017

Czytacie po raz fafdziesiąty, że kobiety lecą na status materialny mężczyzny, bo tak mają zakodowane ewolucyjnie? Facebookowy samiec alfa przekonuje was, że mężczyzna ma gonić króliczka, bo to fakt udowodniony przez biologię ewolucyjną? Poniżej odpowiedź do wklejania (oczywiście z podaniem autora!).

Dr January Weiner (młodszy), biolog i matematyk, pracownik Instytutu Biologii Infekcji Maxa Plancka w Berlinie, pisze o biologii ewolucyjnej:

Popełniasz jeden błąd: sądzisz, że moja niechęć do EP [evolutionary psychology] bierze się z braku wystarczającej liczby lektur w tej dziedzinie. Jest wprost przeciwnie; dopóki nie zacząłem czytać prac z EP [evolutionary psychology] byłem do niej dość entuzjastycznie nastawiony. Chciałem kiedyś zrobić wykład dla studentów i wgryzłem się w temat. I o rrrrany, ale się złapałem za głowę. Potem okazało się, że nie tylko ja tak mam (...).

Każda kolejna praca utwierdza mnie póki co w przekonaniu, że to w większości mambo-dżambo i kobiety orgazmujące na widok bogatego gitarzysty. (...)

Nie mam problemu z ewolucyjnym podejściem do psychologii jako takim. Nothing in biology i tak dalej. Mam problem z konkretami, z tymi wyjaśnieniami post hoc które „ewolucyjni” psycholodzy nazywają „hipotezami”. Z brakiem genetycznych podstaw; i odwrotnie, z błędem symetrycznym — jeśli coś jest uwarunkowane przez geny, to musi to być adaptacja (i tak źle, i tak niedobrze! Jak zadowolić tych ewolucjonistów? Może grą na gitarze…) Z tym mętnie zdefiniowanym „ewolucyjnym myśleniem” jako programem badawczym, bez precyzyjnych narzędzi i rygorystycznych badań (...).

Podajesz linki do artykułów, które wskazują na pewne obserwacje, być może odpowiadające pewnym fenotypom. W ewolucjoniźmie to początek drogi;

- potem trzeba znaleźć genotyp (czy fenotyp jest dziedziczny? jaki jest mechanizm genetyczny?),

- pokazać że występuje dobór naturalny (spełnione warunki doboru naturalnego, takie jak występowanie zmienności genetycznej i fenotypowej, różnice w dostosowaniu, ślady selective sweeps w genomie itp),

- pokazać że istnieje zmienność genotypu skorelowana z przeżywalnością, wykonać eksperymenty testujące naszą hipotezę ewolucyjną i tak dalej.

- Co gorsza, nawet jeśli spełnimy warunki wystąpienia doboru naturalnego (dziedziczność, zmienność, fitness [dostosowanie] zależny od zmienności), to nadal jeszcze musimy pokazać, że dobór będzie silniejszy od dryfu genetycznego.

- I ciągle jeszcze jesteśmy narażeni na istnienie zmiennych ukrytych (np. badamy efekty uboczne, hitch-hiking).

Autorzy psych-ewo nad tymi wszystkimi etapami prześlizgują się zupełnie swobodnie. Wystarczy im wiedzieć, że kobieta ma częściej orgazm z bogatym Dżyngiz-Chanem grającym na gitarze i bach, ewolucja. Makes sense! Proszę Cię.

Podam przykład pozytywny i negatywny. Pozytywny: zdolność do trawienia mleka. Mamy dość wyraźnie zdefiniowany fenotyp (brak nietolerancji laktozowej, choć nawet tu nie jest to sytuacja czarno-biała), znamy mechanizm (konkretna mutacja w rejonie regulatorowym laktazy, sprawiająca że gen nie jest wyłączany u dorosłych), mamy namacalne ślady doboru naturalnego (obniżona zmienność wokół mutacji, dominacja jednego haplotypu — ślady selective sweep), znamy przykłądy konwergencji (różne mutacje w tym samym rejonie o podobnym fenotypie) które wystąpiły niezależnie od siebie w różnych populacjach pasterskich (np. w Afryce subsaharyjskiej). Brakuje nam co prawda dokładnych pomiarów fitness i eksperymentów, ale mimo wszystko są dość solidne podstawy by twierdzić, że nietolerancja laktozy jest adaptacją.

