Blog > Komentarze do wpisu

Teoria ewolucji w służbie konserwatyzmu

Popularne jest ostatnio w mediach prezentowanie pozornie logicznych „wyjaśnień” różnych współczesnych zjawisk społecznych za pomocą teorii ewolucji. Nazwę to „psychologią ewolucyjną”. Specjalnie cudzysłów, żeby uniknąć zarzutu, że istnieją też poważne badania naukowe z psychologii ewolucyjnej (choć są także głosy krytyczne wobec metodologii wielu takich badań). Ale to co podaje się w mediach jako „psychologię ewolucyjną”, to jest papka nie mająca już nic wspólnego z nauką.

Różni blogerzy [1,2,3,4] zajęli się już krytykowaniem poszczególnych artykułów i medialnych argumentów pojawiających się w tej papce. Ja natomiast chcę tutaj wyjść o poziom wyżej i pokazać, po co w ogóle ta „psychologia ewolucyjna” jest.

 

Co jest tak chwytliwego w „psychologii ewolucyjnej”? To, że podaje ona ciągi zdań, które brzmią logicznie. Odbiorca słysząc, że coś brzmi logicznie, przyjmuje to jako prawdę. Tymczasem zdanie logiczne wcale nie musi być prawdziwe!

W argumentach „psychologii ewolucyjnej”, z jakimi spotykam się w polskich mediach, pojawiają się dwa błędy:

 

Błąd 1. Stosowanie niesprawdzonych przesłanek. W przypadku, gdyby okazały się one nieprawdziwe, to „wyjaśnienie” nadaje się do kosza. Ale cały myk polega na tym, że zazwyczaj nie da się ich sprawdzić. Pokażę na przykładzie, że mogę jednak wymyślić równie dobre (i równie niesprawdzalne) alternatywne argumenty, które zaprzeczają tym oryginalnym i burzą cały „dowód”.

Przykładowe pytanie: Dlaczego w naszym społeczeństwie kobiety są statystycznie bardziej monogamiczne od mężczyzn?
Logicznie brzmiące „wyjaśnienie”: Kobiety są monogamiczne, bo muszą utrzymać jednego partnera, aby dostarczył im zasobów podczas gdy one wychowują dziecko.
Niesprawdzona przesłanka:
Ludzie pierwotni żyli tak jak my obecnie, w samowystarczalnych rodzinach składających się z mamy, taty i dzieci. Samotna mama siedziała w jaskini z dziećmi, a tata – samotny myśliwy – polował. Istni Flintstonowie, czyli amerykańska rodzina z lat 50. w jaskiniowych dekoracjach.
Mój alternatywny argument:
Ludzie pierwotni mogli żyć w większych gromadach żyjących na zasadzie kooperacji. Zamiennie pewna grupa zajmowałaby się dziećmi pozostałych, a tamci zajmowaliby się poszukiwaniem jedzenia. Wewnątrz takiej gromady monogamia nie byłaby do niczego potrzebna. Za moją wersją przemawia to, że w warunkach dzikiej przyrody ciężko byłoby przeżyć grupie złożonej tylko z dwojga dorosłych ludzi, przy czym w dodatku tylko jeden z nich może w pełni oddać się poszukiwaniom pożywienia. Kto mi udowodni, że tak nie było na odpowiednio wczesnym etapie dziejów ludzkości? A jeśli tak było, to kto mi udowodni, że nie zostawiło to u kobiet genu poliandrii, która została tylko przykryta przez późniejsze wzorce kulturowe?

Zastrzeżenie: Uwaga! To nie znaczy, że moim zdaniem ja mam rację, a „psycholodzy ewolucyjni” nie! Należałoby to dopiero udowodnić. A jak udowadnia się w naukach przyrodniczych? Wykonując powtarzalne eksperymenty. Powodzenia.
Jak na razie nie udowodniono, że psycholodzy ewolucyjni na pewno nie mają racji. Ale też, uwaga, w chwili obecnej nikt mi nie udowodni, że to ja nie mam racji!
Ja tylko podaję przykład alternatywnych stwierdzeń, w które np. osobiście wolałabym wierzyć, bo są fajne i utwierdzają mnie w mojej wizji świata, ale które – podobnie jak twierdzenia „psychologów ewolucyjnych” – tak naprawdę nic nie wnoszą do naszego poznania rzeczywistości.


Błąd 2: Przesłanki danego twierdzenia są niespójne z przesłankami innego twierdzenia. Czyli wybieramy to, co w danej chwili nam bardziej pasuje.

Przykładowe pytanie: Dlaczego więcej Polek ma dzieci z Brytyjczykami, niż Polaków z Brytyjkami?
Wyjaśnienie: Bo nasi najbliżsi kuzyni, szympansy, są egzogamiczne, t.j. samica opuszcza rodzinną grupę, przyłącza się do innej grupy, i dopiero tam ma dzieci.
Przesłanka:
Powołujemy się na szympansy, ponieważ są nam najbliższe genetycznie.
Niespójność: Każdą tezę udowadniamy używając przykładu innego zwierzęcia, którego zachowanie akurat bardziej pasuje do tej właśnie tezy, a przemilczając przypadki niepasowania.
„Psycholodzy ewolucyjni” powołują się na szympansy tylko tam, gdzie im wygodnie. Jeśli już twierdzimy, że ludzie są tak podobni do szympansów, iż można wyciągać z tego wnioski na temat ludzkich społeczeństw - to dlaczego w sprawie monogamii nie powołujemy się na bonobo, które uprawiają seks każdy z każdym dla towarzystwa i dla złagodzenia obyczajów?

