Blog > Komentarze do wpisu

Niechcący strollowałam prawdziwych mężczyzn katolickich

Napisałam kiedyś parodię, która miała obśmiewać kościelne publikacje pouczające kobiety, jaką powinna być prawdziwa kobieta. Aż tu nagle... Kilka kościelnych stowarzyszeń wzięło ją na serio!

Na facebooku linkują ten tekst następujące organizacje:

 

Umiłowani bracia i siostry ze wspólnot katolickich! Mój tekst Mężczyzna - Boska tajemnica jest szyderstwem!

Mam widać nietypowe poczucie humoru, więc spróbuję wam je przybliżyć łopatologicznie:

Walka z mężczyzną i męskością jest elementem gry politycznej tych partii, które dążą do osiągnięcia pełni władzy nad wszystkimi dziedzinami ludzkiego życia. Mężczyzna – jako ojciec i podstawa silnej, niezależnej rodziny – jest przeszkodą dla tego typu partii. Dlatego robią one wszystko, aby mężczyzni przestali szukać swoich aspiracji i satysfakcji życiowej w karierze i życiu publicznym.

Ten fragment, z zachwytem cytowany przez internautę na stronie Marszu Mężczyzn, jest satyrą na artykuł ks. Marka Dziewieckiego Geniusz kobiety czyli – czym różni się kobieta od mężczyzny

Walka z kobietą i kobiecością jest elementem gry politycznej tych partii, które dążą do osiągnięcia pełni władzy nad wszystkimi dziedzinami ludzkiego życia. Kobieta – jako wychowawczyni i podstawa silnej, niezależnej rodziny – jest przeszkodą dla tego typu partii politycznych. Dlatego partie te robią wszystko, aby kobiety szukały swoich aspiracji i satysfakcji życiowych poza małżeństwem i rodziną. 

Czy nie zauważyłeś, umiłowany bracie, że mój tekst wyraża dezaprobatę dla mężczyzn nie dążących do kariery i nie czerpiących satysfakcji z działalności w życiu publicznym? Więc jak tam z twoją karierą? Czy jesteś już kierownikiem? A jak tam twoja działalność publiczna? Czy zostałeś przynajmniej przewodniczącym komitetu blokowego? Jeśli nie, to zrób rachunek sumienia, bo coś musi być nie tak z twoją męskością.

Ksiądz Dziewiecki powiada:

Współczesna walka z kobietą i kobiecością ma również podłoże ekonomiczne. Chodzi o to, by kobiety przyzwyczaić do pracy na dwóch etatach: w domu i w pracy zawodowej. **

A ja wam powiadam:

Walka z mężczyzną i męskością ma podłoże ekonomiczne. Chodzi o to, by mężczyzn przyzwyczaić do pracy na dwóch etatach: w domu i w pracy zawodowej. *

Umiłowany bracie! Czy nie za bardzo przyzwyczaiłeś się do łączenia pracy zawodowej z pracą w domu? Pamiętaj, że twoim podstawowym powołaniem jest kariera i życie publiczne! Wymaganie od ciebie opieki nad dziećmi, mycia garów i wyrzucania śmieci to podstępne odsuwanie ciebie od twego prawdziwego powołania!

Ksiądz Dziewiecki wie:

Kobietom trudno jest zrozumieć własną tajemnicę i specyficzne powołanie. **

Prawda? Kobiety są za głupie, żeby same z siebie być kobietami. Potrzebują guru, który by je nauczył. Dlatego myślałam, że takie odwrócenie porządku będzie groteskowe:

Mężczyznom trudno jest zrozumieć własną tajemnicę i specyficzne powołanie. *

A tu okazuje się, że nie. Nie doceniłam was. Teraz już rozumiem, że wy, bracia i siostry, niezależnie od płci musicie mieć guru, który wszystko wam powie. Nawet - jak prawidłowo być przedstawicielem swojej płci. Bo sami jeszcze moglibyście zbłądzić. Przecież wy, mężczyźni, też jesteście tacy głupiutcy.

Szkoda może, że tymi guru są - dziwnym zbiegiem okoliczności - zawsze mężczyźni. A przecież skoro ojciec Joachim Badeni OP jest najwłaściwszą osobą, by wytłumaczyć kobietom, czym jest "tajemnica kobiecości" - to na pewno jakaś zakonnica powinna być najwłaściwszą osobą, by wytłumaczyć wam, umiłowani bracia, tajemnicę waszej męskości. Przecież nikt tak się nie zna na byciu mężczyzną, jak kobieta żyjąca za klasztorną klauzurą.

piątek, 14 grudnia 2012, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Trzy cechy fundamentalizmu

    Trzy cechy fundamentalizmu: Gdy fundamentalista chce być miłosierny, inność określa mianem choroby. Gdy fundamentalista nie chce być miłosierny, inność określa

  • Kościół jak zwykle niekonsekwentny

    Ponieważ polska hierarchia kościelna właśnie rzuca gromy na tabletki "dzień po", chciałabym zwrócić uwagę na ciekawą sprawę - Kościół katolicki na Zachodzie, uw