Wszystko to po to, by uniknąć pułapki na adaptacjonistów: wiary w to, że jeśli coś obserwujemy, to musi to być wynikiem doboru naturalnego. Jeśli jest wynikiem doboru naturalnego, to możemy sobie dopisać do tego post hoc historyjkę tłumaczącą jak to działa, „pożyczając” wyjaśnienia z innych badań.

Przykład negatywny: mężczyźni są bardziej skłonni do ryzyka bo ewolucja: Nie wiemy, czy skłonność do ryzyka jest dziedziczna. Nie wiemy, jaka jest jej zmienność. Nie mamy podstaw genetycznych. Nie mamy pojęcia, jak skłonność do ryzyka wpływa na liczbę potomstwa. Nie mamy śladów doboru naturalnego. Mamy tylko narrację post hoc. W efekcie równie dobrym tłumaczeniem jest to, że skłonność do ryzyka to np. efekt uboczny wyższego poziomu testosteronu (którego funkcją nie jest „skłonność do ryzyka”), a nie adaptacja. (...)

Założenia psych-ewo brzmią prosto. Logicznie i przemawiają do ewolucjonisty: nasze mózgi są wynikiem działania doboru naturalnego, zatem wiele naszych zachowań będzie ukształtowanych przez ewolucję. I to jest, oczywiście prawda i niezły pomysł na program badawczy, natomiast diabeł tkwi w szczegółach. Kiedy zacząłem szukać dobrych przykładów do wykładów, okazało się, że ich praktycznie nie ma. Większość z tego, co pisano o psych-ewo, to nędzne, naiwnie adaptacjonistyczne historyjki o kobietach mających orgazm na widok bogatych mężczyzn z gitarą. Ze świecą szukać psychologa ewolucyjnego który rozumie genetykę populacyjną, rolę dryfu itp. Bardzo, moim zdaniem, dobrze o evo-psych napisane jest tu: http://monkeysuncle.stanford.edu/?p=211 (jest tam też wiele ciekawych dodatkowych źródeł).

Powyższy tekst jest fragmentem dyskusji Januarego Weinera z internautami komentującymi na jego blogu. Niestety, nie napisał jak dotąd osobnej notki poświęconej temu zagadnieniu. Jestem przekonana, że sam ten fragment dyskusji nadaje się na notkę. Dokonałam niewielkiej redakcji: Podkreślenia i wylistowania pochodzą ode mnie, a także kolejność wypowiedzi może być inna niż wynikałoby z czasu publikacji komentarzy. Dodałam też linki do Wikipedii, wyjaśniające niektóre pojęcia.

Koniecznie przeczytajcie oryginalną notkę Januarego Weinera i całość dyskusji!


Na dokładkę:
Prof. Paweł Golik, dyrektor Instytutu Genetyki i Biotechnologii na Uniwersytecie Warszawskim:Wydaje mi się to podobnie jałowe jak psychologia ewolucyjna, w której również robi się wielopiętrowe arbitralne założenia dotyczące zjawisk, które na każdym piętrze dałoby się wyjaśnić inaczej, przeważnie prościej.Takie opinie rzadko przebijają się w polskich mediach, goniących za poklaskiem prostego czytelnika - a więc starających się potwierdzać przekonania tego czytelnika, nawet jeśli są nieuzasadnione. Napisałam już kiedyś o tym notkę: Teoria ewolucji w służbie konserwatyzmu.

19:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Przydatne cytaty
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 95