poniedziałek, 07 października 2013

Wszystkim święcie oburzonym zasyfianiem języka polskiego jakimiś wtrętami obcojęzycznymi (aktualnie modny jest polglisz) dedykuję poniższy cytat z lwowskich akt sądowych:

"Dowiadujemy się z tej wesołej elukubracji, że woźny miewał przy przy lewym boku szablę z kagańcem, a przy prawym torbę sarnią seu capsam, w której prócz papierów miał 'czarną juchę' na posiłek w podróży; że lubił bawić w 'hultajskiej gospodzie', zaglądać do kieliszka, że pod hasłem: Pal bracie, aby do mnie! multos quatircas et półgarnczków gorzałki ebibit, że grywał w karty i kości ante stajniam cum mastalerzibus itd."

(Władysław Łoziński, Prawem i lewem, str. 60 za: Akta grodzkie lwowskie t.382, ss.713-722)

Dodatkowo pozwolę sobie zacytować niezrównanego polskiego poetę Juliana Tuwima i kawałek jego opowiadania "Ślusarz":

"I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na iberlaufie trychter rzeczywiście robiony był na szoner, nie zaś krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakrypować lochbajtla w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie śtendra, by roztrajbować ferszlus, który dlatego źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje."

21:42, leszlong
Link Komentarze (3) »