  • Nowy portal "Nauka i religia"

    Dziś otwarto nowy portal: naukaireligia.pl . Firmowany jest przez krakowskie Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych, organizację pod patro

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/12/14 20:57:51
Siostra Jadwiga Kowalska RSVP :D

Brat Anzelm (jeśli ktoś, np. Ty pamięta, kto to...) strollował kiedyś Rzeczpospolitą w podobny sposób...
-
2012/12/14 22:21:14
RSVP!!! Kwiiiiik!!! RSVP!!!
*stacza się pod stół, lejąc łzy rzęsiste*
-
pfg
2012/12/15 11:13:58
Nie bardzo rozumiem, czemu czepiasz się akurat Badeniego, który - modulo język, wynikający raczej z wieku i wychowania, niż z faktu bycia zakonnikiem - mówi rzeczy dość rozsądne.
-
2012/12/15 11:51:30
Nie dziwi mnie, że potraktowali ten tekst serio. Przeglądam czasami portale katolickie w celach raczej rozrywkowych, bo teksty tam zamieszczane są bardzo często jednocześnie swoją własną parodią. To jest coś jak produkcja partyjnych przemówień. Bierzemy schemat, zestaw odpowiednich związków frazeologicznych, miksujemy i mamy gotowy artykuł.*

* ten komentarz został napisany jako poważny i traktowanie go w jakikolwiek inny sposób będzie niezgodne z intencją autora
-
2012/12/15 12:40:26
@pfg
Nie bardzo rozumiem, czemu czepiasz się akurat Badeniego, który - modulo język, wynikający raczej z wieku i wychowania, niż z faktu bycia zakonnikiem - mówi rzeczy dość rozsądne.

Pan raczy żartować, panie pfg.

Trudno, tobie też trzeba tłumaczyć łopatologicznie, to podam parę przykładów *:

Będąc nosicielką życia, emanuje życiem i pobudza wszystko wokół.

W moim katechiźmie w podstawówce było to napisane innymi słowami: Chłopcy, szanujcie swoje koleżanki, bo będą one kiedyś matkami! Ojciec Badeni OP traktuje kobiety, jakby były w permanentnej ciąży. A przecież logicznie rzecz biorąc równie dobrze mężczyźni mogą być traktowani jako nosiciele życia - co, wy jajec nie macie?

Przypuśćmy, że kobieta jest wielką intelektualistką, pracuje naukowo, jest profesorem, wykonuje zawód taki sam jak mężczyzna, ale życie codzienne odbiera zupełnie inaczej. Na czym ta inność polega? Myślę, że głównie na intuicji. Intuicji, która podpowiada kobiecie, co jest dobre, a co złe dla życia rodziny, męża... Kobieta, w przeciwieństwie do mężczyzny, nie będzie szukać dowodów na to, czy coś naprawdę jest dobre. Ona wyczuje od razu

Jajakokobieta jestem Madonną, która w przeciwieństwie do brudnego, złego samca ma wgląd etyczny w dziedziny mu niedostępne. Funkcjonuję jako istota ubóstwiona - ale pamiętaj, pfg, za jaką cenę: Każdy mój gest, który zdradzi, że jednak wolę brudne, przyziemne, niekobiece przyjemności, spowoduje iż zostanę zdegradowana do pozycji ladacznicy:

Ważne jednak jest to, do czego kobieta przyciąga. Jeśli tylko do strony fizycznej,
to niewiele różni się wtedy od zwierzęcia. Tak robi każda samica.


O, masz.

Sorry, więcej nie mogę, bo ten tekst Badeniego mnie osłabia. Praktycznie do każdego zdania mogłabym tam załączyć krytyczny komentarz.
-
pfg
2012/12/15 13:45:06
Nie, nie żartuję. Spróbuj zdjąć swoje feministyczne okulary i spróbuj przeczytać Badeniego jak człowiek. Sorry, Nszo-czi.
-
2012/12/15 16:07:42
To nie są feministyczne okulary. To są moje odczucia od dziecka. Sorry.
-
2012/12/15 16:17:22
Słuchaj, Pawle. Na bok cięte riposty. Ja ci to dokładniej wyjaśnię.
Od dziecka wiedziałam, że ludzie robią ze mnie kogoś, kim nie jestem, tylko z racji, że jestem kobietą. Wiedziałam to na długo zanim w ogóle posłyszałam o feminizmie. Gdyby feminizmu nie było, myślałabym dokładnie tak samo. Tylko uchodziłabym wtedy za dziwadło wśród kobiet. A tak - to może nie dla wszystkich robię za dziwadło.

