Blog > Komentarze do wpisu

Stary ksiądz, który stracił wiarę

Przypomniała mi się moja dawna dyskusja pod wywiadem Żakowskiego z gen. Jaruzelskim:

anuszka_ha3.agh.edu.pl:

"Z punktu widzenia marksizmu był to zwrot zasadniczy. Marksizm zakładał społeczną, a de facto państwową, własność środków produkcji. Przez lata byliśmy temu wierni. Ale tabu społecznej własności powodowało..."

"Słowo kapitalizm było wstydliwe, nawet wyklęte."

"Fundamentalny był problem własności. Ale istniał też inny problem doktrynalny. Kierownicza lub, inaczej nazywając, przewodnia rola partii."

To niesamowite. Ten człowiek mówi jak kapłan jakiejś religii. Dopiero teraz zrozumiałam, jak to możliwe, że Jaruzelski - który przecierpiał lata na Sybirze i stracił tam ojca - stał się wiernym funkcjonariuszem systemu komunistycznego. Czy dlatego, że był ograniczonym trepem? Czy dlatego, że był cynicznym graczem?

Nie!

Teraz dopiero to sobie uprzytamniam: On wierzył w komunizm jak w religię.

Te zdania u góry cytowane jako żywo przypominają mi rozważania katolickich księży, przedkładających doktrynę nad rzeczywistość. Pojęcia tabu, wyklęte koncepcje, doktryna... Takimi słowami posługują się ludzie opisujący rzeczywistość z punktu widzenia własnej głębokiej religijności.

Nawet te przeżycia łagrowe pasują do układanki - to coś w rodzaju syndromu sztokholmskiego. Coś w rodzaju postawy Hioba: Pan dał, Pan wziął. Gdy system zabiera nam wszystko - racjonalizujemy sobie tragedię, ubóstwiając system. Myślę, że gdyby młody ziemianin Jaruzelski poszedł na księdza, to ze swoją żarliwością mógłby zostać nawet papieżem...

rat_123:

Anuszka

J byl pragmatykiem ale nie fanatykiem slepo wierzacym w “komunizm” (...)

anuszka_ha3.agh.edu.pl:

Jedno drugiemu wbrew pozorom nie przeczy. To co mówi Jaruzelski teraz, to jest z perspektywy lat. On mówi jak stary ksiądz, który utracił wiarę ;-). Zgadzam się, że już w latach 80. chyba nikt w aparacie komunistycznym nie wierzył w doktrynę - Jaruzelski pewnie też. Ale mimo to oni tę doktrynę utrzymywali, "podawali do wierzenia". Nawet jeśli prywatnie wiedzieli, że to fikcja, to uważali, że publicznie muszą się zachowywać tak, jakby w tę fikcję wierzyli. Przypomina to jakąś podupadającą religię. Ale jednak religię.

Mimo wszystko sądzę, że Jaruzelski za młodu naprawdę wierzył w komunizm. W latach 80. może już nie, ale wcześniej tak. Inaczej dlaczego mówiłby: Widziałem, że skuteczne byłoby to i to, ale byłoby to niezgodne z... doktryną! Cóż to za argument? Kto u diabła przejmuje się "doktrynami" w polityce? Ja myślę, że on mówił z pozycji człowieka, który rozczarował się wyznawaną przez siebie religią, ale wciąż traktuje ją jak religię...

niedziela, 25 maja 2014, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Globalne ocieplenie: Rosyjskie czołgi na łachach wiślanych

    A czy wiecie, że globalne ocieplenie wpłynie na obronność Polski, bo obniży się stan rzek? Jest ta sprawa z linią Wisły. Nasze wojsko robiło symulacje razem z N

  • Mamy kwity

    Nasza redakcja dotarła do mało znanych faktów z życia człowieka, który uchodził za legendę i motor masowego ruchu społecznego. Św. Paweł nie był akceptowany prz

  • Bede grau w gre

    Sytuacja jest jak podczas protestów w sprawie ACTA : Władza nie rozumiała nawet napisów na transparentach. I rację ma autor listu młodych wyborców do PO : "Nie

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
pfg
2014/05/26 18:49:34
Zgadzam się, że to był "syndrom sztokholmski". Albo jakaś droga do Damaszku. Młody Jaruzelski zobaczył, na własnej skórze poczuł potęgę sowieckiego komunizmu i stwierdził, że jest to siła, której nie sposób się przeciwstawić: albo będzie się z nią współpracować, albo ona cię zmiażdży. Do tego zapewne uświadomił sobie, że w II RP było mnóstwo biedy, zacofania i niesprawiedliwości - on był po stronie bogatych i szczęśliwych, ale było mnóstwo biednych i nieszczęśliwych. I stał się ideowym komunistą, a przede wszystkim szczerze przerażała go potęga Sowietów. Tak pewnie było aż do roku '81 włącznie. Może nawet trochę dłużej, do czasów Gorbaczowa.
-
2014/05/26 20:53:28
Np. moja mama uważa, że to wszystko dlatego, bo miał wyrzuty sumienia jako potomek klasy uprzywilejowanej.

BTW. zwróciłam teraz uwagę, że ojciec Jaruzelskiego był raczej z tej zdeklasowanej szlachty - nie miał własnego majątku, zawodowo zajmował się zarządzaniem cudzymi, aż wżenił się w rodzinę z majątkiem. To w tamtych czasach mogło mieć niezaniedbywalne znaczenie psychologiczne - w pewnym sensie (w ramach swojej klasy) był człowiekiem z awansu?