czwartek, 29 listopada 2007

W niniejszym wpisie chcę rozprawić się z jednym mitem, służacym do obliczania wirtualnych strat producentów bądź wydawców muzyki, filmów czy kserowanych książek. Aby nie było niedomówień, nie będę się rozwodził co to jest piractwo, a co nie.

Pan Tomasz Klecor w felietonie pt:" Kiedy pirat osiąga korzyść majątkową" na swoim serwisie używa owego słynnego mitu służącego do wyliczania strat w wyniku piractwa. Polega on na założeniu, iż jeśli ja dostanę kopię filmu wykonaną bez wiedzy autora czyli w sposób nielegalny, to uzyskam korzyść majątkową. Ponieważ korzystając z takiej kopii zaoszczędziłem określoną kwotę pieniędzy, którą bym wydał na kupno legalnej kopii. I tu się zgina dziób pingwina. Albowiem, życie nie jest tak proste jakbyśmy chcieli. Gdyby była tylko możliwa taka sytuacja, to pan Klecor ma rację. Ale tak nie jest. Nie przeprowadził on dalszych rozważań na innych możliwych przypadkach. Takich przypadków jest 4 i oto one:

1. Dostaję piracką kopię filmu i wskutek tego nie kupuję oryginału - mam korzyść majątkową, gdyż zaoszczędziłem pieniądze. Straty są prawdziwe. Często tak jest, ale nie zawsze!!!

2. Dostaję piracką kopię filmu i kupuję potem legalną kopię filmu - czy mam korzyść majątkową a producent/wydawca stratę?? Z jednej strony mam korzyść (korzystam z nielegalnej kopii), z drugiej nie mam korzyści (kupiłem legalną kopię i wydałem zaoszczędzoną kwotę pieniędzy). Czyli jestem na zero. Czy popełniłem przestępstwo? Jeśli jest to uzależnione od uzyskania korzyści majątkowej, no to sąd może mieć może trudny orzech do zgryzienia, jeśli oskarżony by się bronił, iż nielegalna kopia przyczyniła się do kupna legalnej kopii. Paradoks?? Wcale nie.

3. Nie dostaję pirackiej kopii i kupuję legalną kopię - tak winno być zawsze wedle życzeń dystrybutorów filmów, muzyki itd. Nie ma żadnych strat (przynajmniej dla nich), każda strona coś zyskuje (jak wiadomo, tak nie jest, kupujący często jest potem rozczarowany zawartością).

4. Nie dostaję pirackiej kopii i nie kupuję legalnej kopii - no to mamy tutaj dopiero poligon. Nie posiadając nielegalnej kopii nie uzyskuję korzyści majątkowej, ale jednocześnie zaoszczędziłem pewną kwotę nie kupując legalnej kopii filmu. Czyli naraziłem wydawcę/producenta na straty!! Poszkodowani przez piractwo zaliczają często sytuację nr 4 jako patologiczną i według ich stanowiska zawsze niekupowanie oryginału jest stratą z powodu piractwa.

Na koniec polecam wspaniałe opowiadanie nawiązujące do tego tematu i w jaki sposób można celowo doprowadzić do upadłości np. Microsoft czy Warner Bros. Czytajcie!


wtorek, 27 listopada 2007
Wykazując obywatelską postawę, padłam dziś ofiarą cenzury (tak! tak! CENZURY!) ze strony redakcji gazeta.pl. Ujawniłam bowiem wpadkę Gazety Wyborczej z filmem pornograficznym nagranym rzekomo przez uczniów w szkole w Sanoku. Gazeta rozkręciła ogólnopolską aferę, naruszyła dobre imię kilku osób i instytucji, po czym okazało się, że film najprawdopodobniej w ogóle nie został nakręcony w Polsce.