Jeśli posądziłeś mnie, że wygłaszam swoje poglądy, bo omamiła mnie przyjęta z zewnątrz ideologia - to sprawiłeś mi ogromną przykrość takim posądzeniem. To nie są "feministyczne okulary". To jestem ja, od zawsze.
-
2012/12/15 18:54:25
To pewnie piękne uczucie, siostro. Złowić takie piękne okazy na haczyk zarzucony 4 lata temu. Pozdrawiam i życzę udanych połowów w przyszłości.
-
pfg
2012/12/15 19:17:55
Przepraszam. Nie lubię sprawiać nikomu przykrości. Doskonale rozumiem, że wtłaczanie ludzi w stereotypy kulturowe, płciowe, mentalne jest uciążliwe, głupie, a co najważniejsze, intelektualnie płytkie. Tylko że ty dokładnie to zrobiłaś z Badenim. A, ksiądz coś mówi, więc zinterpretujmy to poprzez szkolny katechizm i mizoginizm Kościoła, żadnej innej refleksji nie trzeba. W zacytowanych fragmentach Badeni mówi, że kobiety są różne od mężczyzn, że fakt, iż kobiety mogą rodzić dzieci, a mężczyźni nie, jest istotnym elementem tej różnicy (nb, znaczenie tej różnicy jest bardzo mocno podkreślane choćby w psychoanalizie - patrz choćby co Bettelheim pisał o Czerwonym Kapturku), ale że owe różnice nie są do tego redukowalne. Kobieta przyciąga nie tylko płcią, ale i osobą tym, kim jest! W uwagach o komplementarności kobiety i mężczyzny wyraźnie słychać echa z Fajdrosa. Jeżeli nawet przyjąć, że Badeni w istocie "tłumaczy czym jest tajemnica kobiecości" (ja myślę, że nie), tłumaczenie to nie jest skierowane do kobiet, jak piszesz w blogu, ale do mężczyzn.
-
2012/12/15 21:03:52
Paweł, nie wiem, jak ci to tłumaczyć, żebyś zrozumiał: To, co mówi Badeni, jest NIE O MNIE. Nic tam się nie zgadza ze mną. Nic z tego nie jest opisem mnie. A przecież jestem kobietą. Ergo, Badeni nie znał się na kobietach.
-
pfg
2012/12/15 23:34:02
Całkiem możliwe. Tylko jak się to ma do treści wpisu?
-
2012/12/16 00:46:50
Za pozwoleniem, chyba rżniesz głupa.
Jak to się ma do treści wpisu. Pomyśl. Limit łopatologii mi się wyczerpał.
-
Gość: omcdrinz, 149.156.24.*
2012/12/16 17:31:31
1. Strollowałaś prawdziwych katolickich mężczyzn, ale nie wiem kto wypada tu śmiesznej - Ty, czy oni... Twój tekst o mężczyznach jest parodią obśmiewająca kościelne publikacje pouczające kobiety jakie mają być. Skoro tak, to rozumiem, że elementem zabawnym była tu podmiana kobiet na mężczyzn i miało to wywołać w adresatach jakieś poczucie absurdalności (bo to przecież absurd jest źródłem satyry). Absurdalność miała chyba w zamyśle wynikać z przekonania, że mężczyźni w Kościele mają zgoła inną pozycję niż kobiety i przypisanie im tych samych ograniczeń byłoby da nich dziwne. A tu niespodzianka! Chrześcijanie łyknęli takie przypisanie niczym młode pelikany i zaczęli je propagować. Wychodzi więc na to, że teza która stała u podstaw Twojej satyry została tym samym sfalsyfikowana, bo faceci w Kościele nie widzą w tych domniemanych ograniczeniach niczego niestosownego :).
2. Skoro do każdego zdania u Badeniego mogłabyś dopisać krytykę to jasno widać, że Wasze zbiory poglądów są rozłączne. Pytanie tylko, czym jest spowodowana ta rozłączność - wąskością jego spojrzenia, czy też wąskością Twojego? Na ile znam teksty o. Badeniego (i w ogóle atmosferę krakowskich dominikanów), to myślę, że on mógłby i chciałby w wielu miejscach pozytywnie (albo przynajmniej niekrytycznie) odnieść się do Twoich poglądów. Odrzucasz w całości poglądy - jak uważa wielu - inteligentnego, otwartego człowieka. Czy to nie powinien być dla Ciebie jakiś dzwonek ostrzegawczy? Czy Twoje "jedynie słuszne poglądy na wszystko" pozostają wciąż ironią i czy aby zasługują na cudzysłów? Nie chcesz też zauważyć prostego wniosku, który podsuwa Ci Paweł i piszesz mu, że rżnie głupa. Może warto na chwilę porzucić antyreligijny fundamentalizm i pomyśleć "out of the box" ?
-
2012/12/16 18:14:07
@omcdrinz,
Ad 1. Tak, masz rację, że oni, zarówno kobiety jak i mężczyźni, chcą mieć guru, który im powie, na czym polega esencja bycia ich płcią. I to napisałam w notce.

