środa, 29 sierpnia 2007

"Rzeczpospolita" podała w dzisiejszym wydaniu, iż Sąd Najwyższy wydał wyrok, zgodnie z którym strony WWW muszą być rejestrowane zgodnie z prawem prasowym. Tzn. jako dziennik, w razie aktualizacji częściej niż raz w tygodniu, bądź jako czasopismo, w razie aktualizacji przynjamniej raz do roku. Na forach wrze, nic dziwnego. Sędziowie, którzy wydali taki wyrok chyba nie do końca wiedzą co się znajduje w Internecie. W tym konkretnym przypadku chodziło o brak rejestracji gazety on-line, ale wyrok SN ma to do siebie, że sądy powszechne lubią często się powoływać na wyroki SN. A skoro mowa o stronach WWW, to mamy burdel prawny. Rację mają ci forumowicze, którzy zauważają, iż niemożliwe jest zarejestrowanie całości stron polskich w Internecie, zgdonie z tezą postawioną przez sędziów. Sądy by się zatkały na amen na wiele lat. Czy taki jest ogólny sens prawa prasowego wedle sędziów? Wątpię. Dyskusja na forum Gazety.pl tutaj.

Jednak żaden z forumowiczów nie zauważył, że to nie sędziowie są w dużej mierze winni, choć swoje trzy grosze dorzucili. Samo prawo prasowe, pochodzące z 1984 (!!) jest w coraz większym stopniu oderwane od rzeczywistości. O ile w 1989r. i kolejnych latach zmieniano po kolei stare komunistyczne prawo, to ta ustawa dziwnym trafem pozostała. Co prawda co jakiś czas posłowie biorą się za pisanie nowej ustawy, ale jej żywot kończy się w debacie "Kto jest dziennikarz, na ile można pozwolić" itp. Czekam teraz na akcję prokuratorów, którzy zechcą się wykazać przed ministrem Ziobrą w zwalczaniu przestępczości białych kołnierzyków lub inaczej zwąc wykształciuchów albo dostaną zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez nich. To będzie wówczas okres świąteczny dla reszty prawdziwych przestępców.

Panie Ministrze Sprawiedliwości - "Zero tolerancji dla przestępców". Tylko czy przypadkiem posłowie też nie złamali prawa?? Strona Sejmu wciąż jest uaktualniana, podobnie jak reszta stron WWW polskich władz czy sądów. Oni też pójdą ze mną do odsiadki??

wtorek, 21 sierpnia 2007
Stanisław Bareja wiecznie żywy. Jeden z dwóch największych polskich wizjonerów. Całkiem jak jak Stanisław Lem - po latach okazuje się, że przewidział wszystko.

Właśnie ktoś zainspirował się serialem "Zmiennicy".
00:01, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 sierpnia 2007

 

Dzisiaj jest rocznica zwycięskiej bitwy warszawskiej z 1920 roku. Bitwy, którą wygrali konkretni ludzie, a nie Matki Boskiej opieka i pomoc. Większość z nas (w tym i prasa) powtarza bezrozumnie powtarza slogan "Cud na Wisłą" na określenie tej najważniejszej bitwy w wojnie polsko-bolszewickiej. Dlaczego bezrozumnie? Bo to cud , którego nigdy nie było. Bo to zwycięstwo jest wynikiem działania wielu ludzi, żołnierzy i cywili, a nie tylko boskiej interwencji. My, Polacy ciężko zapracowaliśmy na ten sukces. Ciągłe powtarzanie tego zdania deprecjonuje ówczesny kolosalny wysiłek podjęty nie tylko w tej bitwie, ale też w innych częściach frontu. Tym bardziej, że samo to określenie jest wyłącznie ideologicznym sloganem.

Wymyślił je prawicowy polityk i publicysta Stanisław Stroński, aby pomniejszyć rangę sukcesu Piłsudskiego. Że to nie jemu, ale opatrzności zawdzięczamy zwycięstwo. Pamiętajmy też, że prawica namaściła na zwycięzcę – inkubatora cudu, gen. Weyganda. On się przed tym bronił, ale taki był wtedy nastrój, że wszyscy, tylko nie Piłsudski. To powiedzenie zaczęło później żyć własnym życiem i nie jest dziś nacechowane niechęcią wobec Marszałka.

za: "Bój o Polskę i Europę", Mówią Wieki 08/2004.

Warto wreszcie odmitologizować tę bitwę. Skoro przyjmujemy, że Matka Boska wtedy udzieliła swojej pomocy, to dlaczego nie pomogła nam 24 lata później? Dlaczego o innych bitwach nie mówimy, że są cudem bożym? Wiedeń, Grunwald, Raszyn, Zieleńce, Racławice i wiele innych bitew też można ochrzcić mianem cudu i wskazywać Matkę Boską jako twórcę zwycięstw. Dobrze, że historycy w artykułach czy książkach próbują opinii społecznej przekazać prawdziwe tło tej zwycięskiej bitwy.

Warto zdać sobie sprawę, że:

- prowadzony nasłuch radiowy i wywiad wojskowy dawały pełny obraz działania Armii Czerwonej,

- zbyt szybkie tempo natarcia i słabość sił sowieckich działały na ich niekorzyść,

- personalne animozje dowódców ACz utrudniały skoordynowanie działań,

- bohaterskie opóźnianie wojsk sowieckich na Ukrainie podczas odwrotu Wojska Polskiego spod Kijowa

- elastyczne działanie Sztabu Generalnego uzależnione od bieżącej sytuacji na froncie,

- postawa zwykłych żołnierzy i pomoc cywilów

dały Polsce zwycięstwo w tej bitwie. Nie Matka Boska, ale ludzie. Warto o tym pamiętać, że tylko my sami możemy sobie pomóc.

Zastanawiające jest, że endecja w swojej zapiekłości wobec Piłsudskiego, postanowiła wpierw ojcostwo tego zwycięstwa przypisać generałowi wojsk obcych (francuskich) Weygandowi, a jak się nie udało, to Matkę Boską mianowała sprawcą. Tylko, że to wierutna bzdura. Takie pomniejszanie rangi wysiłku jest antypatriotyczne, wywołuje marazm, niechęć do wysiłku, działania, skoro i tak Matka Boska i Bóg zawsze nam pomogą. Jak to możliwe, że wywijająca szabelką polskości endecja tak chętnie, przed bitwą warszawską chciała powierzyć komendę nad Wojskiem Polskim francuskiemu generałowi? Czy w swojej nienawiści ideologicznej do Piłsudskiego nie zabrnęli za daleko?

 

Chętnym poszerzyć swoją wiedzę o kulisach tej bitwy polecam:

- bitwa warszawska 1920 na Wikipedii

- wycinki artykułów z prasy międzywojennej na blogu "To mój kraj"

- wywiad z historykami z 2005 roku z czasopisma "Mówią Wieki"

- artykuł Janusza Szczepańskiego o kontrowersjach bitwy warszawskiej

 
1 , 2 , 3 , 4