Ogólnopolski szok wywołały ostatnie doniesienia prasowe na temat filmu pornograficznego znalezionego na komórkach uczniów z Sanoka. Sprawę rozdmuchała Gazeta Wyborcza, a napompowała do absurdalnych rozmiarów - telewizja Polsat.
Dziennikarze rozpowszechnili na całą Polskę pomówienia pod adresem uczennicy, rzekomo bohaterki filmu:

Wicedyrektor [jednej ze szkół w Sanoku] opowiada: - Wydawało mi się, że dziewczyna, która tam występuje była w zeszłym roku naszą uczennicą. Wydawało mi się, że skądś ją znam. Rozmawiałem z jej byłą klasą, ale uczniowie twierdzili, że to nie ona. Dziewczęta były zbulwersowane jej zachowaniem. Chłopcy nie mówili nic. (Gazeta Wyborcza)

Gazeta rozniosła aferę po rozmaitych instytucjach:

Po naszej interwencji sprawą zajęło się też starostwo powiatowe w Sanoku. W piątek na spotkaniu z dyrektorami właśnie o tym rozmawiano: - Wszyscy dostali polecenie, aby sprawdzić, czy to nie miało miejsca u nich. W szkołach ponadgimnazjalnych mamy 5 tys. uczniów Na razie nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy film został nakręcony w Sanoku. Ale bez względu na to czy powstał u nas, czy gdzie indziej, jest porażający - mówi Zofia Krzanowska, naczelnik wydziału oświaty w sanockim starostwie.

Telewizja Polsat nadała rozmowę z rzecznikiem prasowym rzeszowskiej policji, tak zmontowaną, że policjant zdaje się twierdzić iż film nakręcono w jednej z sanockich szkół.

Dla dodatkowego nakręcenia emocji Polsat pokazał wywiad z prof. Lwem-Starowiczem, gdzie ten ostatni wypytywany jest, czy uczniom na filmie grozi trwała dewiacja.

Tymczasem na rzeszowskim forum portalu gazeta.pl internauci zaczęli dyskutować o sprawie. Szybko znaleziono w internecie linki do rzeczonego filmu. Okazało się, że film najprawdopodobniej w ogóle nie został nakręcony w Polsce.

W związku z tym napisałam emaila do redakcji rzeszowskiej Gazety Wyborczej, do redakcji TV Polsat, oraz do Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie:
Szanowni Państwo,
Zdążyliście w sposób nieprzemyślany ogłosić w mediach, że ten oto film:
http://www.overlook.ro/pamoka.swf
został nakręcony w jakiejś szkole w Sanoku.

Zanadto się Państwo pospieszyli.

Uprzejmie proszę zwrócić uwagę na następujące fakty:

1. Plik ten znajduje się na rumuńskim serwerze i ta właśnie jego wersja jest rozpowszechniana na polskich forach internetowych:
http://www.google.pl/search?hl=pl&q=pamoka.swf&btnG=Szukaj+w+Google&lr=

2. Plik ma nazwę litewską!!! Po litewsku "pamoka" znaczy "lekcja".

3. Proszę też zwrócić uwagę na uczesania chłopców na filmie. Takie fryzury: krótkie włosy z długą grzywką są obecnie bardzo modne wśród młodzieży w krajach b. ZSRR, natomiast nie w Polsce.

4. Na filmie nad tablicą ani nad drzwiami nie ma godła Polski. Są natomiast 2 portrety, których nie udało mi się zidentyfikować.

Pozdrawiam i na przyszłość życzę Państwu - a zwłaszcza Policji - głębszego namysłu przed podawaniem różnych stwierdzeń do wiadomości całej Polski.

Tylko policja wykazała przyzwoitość i odpowiedziała na mój list. Wyraziła ubolewanie z powodu nieprzemyślanego ujawnienia niesprawdzonych danych:
Szanowna Pani,

Ma Pani słuszność. Przed upublicznieniem stwierdzenia namysł jest nieodzowny. Problem jednak twki gdzie indziej - przekazując informację Pani Redaktor użyłem sformułowania "Nie wykluczamy, a są to nasze wstępne ustalenia, że film mógł powstać w jednej z sanockich szkół". Odpowiedziałem dziennikarce, na jej sugestię, że Zespół Szkół nr 5 także jest w obrębie naszych zainteresowań.

Szanowna Pani, ja niczego nie stwierdziłem, zrelacjonowałem jedynie postęp naszych ustaleń, co istotne, trwających wówczas (kiedy rozmawiałem z Panią Redaktor) niespełna godzinę. Użyłem sformułowań "wstępne ustalenia" i mógł powstać", co wyklucza stwierdzenie.

Rzeczywiśćie, w druku wypowiedź moja wyglądała nieco inaczej, ale to moja wina, bo nie poprosiłem o autoryzację.