Jednak jeśli już ktoś ma kogoś pouczać, na czym polega istota bycia jego płcią, to niechże przynajmniej mężczyźni pouczają mężczyzn, a kobiety - kobiety. Jest większa szansa, że znają się na temacie. Tymczasem w kościelnych publikacjach mężczyźni pouczają kobiety i mężczyźni pouczają mężczyzn. Jednak rzeczywiście, czytelnicy nie zwrócili uwagi na to, że zakonnica udziela pouczeń mężczyznom, więc jak widać takie odwrócenie ról wcale im nie przeszkadzało.

Dla mnie cała ta sytuacja jest zabawna, włącznie z tym faktem, który odkryłam, a o którym piszę wyżej - że tak naprawdę po prostu ci ludzie lubią być pouczani, niezależnie od płci pouczanego i pouczającego. Więc - tak, widzę to z autoironią.

Ad 2. To nie jest kwestia moich poglądów i ich wąskości. Jak ja odczuwam bycie sobą - to nie jest pogląd, to jest doświadczenie. I teraz jakiś facet ma śmiałość uczyć mnie, kobietę, na czym polega istota bycia kobietą. Odbieram to jako absurd. Jest takie powiedzenie: "Nie ucz ojca dzieci robić."

Nie jest to również kwestia "fundamentalizmu antyreligijnego". Tak się po prostu składa, że duchowni katoliccy szczególnie często mają ten tupet, by pouczać w ten sposób kobiety. Tak się też składa, że duchowni katoliccy mają ograniczony kontakt z kobietami, więc tym mniejsza jest szansa, że znają się na temacie, który poruszają.

"Fundamentalizm antyreligijny" - Skąd w ogóle taki epitet??? Właściwie nie powinnam odpowiadać tobie tak spokojnie i rzeczowo jak teraz, tylko raczej odpłacić pięknym za nadobne i ciebie określić jakimś epitetem. Mam w tej chwili poczucie, że odpowiadam ci na wyższym poziomie, niż twój komentarz był wart.
-
2012/12/16 18:18:42
Muszę tutaj zalinkować tekst @Navairy:
Wkurwiacie mnie, Raczek
- Bo to jest bardzo zabawna odmiana tego samego problemu.

A dlaczego zabawna? Ponieważ tym razem jest pewien postęp od pytania księży przeszliśmy do pytania gejów o to, co kobiety będą chciały robić z mężczyznami w ramach najważniejszej roli. Szkoda, że nie pytamy o to nadal kobiet...

Tak, tym razem w roli autorytetu pouczającego o istocie kobiecości występuje znany gej. :-)
-
2012/12/16 21:21:46
Jeszcze jeden dowód, że się myliłam. Idzie nowe, kobiety teraz też nauczają mężczyzn! Wchodząc przed chwilą na stronę główną bloxa, znalazłam przypadkiem link do najnowszego wpisu na blogu religijnym, prowadzonym przez kobiety: Geniusz męskości. Tym tytułem autorka nawiązuje do tekstów JPII o "geniuszu kobiecości". I rozwija swoje koncepcje, czym jest w istocie bycie mężczyzną. Ciekawe, drodzy koledzy, czy się w tym odnajdziecie.
-
Gość: omcdrinz, *.ket.agh.edu.pl
2012/12/16 21:49:27
Dla mnie fundamentalizm to postawa skrajnego zamknięcia na argumenty drugiej strony oparta na jakiejś ideologii. Nie widzę powodu, dlaczego np. kobieta miałaby mi nie mówić mi na czym polega jej zdaniem istota męskości. W końcu męskość czy kobiecość nie jest cechą, która objawia się wyłącznie przy kontakcie z osobą tej samej płci, nawet trudno je ocenić bez udziału tej drugiej. I dlaczego od razu autor(ka) ma być moim guru, jeżeli o tym mówi? Równie dobrze można by uznać czytanie felietonów za oddawanie pokłonu jakiemuś dziennikarskiemu guru. Ktoś ma opinię, nie kryje się z tym, że to jego własna, dlaczego jej czytanie miałoby być czymś godnym wyśmiania? I dlaczego u licha ksiądz ma nie wiedzieć nic na temat kobiet? A gdyby autor tekstu nt. kobiet był np. znanym psychologiem singlem z długoletnim stażem pracy i sukcesami w dziedzinie to też jego wypowiedzi uznałabyś za pozbawione podstaw merytorycznych?
-
2012/12/17 00:40:41
@omcdrinz
Ale jaki znów fundamentalizm? Zaprawdę powiada Ci Ojciec Badeni, że kobieta nie musi szukać dowodów, ale intuicyjnie wie co jest dobre a co złe. Więc albo Badeni mądrze gada, a ty śmiesz się kłócić z wyrocznią, albo bredzi, a ty tych bredni bronisz.
-
2012/12/17 12:35:15
A gdyby autor tekstu nt. kobiet był np. znanym psychologiem singlem z długoletnim stażem pracy i sukcesami w dziedzinie to też jego wypowiedzi uznałabyś za pozbawione podstaw merytorycznych?

Gwarantuję cię, że "znani pschologowie" też pieprzą głupoty pozbawione podstaw merytorycznych, i to na ten sam temat.

