wtorek, 21 września 2010

Z pewnością żadna teologia nie jest nauką w sensie science. Być może jednak można ją traktować jak art, bo w naukach humanistycznych przeróżne dziwne rzeczy się mieszczą... Czemu by i nie teologie dowolnej religii. Ale nawet wtedy akademickość tych dyscyplin polega na twórczości i wolności dyskusji: Niechże ludzkość ma coś nowego i świeżego z tych humanistycznych rozważań. Nie wykluczam, że w dobrych okolicznościach mogłaby ona odnieść - z całkiem świeckiego punktu widzenia - korzyści intelektualne z dyskusji teologicznych, np. zyskać jakieś nowe spojrzenia na etykę.

Tygodnik Powszechny ostatnio odważył się napisać coś o nędzy intelektualnej polskiej teologii katolickiej. Piszę: "odważył się", bo dla zainteresowanych tematem zjawisko jest  znane od bardzo wielu lat, ale prawie nigdy nie pisze się o tym pod szyldem kościelnym. Temat jest tabu.

Dla mnie problem jest ciekawy ze względu na ową domniemaną akademickość teologii. Jeśli wydziały teologii znajdują się nawet na świeckich uczelniach, to wypadałoby teologię traktować jak każdą inną humanistyczną dyscyplinę akademicką, gdzie trzeba - w wolnej dyskusji - weryfikować jakość intelektualną swoich poszukiwań.

Tymczasem polskie nauki humanistyczne leżą. Lecz pośród nich teologia katolicka to już dno dna. Gdzieś czytałam, że nawet inne Kościoły w Polsce zaraziły się od katolickiego niemrawością umysłową. Nie potrafię teraz znaleźć źródła tej opinii, ale wystarczy się zastanowić, czy jest w naszym kraju jakiś światowej sławy teolog np. ewangelicki?

Tygodnik przytacza takie kwiatki:

Jeśli przyjąć za miarę poziomu teologii w Polsce poziom toczonych u nas debat, to jesteśmy blisko zera – stwierdza A, duchowny, teolog z wyższym stopniem akademickim. Zastrzega anonimowość, jak i inni nasi rozmówcy-teologowie. Tłumaczą: bo dam oręż do ręki niechętnemu mi dziekanowi, bo moja pozycja na wydziale i tak jest słaba, bo zablokują dalszą karierę.(...)

Wysłałem do branżowego periodyku artykuł na mało poruszany u nas temat z prośbą o zaproszenie przez redakcję polemistów – wspomina B, świecki teolog. – Cisza, więc zadzwoniłem do redaktora naczelnego i usłyszałem: „Publicystyczne przepychanki nas nie interesują”.(...)

Wśród polskich teologów powszechnie działa autocenzura – dodaje A, wyjaśniając: o pewnych rzeczach strach pomyśleć, bo sama myśl poczytywana bywa za zdradę.(...)

Odtwórczy charakter polskiej teologii tak zobrazował ks. Grzywaczewski: „Upstrzyć swój wykład cytatami jest w pojęciu prelegenta wyrazem tego, że jest on na bieżąco zorientowany w swojej dziedzinie, tymczasem w pojęciu słuchaczy on tylko kopiuje to, co już napisali inni” – tak wygląda odbiór gościnnych wykładów polskich teologów za granicą.

Podobnie rozmówcy „TP” opisują prace powstające na wydziałach teologii: autor X o temacie Y; temat Y w ujęciu autorów X i Z; Jan Paweł II w dowolnych kombinacjach.

Na pewno część tej niezdrowej atmosfery to zasługa samego Watykanu, który dzieli i rządzi, odbierając nieprawomyślnym teologom prawo głosu w imieniu Kościoła. Dla większości z nich, niestety księży, jest to równoznaczne z odebraniem głosu w ogóle - gdyż związani są jednocześnie wymogiem posłuszeństwa hierarchii kościelnej. Nie mogą więc zazwyczaj wypowiadać się jako "prywatny teolog". Chyba że się postawią, jak np. Hans Küng, najbardziej medialny z kościelnych dysydentów.