Ubolewam nad tym, dołożę wszelkich starań, by podobne incydenty, o wielkiej wadze dla zaintersowanej w tym przypadku szkoły, nie miały miejsca.

Dziękuję za list,

młodszy aspirant Paweł Międlar, Wydział Komunikacji Społecznej KWP w
Rzeszowie
Gazeta Wyborcza ani Polsat nie zająknęły się słówkiem. Wysłałam więc do nich list:
Szanowne Redakcje!

Policja w Rzeszowie wyraziła ubolewanie z powodu nieprzemyślanego wypuszczenia do mediów niesprawdzonych informacji o tym, że film pornograficzny przekazywany sobie przez uczniów z Sanoka był nakręcony w którejś z sanockich szkół. Poniżej cytuję list od Policji.

Teraz kolej na Państwa. Jako na dziennikarzach ciąży na was odpowiedzialność za słowo. Przyczyniliście się do nagonki na szkołę, oraz wręcz na konkretną uczennicę. Telewizja Polsat wyemitowała materiał, gdzie uczniowie wypowiadają się z potępieniem o uczennicy która to zrobiła, w taki sposób, jakby to była osoba im znana. Znany seksuolog na wizji nagabywany był o opinię, czy takie osoby mogą stać się "zboczone". Gazeta Wyborcza podała, że nauczycielka podejrzewała i nawet przepytała jedną uczennicę. Poruszyliście całą Polskę sprawą, która wedle wszelkiego prawdopodobieństwa w ogóle się w Polsce nie zdarzyła. Różne osoby i instytucje poniosły szkody moralne na skutek waszego braku odpowiedzialności.

Jak zamierzają Państwo przeprosić zainteresowanych?



Jednocześnie na rzeszowskim forum portalu gazeta.pl, we wspomnianym już wyżej wątku, zacytowałam list z wyrazami ubolewania od policji.


W ciągu niecałej godziny cały wątek, łącznie z moją wiadomością, został skasowany z forum!!!

Gazeta Wyborcza stara się zatuszować swoją wpadkę poprzez stosowanie cenzury?

Nie zamierzam odpuścić. Utworzyłam nowy wątek na forum rzeszowskim, gdzie upubliczniłam sprawę. Napisałam też ponownie do redakcji Gazety Wyborczej:
Szanowna Redakcjo!

Gazeta Wyborcza i Gazeta w Rzeszowie pisała o znalezieniu filmu porno na komórkach uczniów z Sanoka. Gazeta stwierdziła, jakoby film został nagrany w którejś szkole w Sanoku.
miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,4702297.html
Sprawę rozdmuchała jeszcze tv Polsat:
serwisy.gazeta.pl/wideo/44,80733,473524.html

Na forum rzeszowskim gazeta.pl
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=69
był jeszcze przed kilkudziesięcioma minutami wątek gdzie internauci dyskutowali o tym artykule.

Okazuje się, że film wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie został w ogóle nakręcony w Polsce.

W tej sprawie napisałam emaile do Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, do Polsatu i do Gazety Wyborczej. Policja jako jedyna odpowiedziała i wyraziła ubolewanie z powodu nieprzemyślanego podania mediom wiadomości o ustaleniach w tej sprawie.

Dziś, pod nickiem anuszka_ha3.agh.edu.pl zamieściłam wiadomość o tym na wspomnianym wątku na forum rzeszowskim. Zacytowałam mój list i odpowiedź Policji. (Oba listy załączam poniżej.)

Mój post na forum został skasowany razem z całym wątkiem.

Przegięliście. Zastosowaliście cenzure na forum. Staracie się teraz zatuszować waszą wpadkę. Wasze zachowanie jest skandaliczne i niegodne dziennikarzy.



P.S. Gazeta.pl wycofuje się rakiem. Dziś (28.11.2007) skasowany wątek pojawił się na forum gazeta.pl w dziale Ośla Ławka. Znalazłam go, wpisując do wyszukiwarki autora "anuszka". Wczoraj szukałam tego wątku po całym forum gazeta.pl za pomocą wyszukiwarki - i wówczas nie było go NIGDZIE!