Mam z nimi doświadczenia, ale nie chcę się rozwlekać.
-
2012/12/17 12:41:02
Ja nie wiem o co chodzi z tymi kościelnymi publikacjami na temt płci. To znaczy - nie potrafię do końca tego ogarnąć myślowo. Czytam to z perspektywy osoby która wykracza tutaj zdecydowanie poza tzw. normę.

Jak Kościół definiuje płeć człowieka - co jest jej podstawą do orzekania, czy ktoś jest mężczyzną czy kobietą, co myśli o hermafrodytach itp.?
-
2012/12/17 13:05:01
@juliafi
Gwarantuję cię, że "znani pschologowie" też pieprzą głupoty pozbawione podstaw merytorycznych, i to na ten sam temat.

Oczywiście. Jak czytam czasem, co pisze np. guru Lew-Starowicz, to mnie śmiech pusty bierze.

Psycholodzy, seksuolodzy są o tyle rozsądniejsi od księży, że nie posiadają explicite uniwersalnych teorii na temat istoty kobiecości czy męskości. Problem polega jednak na tym, że często mają je implicite, w tyle głowy, bo przecież są dziećmi określonej kultury - i że sobie z tych naleciałości nie zdają sprawy.
-
2012/12/17 13:15:30
Kobieta jako źródło życia - tak bardziej ogólnie iż tylko ciążowo - to w sumie matriarchalne:)

Uwaga o psychologach bardzo trafna:) Smutne, ale prawdziwe...
-
2012/12/17 13:17:45
O, dwie ofiary trollingu skasowały swoje wpisy na facebooku. Ale nie szkodzi, zaraz dam zrzuty z ekranu.
-
2012/12/17 13:24:59
@kobietawkryzysie
Tylko kto powiedział, że matriarchat jest lepszy od patriarchatu?
-
2012/12/17 15:37:34
Żyjemy w świecie, w którym większość nie wie o istnieniu matriarchatu, zaprzecza, nie wierzy. Dla mnie mówienie o tym przywraca pewną równowagę (albo przynajmniej jej namiastkę) - trudno żyć, kiedy wszystko co pozytywne jest "męskie", szczególnie trudno wychowywać w takim świecie córki.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/18 00:10:52
@anuszka

Gratulacje! Bardzo zabawna (i udana) prowokacja! Ale spór z pfg wydaje mi się nieco pozbawiony treści - o. Badeni pomylił się co do Ciebie, a i na wywody Bettelheima też znalazłby się jakiś niewątpliwie kobiecy kontrprzykład. Ba, do każdego tekstu traktującego generalnie o kobietach znajdzie się jakiś kontrprzykład. Co więcej, pewnie nawet każdy "potoczny" tekst opisowy w dowolnej sprawie okaże się nieprecyzyjny, bo tak to już po prostu jest z językiem naturalnym, w przeciwieństwie do ścisłych formalnych języków logiki czy matematyki. Ale czy stąd wynika, że wszystkie teksty opisowe sformułowane w języku naturalnym są pozbawione wartości?
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/18 01:59:46
Może jeszcze dopiszę dla jasności, że mnie teksty tego typu, co tu sparodiowany, też bawią i wkurzają zarazem. Ale nie dlatego, że źle opisują kobiecość lub męskość, tylko dlatego, że niczego sensownie nie opisują, są amorficzne jak testy projekcyjne. Albo jak horoskopy, w których można przestawić Koziorożca z Wodnikiem (nanosząc ewentualnie drobne korekty uwzględniające stereotypy związane z tymi znakami Zodiaku), a docelowa publika będzie równie usatysfakcjonowana jak przed zmianą. Co eksperyment Anuszki bardzo ładnie wykazał.
-
2012/12/18 08:22:41
Jeśli chodzi o gejów, to oni rzeczywiście lubią mówić o "męskości" (i "kobiecości"), myślałam że głównie ci, którzy nie są pogodzeni ze swoją orientacją. Ale może w ogóle chodzi o to, żeby się dowartościować? Bo jakby nie było "męskość" to jednak "męskość":)
-
2012/12/18 08:30:51
Problemem jest chyba nadmierna generalizacja. Nie ma czegoś takiego jak "kobieta" bo każdy jest inny:) Społeczeństwo jest bardziej skłonne traktować mężczyzn indywidualnie, a kobiety wrzucać do jednego worka:)
-
2012/12/18 09:33:32
Bardzo fajny blog, podoba mi się. Pozdrawiam :)
-
2012/12/18 22:21:30
@x
Bałamutna jest twoja sugestia, że teksty kościelne "o kobietach" czy "o mężczyznach" to tylko opis i to językiem potocznym.

To piramidalne nieporozumienie.

