Blog > Komentarze do wpisu

Najgorsze było pokazywanie pałki

Przychodził tam Jaś Puszet, ze starej rodziny, zaprzyjaźnionej z moją od ponad stu lat, duży, o pięknej głowie z orlim nosem. Znał moich rodziców, wszystkie ciotki, babcie. Był abnegatem, erudytą obdarzonym wieloma talentami, które trwonił do późnej starości z tym charakterystycznym urokiem ludzi zbyt dobrze wykształconych i zbyt dobrze urodzonych, by się poświęcić jednej rzeczy bądź zbytnio dbać o siebie. Twierdził, że będzie pisać monografię swojej rodziny, ale nawet w Archiwum nikt w to nie wierzył. Kiedyś, w przerwie poszukiwań, zaczął opowiadać, jak utrzymywał rodzinę w czasie okupacji.

  „Najgorsze było pokazywanie pałki” – rzucił mimochodem i zachichotał nerwowo w charakterystyczny sposób dla wrażliwych ludzi, którzy dotykają krępującego tematu. „Pałki?” – spytałem. „A tak, młody przyjacielu, siusiaka, no… lub ptaka, jak kto woli…” Z dalszych wyjaśnień, przerywanych chichotem, wyłaniał się powoli cały obraz. Jaś, mając za rodziców dwoje wybitnych artystów, miał szesnaście lat i świadomość, że jeśli on nie zadba o wyżywienie, to wszyscy umrą z głodu w pięknym mieszkaniu przy Piłsudskiego, pełnym rzeźb rodziców i antyków. Zaczął jeździć po małopolskich miasteczkach, do których dochodziła kolej, wymieniał kandelabry i srebrną zastawę stołową na słoninę, rąbankę i kaszę.

„Było to w międzyepoce – szedł od wschodu front, a już było po Endlosung, wiosna-lato 1944. Zawsze tak samo, wychodziłem z pociągu, zaledwie parę czy paręnaście kroków od stacji obskakiwały mnie dzieci. „Jude! Jude!” – krzyczały, obrzucając mnie błotem i końskim nawozem. Po chwili zwabieni krzykami dzieci zjawiali się dorośli: krępi, ponurzy, szli obok mnie w milczeniu, patrząc spode łba. Wiesz, byłem przeraźliwie chudy, ryży, no i ten mój profil… W końcu mnie łapali za ramiona, jak się ich zebrało więcej, i prowadzili do najbliższej wachy żandarmerii niemieckiej, zwykle na ryneczku. Potem następował rytuał: kenkarta, „Ojcze nasz”, potem pokazywanie pałki i właściwie byłem już wolny. Z tymi, co się tłoczyli przy wejściu, a potem rozchodzili w milczeniu, zawierałem szybko kolejną transakcję, już bez przeszkód, ale i bez serdeczności. Wracałem z rąbanką w nogawkach, przepasany słoniną lub z kaszą w kieszeniach…”

„Ale gdzie tak było?” – pytałem. „Gdzie!? Wszędzie, mój drogi, wszędzie w pożydowskich miasteczkach, odległych od Krakowa o godzinę, dwie drogi koleją – padła odpowiedź zakończona chichotem i serią chrząknięć. – Taaak, mój młody przyjacielu, to ja wracam do papierów tych nudnych Pugetów…”

Berenika Kluczykowska-Sienkiewicz, Bartłomiej Sienkiewicz, Onegdaj w Krakowie

czwartek, 11 lipca 2013, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/07/11 23:25:52
Chętnie bym napisał: "nie bić leżącego", ale przypomniałem sobie, że aktualny antybohater wcale jeszcze nie leży, wręcz odwrotnie, wygodnie sobie siedzi w Kurii...
-
pfg
2013/07/12 00:11:22
Chyba to już czytałem. Nb, widzę niekonsekwencję terminologiczną: Na początku jest "Puszet", na końcu "Puget". Winno być "Puget", czytane "puszet", to jest prowansalskie nazwisko.
Znałem bodaj najmłodszego członka tej rodziny, Grzegorza.
-
2013/07/12 08:57:02
Pfg, czepiasz się. Nie jest to czasem po prostu spolszczona wersja, tak jak Fukier/Fugger?
-
2013/07/12 10:13:05
Straszne.
-
2013/07/12 11:32:29
Ja bym to wyjaśniała skrajnym prymitywizmem i pierwotną, plemienną nienawiścią do obcych, a także lojalnością wobec aktualnej (obojętnie jakiej) władzy. To ostatnie jest związane z brakiem świadomości narodowej - chłopi obdzierali też powstańców...
-
Gość: MiG, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/12 12:54:32
Moja babicka pohazi z Chrzanowa. A konkretnie matka matki.

No i tak sobie kombinowałem. Jeżeli w Chrzanowie przed wojną żyło 20 000 osób, połowa była żydami. Czyli 10 000. W większości małe warsztaty, sklepiki. Wojnę w Polsce przeżywało 5% żydów. Co daje nam 500 osób. Najczęściej młodych, bo ci mieli szansę przeżyć. Oni przecież dziedziczyli po zamordowanych rodzinach.

No i pytam się mamy czy pamięta jakikolwiek żydowski sklepik, szewca, krawca, cokolwiek, czy w ogóle słyszała o czymś takim.

Nie...
-
2013/07/16 13:59:14
a jak było z tymi pierwszymi zakupami? Bo chyba taka wyprawa i zakup mięsa był niezbyt legalny, a pokazując palkę pewnie spodnie spuszczało się całkiem w dół. I wtedy obok pałki - golonka. Co na golonkę żandarmi? Czy piszą o tym w książce?

Przez sporą część okupacji w nowosądeckim - a więc nie tak daleko od Krakowa - ukrywał się H.Steinhaus. Pisał pamiętnik - całkiem niedawno wydany. Wkoło byli świnie, szmalcownicy, polscy żandarmi, porządni ludzie, głupie chłopstwo - mozaika jak zawsze. Opisuje kilka postaci naprawdę odrażających. Niemców którzy go wylegitymowali spotkał podczas wojny - raz. Po okolicy chodził - pracował nawet w polu. Wyglądał tak: pl.wikipedia.org/wiki/Hugo_Steinhaus