Administratorzy forum Rzeszów powiadomili mnie, że skasowali wątek ze względu na wulgaryzmy...

Co ciekawe, od założenia wątku, czyli w okresie 23-27.11.2007 pojawił się tam jeden jedyny nie wykropkowany wulgaryzm: "gowno". W pierwszym poście, napisanym 23.11.2007. Dziwne, że cały wątek postanowiono zdjąć dopiero po pojawieniu się mojego postu 27.11.2007. Ponadto, administracja miała możliwość i powinna wykasować pojedynczy post z zaznaczeniem, że został skasowany za naruszenie regulaminu.



PS II. Sprawa nagłośniona przez mój blog pojawiła się na łamach kilku portali internetowych, m.in.: Dziennik Internautów, Centrum Informacji Anarchistycznej, Wolne Media, boldy.pl, a także na dziesiątkach forów.

2 grudnia 2007 w godzinach wieczornych na stronie rzeszowskiego oddziału Gazety Wyborczej ukazał się artykuł: Sanok nie ma z filmem nic wspólnego.

Szkoda, że na sprostowanie Gazeta Wyborcza zdecydowała się tylko w lokalnym dodatku. Wiadomość o filmie porno rozpowszechniona była bowiem na stronie głównej gazeta.pl, a także w ogólnopolskiej gazecie Metro.

PS III: Administratorzy forum twierdzili, że skasowali mój post razem z pierwszym postem na wątku, gdyż ze względów technicznych nie da się skasować samego pierwszego posta w wątku. Właśnie znalazłam przykład , że to nieprawda.
14:27, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Społeczeństwo
Link Komentarze (16) »
niedziela, 18 listopada 2007
Niemcy państwem policyjnym? Niemcy państwem totalitarnym? To wciąż jeszcze przesada, ale... ten kraj dryfuje w niebezpieczne rejony. Biurokracja to pradawna tradycja Niemiec. Urzędy są wszędzie, wiedzą wszystko i wszystko kontrolują. Najgorsze jednak jest to, że obywatele sami oddają się pod ich opiekę ufnie jak dzieci i ślepo się im podporządkowują.

Istnieje w Niemczech Inspekcja Do Spraw Mediów Zagrażających Młodzieży. Urząd funkcjonuje bez przerwy od 1926 roku, niegdyś pod nazwą Inspekcji do Spraw Pism Miernych i Plugawych, a następnie - od 1954 aż do 2003 roku - jako Inspekcja do Spraw Pism Zagrażających Młodzieży. Zajmowała się zawsze tym samym - ograniczaniem wolności słowa i publikacji ze względu na szkodliwy wpływ na młodzież.

Historycznym osiągnięciem Inspekcji było - w 1954 roku - wpisanie na indeks ksiąg zakazanych komiksu "Tarzan". Uzasadnienie: komiks "działa brutalizująco i wzburzająco na nerwy", "przedstawia nieprawdziwy świat kłamstwa" oraz "jest wynikiem zwyrodniałej* fantazji". Obecnie Inspekcja ma możliwość prawnie zakazywać udostępniania młodzieży treści uznanych za niebezpieczne. Jej zadaniem jest również sporządzanie Indeksu - spisu mediów zagrażających młodzieży.

Warto wiedzieć, że w Polsce rzecz jest załatwiana zupełnie inaczej. Wydawców obowiązują prawne nakazy i obostrzenia, takie jak: kolorowe znaczki w programach telewizyjnych, zakaz emisji pewnych treści przed godziną 22.00, nakaz znakowania gier komputerowych nie nadających się dla młodzieży itp. Są to jednak wymagania, które zobowiązują samych wydawców. Nie istnieje w Polsce instytucja ścigająca z urzędu tych, którzy łamią nakaz. Rada Etyki Mediów wdraża postępowanie tylko w razie konkretnej skargi.

To nie koniec kuriozów. Zgodnie z prawem o ochronie młodzieży (znowelizowanym w roku 2003 razem z prawem o działalności rzeczonej Inspekcji), w Niemczech dostęp do stron z pornografią jest (powinien być) obwarowany drakońskimi wymaganiami. Aby zweryfikować wiek internauty, nie wystarczy kliknięcie w przycisk "Mam powyżej 18 lat". Prawo stanowi, że w Niemczech można zalogować się na stronę porno dopiero po podaniu numeru dowodu osobistego lub paszportu, a także kodu pocztowego - dla weryfikacji adresu. Jednak niedawno Sąd Najwyższy uznał nawet i te zabezpieczenia za niewystarczające! Chyba nie muszę mówić, co oznacza rejestracja z imienia, nazwiska i adresu wszystkich obywateli korzystających z pornografii online...