Pierwszym piętrem tej piramidy nieporozumień jest, że uniwersalna teoria udaje prosty opis. Wypowiadający się autorzy starają się stworzyć uniwersalną, wszechogarniającą teorię "jak to jest z tymi kobietami" (mężczyznami) - to ich dążenie do uniwersalności to nie jest li tylko potoczny opis. Ktoś, kto zaledwie opisuje, akceptuje możliwość, że opis jest niepełny. Z tymi autorami tak nie jest. Nie dopuszczają możliwości, że ich "opis" mógłby być jednostronny.

Drugim piętrem piramidy jest, że oczekiwania udają uniwersalne teorie. Autorzy mogą być przekonani, że stworzyli uniwersalną teorię kobiecości/męskości. Ale nie zdają sobie sprawy z tego, że oni tylko dają się wypowiedzieć swemu chciejstwu. Oni tylko wyrażają oczekiwania, uformowane przez ich środowisko, otaczającą kulturę, wychowanie.

Trzecim piętrem piramidy jest, że jeśli takie nie nazwane wprost oczekiwania wypowiadane są jako sądy religijne, to nabierają pozornego autorytetu, sankcji Boskiej. Na przykład: Kobieta słyszy od duchownego-autorytetu, że kobiety posiadają jakąś tam cechę. Kobieta widzi, że sama nie posiada tej cechy. Kobieta widzi też jednak, że sąd wypowiada osoba z autorytetem, a w dodatku autorytetem religijnym. Jeśli kobieta nie ma dużej pewności siebie i bardzo silnego zmysłu krytycyzmu, to dojdzie do wniosku, że to ona powinna się dostosować i jakoś wyrobić w sobie tę cechę, bo przecież autorytet podparty sankcją religijną nie może się mylić. W ten sposób tworzymy samospełniającą się teorię, bo obiekt opisu sam stara się dopasowywać do treści opisu.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/19 01:29:31
@anuszka

No, to w takim razie mniej więcej się zgadzamy - horoskop też będzie działać bardziej "normatywnie" niż "opisowo" na osoby wierzące w horoskopy. Ta "normatywność" versus "opisowość" jest względna, zależy od tego, kto czyta czy słucha.

Pewnie będziesz chciała mi teraz powiedzieć, że ponieważ księża mają większą siłę rażenia niż wróżki (możliwe) i pełnią ważniejszą rolę społeczną, to powinni zwracać większą uwagę na to, co mówią czy piszą. I tu też się zgodzę, choć mam wrażenie, że Polaków poważnie traktujących kościelne blablanie na temat prawdziwej natury kobiety, mężczyzny, dziecka, kotka, pieska i polskości nie jest dużo więcej niż klientów wróżek. Słuchałem kiedyś na rekolekcjach pewnego nawiedzonego zakonnika (podejrzewam, że na co dzień w klasztorze trzymają go w głębokiej jamie na łańcuchu, a do parafii w Wielkim Poście użyczają z cichą nadzieją, że któraś zechce zatrzymać go na stałe) i - poza paroma osobami mdlejącymi z przerażenia - zauważyłem u siebie i innych wiernych głównie niedowierzanie pomieszane ze zniechęceniem. A byli to wszystko dorośli, których nikt siłą do kościoła nie zaganiał, więc pierwotnie pewnie chcieli z uwagą posłuchać tego, co rekolekcjonista ma im do powiedzenia i jakoś skonfrontować to ze swoim życiem.

Ale Twoja wymiana ciosów z pfg odbywała się w sytuacji, gdy żadne z Was nie traktowało tekstu o. Badeniego jako normatywnego, a Ty go próbowałaś falsyfikować jak twierdzenie matematyczne, przez wskazanie kontrprzykładu (czyli siebie samej), podczas gdy sto razy lepszym argumentem, dostosowanym do natury tego tekstu, była sama Twoja prowokacja i jej radosne skutki. I tylko o to mi chodziło.


-
2012/12/19 10:22:54
Bardzo pięknie (i naukowo:) to Anuszka wyjaśniłaś!:)
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/19 11:18:10
Pozwolę sobie zauważyć, Anuszko, że Ty też właśnie sformułowałaś "uniwersalną teorię", traktującą o bzdurnych tekstach księży na temat kobiet, jako też o mechanizmach społecznych stojących za oddziaływaniem takich tekstów. Czy nie przeraża Cię myśl, że Twoja wypowiedź zadziała normatywnie i cudownie przeobrażeni księża zaczną odtąd mówić i pisać z sensem? ;)
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/19 11:21:08
PS. Albo, co gorsza, zadziała "normatywnie wprost" i księża tym pełniej dopasują się do Twojego opisu? Tylko popatrz, co narobiłaś.
-
2012/12/19 21:05:36
@x
Bijesz pianę.
1. Nie piszę o wszystkich księżach. Znane mi teksty kościelne o kobietach traktują o wszystkich kobietach.
2. Nie pozuję na autorytet dla księży. Autorzy tamtych tekstów pozują na autorytety dla kobiet.
I na tym skończmy tę jałową dyskusję.
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/19 23:37:57
Badeni też pisał o "prawdziwych kobietach w sensie Badeniego". I zdaje się, że ani w opinii własnej, ani w opinii jego, pfg czy mojej taką "prawdziwą kobietą w sensie Badeniego" nie jesteś. Istotnie nie ma o co bić piany.