Ale w Polsce dochodzi do tego jeszcze lokalna atmosfera samozadowolenia, feudalizm kościelno-akademicki, korporacyjność duchownych, nie dopuszczających do stanowisk akademickich teologów świeckich, no i cienizna intelektualna  - wynikająca, sądzę, z negatywnego odsiewu do zawodu księdza.

Jeśli ktoś na to powie: Nie mój cyrk, nie moje małpy - to pewnie będzie miał rację.  Należałoby zatem zaprzestać finansowania wydziałów teologicznych z pieniędzy podatników.  Jestem za. Jednak niezależnie od tego - zdawało mi się, że rolą chrześcijaństwa jest stanowić ferment, a więc zaczyn do jakichś światopoglądowych dyskusji, w które powinny dawać światu coś konstruktywnego, nawet gdy okaże się, że strona kościelna nie ma racji. Paul Evdokimov, teolog prawosławny, twierdził w tym właśnie duchu, że ateizm jest herezją chrześcijaństwa. Podobnie było z myślą oświeceniową, która powstała w konfrontacji ze starymi poglądami religijnymi.

Tymczasem obecnie...

W rękach w głowach cichosza
w ustach w oczach cichosza
nie ma samozwańców
i nie ma rokoszan

Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i śnieży
nie ma kosmonautów
i nie ma papieży

09:08, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Religia
Link Komentarze (25) »
wtorek, 07 września 2010

Dzisiejszy artykuł w Gazecie Wyborczej: Biedny Kaczyński. Ciągle mu zajmują krzesła.

Mój komentarz sprzed trzech dni pod tym artykułem:

"Przytacza tutaj przykład, gdy poseł PO usiadł w restauracji sejmowej na miejscu parlamentarzysty PiS, mimo że wiedział, że miejsce jest zajęte. - To jest lekceważenie, chamstwo."

Jarosław ma coś na tle tego podsiadania krzeseł. W 1992 roku wspominał niebywałe chamstwo Jacka Kuronia z 1977:

"W 1977 r. po raz pierwszy zaproszono mnie na duże zebranie KOR-u. Przyszedłem, usiadłem przy stole. Otwierają się drzwi i wkracza czołówka opozycji: Kuroń, Macierewicz, Jan Józef Lipski itp. Patrzę ze zdumieniem, a tu wszyscy, którzy siedzieli przy stole, wstają i przenoszą się pod ściany. Podniosłem się także, ale by ustąpić miejsce Lipskiemu, który był starszym panem, kolegą mojej mamy i człowiekiem chorym.
On jednak usiadł obok, a Kuroń wykorzystując ten moment już wieszał swoją skórzaną marynarkę na moim krześle. Ja jednak spokojnie na nim usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem.
Po jakimś czasie poszedłem do Jacka do domu i on piętnaście minut trzymał mnie bez krzesła. Zapamiętał i się zemścił (śmiech). Szczerze ci powiem: gdyby nie silna motywacja, że ja muszę z tym komunizmem walczyć, a więc muszę być w opozycji, to ja bym ją w jasną cholerę rzucił, bo tego towarzystwa nie akceptowałem."
jedyniesluszne.blox.pl/2009/06/Jaroslaw-Kaczynski-Opowiesc-odmrozenca-2.html

To chyba jakaś fiksacja z tymi krzesłami! :-D

Komentarz o podobnej treści wpisałam też dla znajomych na Facebooku, ale nie mam tam wśród znajomych nikogo z Wyborczej, więc raczej sądzę, że redakcja wzięła go ze strony gazeta.pl.

Teraz wyjaśniło się, po co powstał system plusowania najlepszych komentarzy. Aby ułatwić redakcji Gazety Wyborczej wybór najlepszych cudzych pomysłów na artykuły. ;-)

09:11, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Polityka
Link Komentarze (16) »