Co ciekawe, istnieją przedsiębiorstwa - właściciele serwisów dla dorosłych - które zamiast obchodzić te przepisy, przeciwnie, prześcigają się w przestrzeganiu ich. Portal ueber18.de żąda oprócz tego adresu, numeru karty kredytowej, dokonania niewielkiej transakcji tą kartą, po czym przesyła zwykłą pocztą kod dostępu. Absurd sięga takich wyżyn, że konkurencyjne portale pornograficzne pozywają się nawzajem do sądu o nieprzestrzeganie coraz bardziej restrykcyjnych przepisów w tym względzie. Najbardziej niezwykłe jest dla mnie, że te firmy jeszcze nie zbankrutowały z braku klientów...

Tymczasem dzięki niemieckiemu systemowi prawnemu wykwitają coraz piękniejsze idiotyzmy. Dostawca internetowy Arcor otrzymał groźbę pozwu sądowego od firmy Kirchberg Logistik (specjalność: dystrybucja filmów porno) o niedostosowanie się do przepisów o ochronie młodzieży. 17 października Arcor zablokował dostęp do kilku milionów domen internetowych. Dlaczego? Ano dlatego, że wśród nich znajdowały się zagraniczne strony dla dorosłych, które - rzecz jasna - nie spełniały kuriozalnych wymagań niemieckiego prawa! Drobiazg, że zamknięto przy okazji dostęp do ponad trzech milionów zupełnie niewinnych stron... Dopiero w obliczu skarg klientów firma Arcor zrezygnowała z blokady. 24 października dostawca znów włączył blokadę, tym razem jednak stosując salomonowe rozwiązanie: "złe" strony wykreślił ze swoich serwerów DNS**, użytkownik natomiast może w swoich ustawieniach zmienić adres DNS na jakiś inny, nie należący do Arcor.

Kirchberg Logistik zdążył w tej sprawie pozwać do sądu jeszcze dwie inne firmy, a z kolei sieć sklepów Video Buster Entertainment Group (dystrybutor filmów, również erotycznych) pozwała aż 16 niemieckich dostawców internetowych. Symptomatyczne, że wszystko to dzieje się pomimo, iż zgodnie z niemieckim prawem o telekomunikacji dostawcy nie są odpowiedzialni za treści przekazywane z zewnątrz, czyli np. z zagranicznych serwerów.

Zdumiewa mnie jedno. Z tego wszystkiego wynika, że państwo niemieckie wychowuje dzieci za rodziców. To ono decyduje, jakie treści są szkodliwe wychowawczo, a jakie nie. Dlaczego akurat pornografia jest tak straszliwie szkodliwa zdaniem państwa, które szczyci się liberalizmem, w którego stolicy odbywają się Parady Miłości, zresztą transmitowane na żywo przez państwową telewizję? Tak w ogóle, to jakiego rodzaju treści są zdaniem państwa niemieckiego pornografią? Mogłabym np. być liberalną matką i pozwalać nastoletnim dzieciom na oglądanie niektórych stron erotycznych. Niestety - państwo jest bardziej surowe! Nawet jeśli ja na to dzieciom pozwolę, to państwo niemieckie tego zabroni.

Polacy, choć nierównie bardziej konserwatywni od Niemców, nie pozwoliliby sobie na takie ograniczenie wolności. To jest ciekawy wniosek, obalający medialne stereotypy o liberalizmie i konserwatyzmie obu narodów.

---
* zwyrodniały, entartet - słowo ulubione przez nazistów dla określania rzeczy niezgodnych z doktryną nazistowską (por. entartete Kunst). Obecnie z tego powodu jest słowem tabu. Interesujące, że jeszcze w 1954 roku było w oficjalnym użyciu.

** DNS, domain name system - system serwerów zapewniających rozpoznawanie nazw stron internetowych


20:59, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Szwabskie Opowiastki
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3