PS. Przejrzałem dyskusję dokładnie i nie zauważyłem, byś pisała o niektórych księżach czy niektórych kościelnych publikacjach traktujących o kobietach. Ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy wnioskować stąd, że naprawdę masz na myśli absolutnie wszystkich księży czy kościelne publikacje o kobietach. Dlatego pozwoliłem sobie na podobny liberalizm odczytania także wobec tekstu o. Badeniego. On jest głęboko chybiony i bez tego typu nadinterpretacji, jaką wobec niego stosujesz, próbując zeń uczynić akt normatywny.

EOT
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/19 23:40:54
Autokorekta: Badeni pewnie mówił, a nie pisał (bo to był rodzaj wywiadu).
-
Gość: x, *.free.aero2.net.pl
2012/12/30 11:23:11
Najświeższy przykład blablania (dane było mi go dziś wysłuchać in extenso zamiast kazania):

www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=20121221_0

Z pewnym zawodem odnotowuję, że biskupi nie wskazali pozycji seksualnych, które katolikom przystoi stosować w niedzielę (ani też modlitw zalecanych do odmówienia przed i po) - choć pewnie nie z braku opinii w tej sprawie, a jedynie z powodu niejednomyślności.
-
2013/02/17 03:08:56
"Będąc nosicielką życia, emanuje życiem i pobudza wszystko wokół."
Po uproszczeniu do polskiego potocznego:
"Kobiety chodzące po ulicach są źródłem gwałtów."
Prawd... Sąd wyrażony w formie przykazania najwięcej mówi o fobiach guru.
-
Gość: gosc, *.anonymouse.org
2013/02/22 16:38:44
Nie rozumiem sporu, przeciez bycie mezczyzna czy kobieta to sprawa czysto kulturowa.
-
Gość: xyz123459, *.adsl.inetia.pl
2013/02/23 02:01:45
@anuszka

Czytałem tekst tego Badeniego. Jakimś cudem dotrwałem do końca, choć muszę przyznać, że było to wyjątkowo męczące zajęcie. Czytałem również Twoją parodię - świetna; zestawienie tych dwóch rzeczy - dość szokujące.
Co ważne, zamieniając kobiety na mężczyzn oraz jednocześnie odwracając argumentację, spowodowałaś, że pod żartobliwym z założenia tekstem mogą - paradoksalnie! - podpisać się konserwatyści. Nie zdziwiłbym się, gdy Twój tekst przeczytam kiedyś na Frondzie z dopiskiem Terlikowskiego: "wojująca feministka satyrycznym tekstem niechcący ukazała prawdziwe bolączki wspłczesnego mężczyzny". ;)
Działa tutaj słynne prawo, zaobserwowane przez pewnego amerykańskiego studenta śledzącego internetowe dyskusje na forach tzw. Partii Herbacianej, mówiące, że od pewnego poziomu ideologicznego absurdu niemożliwe staje się odróżnienie prawdziwych przekonań autora tekstu od zwykłego robienia sobie jaj.

Jednak spróbujmy teraz oddzielić ziarno od plew: czy wszystko, co ten człowiek napisał - pomijając śmieszny, naiwny i trudny w odbiorze język oraz wątki religijne, które mnie nie interesują - jest nieprawdą?
Pytanie, jakie cechy nabywamy w procesie socjalizacji jest wciąż sprawą otwartą. Może być tak, że specjalista, naukowo badający problem różnicowania płci od strony kulturowej i biologicznej, w pewnych punktach przyznałby mu rację, a w pewnych nie. Tymczasem Ty a priori odrzucasz jego bełkot.
To, że osobiście chciałbym, żeby różnice między płciami były kwestią wyłącznie (lub prawie wyłącznie) kulturową, nie znaczy, że tak jest. Jesteśmy zwierzętami. Być może to konserwatyści mają rację (całkowicie lub częściowo). Być może całkowicie się mylą.

Nie uważam, że sukienkowy nie może kompetentnie wypowiadać się na temat miłości/małżeństwa, "bo się na tym nie zna". Myślę, że - nie znając tematu od strony, że tak powiem, praktycznej - jednak może wypowiadać się kompetentnie (to mało prawdopodobne, choć możliwe). Abstrahując już od tego, że duża część z nich akurat wie, co mówi z własnego, osobistego doświadczenia i wiedzą na ten temat dużo więcej niż większość "cywilów" ;) Taki żart ;)

Kiedy ojczulek rozprawia o tym, że kobieta "będąc nosicielką życia, emanuje życiem i pobudza wszystko wokół" znaczy to - tłumacząc na polski - mniej więcej tyle, że kiedy pani z odsłoniętym tym i owym idzie przez plażę, faceci ślinią się, podniecając się na jej widok. To prawda. Oczywiście papa nie zauważył, że może być odwrotnie - panie plażowiczki mogą wzdychać do, będącego "nosicielem życia", muskularnego pana ratownika; nie przekreśla to jednak w całości wywodu Badeniego. Jest to tylko półprawda, a więc ani prawda, ani kłamstwo.

O co mi chodzi? Na temat tzw. "tradycyjnej" roli kobiety/mężczyzny funkcjonuje wiele mitów, kłamstw, półprawd i prawd. Niezmiernie trudno jest oddzielić ziana od plew. Dlatego przychylam się do opinii, że bełkot sukienkowych jest w w dużym stopniu równoważny dyrdymałom (większości) tzw. autorytetów; tak jest zresztą w wielu dziedzinach życia, nie tylko jeśli chodzi o kwestię gender. Są jednak kwestie, w których naukowcy generalnie zgadzają się ze sobą. Prawdopodobnie podział ról w społeczeństwie częsciowo jest kwestią genów (co przekłada się na budowę mózgu i gospodarkę hormonalną), a częściowo memów.
IMHO 1/3 szeroko rozumianych różnic między płciami to czysta biologia, a 2/3 to wpajane dzieciom różnice kulturowe. Choć nie jestem specjalistą i być może proporcje są inne.

Przechodząc do sformułowań szeroko rozumianej prawicy typu "miejsce bab jest przy garach, bo są głupsze" (w taki - mniej więcej - sposób argumentuje np. Janusz Korwin Mikke); jest to idiotyczne, pomijając już jego chamstwo. To jest nieprawda. Jednak nie sposób nie zgodzić się z innym poglądem tego dziwaka: "kobiety i mężczyźni mają z natury różną osobowość". To jest prawda. Można tego dowieść, śledząc dramaty kobiet, które urodziły się w męskim ciele (i odwrotnie). (Ciekawe, że właśnie zakute prawicowe łby odrzucają ten akurat dowód potwierdzający ich tezę jako "jakieś zboczenia").
-
2013/04/22 11:27:54
Prawdopodobnie podział ról w społeczeństwie częsciowo jest kwestią genów (co przekłada się na budowę mózgu i gospodarkę hormonalną), a częściowo memów.

To, że osobiście chciałbym, żeby różnice między płciami były kwestią wyłącznie (lub prawie wyłącznie) kulturową, nie znaczy, że tak jest.

1.Memy nie istnieją - a przynajmniej nie ma dowodów na ich istnienie.

2. Podział ról w społeczeństwie, czyli kulturowa rola mężczyzn i kobiet, to, oczywiście, sprawa społeczeństwa i kultury. Podział ról w rozmnażaniu natomiast jest sprawą biologii. Nie rozumiem co tu jeszcze trzeba wyjaśniać, dla mnie to bardzo klarowne.

Fajnie, że chciałbyś, żeby to kultura decydowała, która płeć rodzi dzieci, niestety ja kto słusznie zauważyłeś - mimo chcenia tak nie jest. Dla niektórych ludzi (zaburzenia genetyczne) jest to autentyczny problem, z czego zapewne nie zdajesz sobie sprawy.

Być może to konserwatyści mają rację (całkowicie lub częściowo). Być może całkowicie się mylą.
Brzmi jak prognoza pogody z żartu o pewnym starym Goralu: albo będzie padać, albo nie będzie. xD

IMHO 1/3 szeroko rozumianych różnic między płciami to czysta biologia, a 2/3 to wpajane dzieciom różnice kulturowe. Choć nie jestem specjalistą i być może proporcje są inne.
Wyrazić zdanie aby po chwili się z niego wycofać. xD

Jednak nie sposób nie zgodzić się z innym poglądem tego dziwaka: "kobiety i mężczyźni mają z natury różną osobowość". To jest prawda. Można tego dowieść, śledząc dramaty kobiet, które urodziły się w męskim ciele (i odwrotnie).
No patrz, argument nie do odparcia. Szkoda tylko, że jest zupełnie na odwrót. Jako osoba która poznała osobiście kilkadziesiąt osób transseksualnych (oraz transgenderycznych, androgynicznych itd.) obu płci jestem przekonana, że wspomniane przez ciebie różnice w osobowości "z natury" to tylko i wyłącznie wpływ kultury, wychowania i odgrywania zinternalizowanych ról społecznych. :D

Ilość transseksualnych kobiet żołneirek, informatyczek i inżynierek chyba raczej nie potwierdza twojej tezy.

Ciekawe, że właśnie zakute prawicowe łby odrzucają ten akurat dowód potwierdzający ich tezę jako "jakieś zboczenia").
Zakute prawicowe łby odrzucają to z innego powodu - w ich świecie nie może być tak, żeby jednostka decydowała o własnym miejscu w świecie czy swojej tożsamości. Zauważ że oni odrzucają też zwykle istnienie androgynii (traktując ją jako wypaczenie) a osoby transseksualne bezwzględnie można zakwalifikować do szerszej kategorii androgynicznych.