(I znów stosuje się tu Zastrzeżenie, które podałam wyżej.)


Z błędów 1 i 2 wynika błąd podstawowy: Przekonanie, że „psychologia ewolucyjna” cokolwiek wyjaśnia.

Psychologia ewolucyjna” niczego nie wyjaśnia, lecz jedynie utwierdza nas w dotychczasowych przekonaniach i daje nam oręż, by nakazywać innym dostosowanie się do tych naszych przekonań.

Błędy 1 i 2 pozwalają na fabrykowanie dowolnych argumentów. Wówczas logicznie brzmiące wywody tylko udają, że coś wyjaśniają. W rzeczywistości cała ta zabawa jest to tylko dobieranie argumentów pod z góry przyjętą tezę.


Po co wkładać tyle energii w wykreowanie tej czy innej tezy? Otóż po to, aby powiedzieć ludziom, że skoro Bozia tak dała ewolucja tak dała, to tak musi być. A więc jest to teza do szpiku kości konserwatywna. Co ciekawe, konserwatyści uważani są często za niechętnych teorii ewolucji. A tu proszę, już 150 lat po Darwinie przetrawili tę nowinkę tak dobrze, że stała się dla nich młotem na czarownice.

A jest to subtelniejszy młot, bo gdyby konserwatysta chciał coś tłumaczyć „zamysłem Bożym”, to ludzie by powiedzieli: „E tam, skąd ty wiesz, co Bóg myśli, a w ogóle to ja np. nie wierzę w Boga”. A teraz – uuu... nie powiedzą przecież: „Ja nie wierzę w ewolucję”...!


Zauważmy, że „psychologia ewolucyjna” zajmuje się właśnie tymi sprawami, które są przedmiotem największych społecznych przemian. Są to: pozycja kobiet w społeczeństwie i obyczaje seksualne kobiet. A im bardziej coś się zmienia na naszych oczach, tym bardziej konserwatyści starają się udowodnić, że to jest niezmienne.

Robią to mówiąc: „Nie możecie tego zmieniać, bo jest to porządek na wieki wieków stworzony przez ewolucję!”. Może przetłumaczę, co stoi za tym stwierdzeniem: „Jeśli robicie coś, czego ewolucja nie przewidziała, to dokonujecie herezji przeciwko naturze!”.

Myślę, że już dostatecznie głęboko rozgrzebałam pokłady myśli konserwatywnej, żeby czytelnicy zauważyli, jakie nonsensy przezierają z ich dna. Przecież jasne jest, że cywilizacja z powodzeniem działa przeciwko naturze – ewolucja nie przewidziała ratowania wcześniaków, leczenia chorych, podróży inaczej niż na własnych nogach etc. Ale powiedzieć komuś: „robisz coś wbrew naturze!” jest wciąż silnym emocjonalnym batem na ludzi. Dlaczego? Bo z tyłu głowy ludzie tłumaczą to sobie: „jesteś nienormalny!”. To jest milczące utożsamienie: „natura = normalność = to, co robi większość społeczeństwa”. Ale to nie ma nic wspólnego z przyrodą.

czwartek, 30 sierpnia 2012, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Prekaryzacja informatyki: Co z kobietami? Co z fizykami?

    Jakub Chabik, informatyk i doktor zarządzania, człowiek z przemysłu informatycznego, pisze w Krytyce Politycznej o nadchodzącym upadku zawodu informatyka . Naty

  • Przyrodzona odpowiedzialność

    Godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązkó

  • Czy #jateż to rozwadnianie problemu?

    Wielu mężczyzn i niektóre kobiety piszą, że akcja #metoo / #jateż rozwadnia problem molestowania. Ich zdaniem w mediach społecznościowych pojawiła się rzekomo l

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/08/30 13:11:24
Co do grup zajmujących się wychowaniem dzieci, w paru nieidentycznych wariantach jest to prawdą wśród Indian z Brazylii. Dziecko ma społeczność cioć (z których jedna jest matką) i wujków (wśród których jest ojciec). W niektórych społecznościach wszyscy mieszkają razem (wspólna chata: maloca), kiedy indziej kobiety osobno.

Szkoda, że tłumy misjonarzy protestanckich i katolickich walczących o dostęp do Indian, by ich poinformować o rodzinie prawdziwego Boga mniej interesują się strukturą ich realnych rodzin - a obserwowanie ich bezpośrednio zaprzecza naukom o rodzinie i jej powinnościach, zawartym w Biblii. Ani nie ma tam zależności kobiety od męskiej głowy rodziny, ani dyscyplinowania dzieci, ani pełnej monogamii itd. itp. Całe szczęście, że był tam też jakiś niemisjonarz, Claude Lévi-Strauss, choć wiele się robi, by nie zwracać uwagi na to co on wypisywał.
-
2012/08/30 14:26:03
Moim zdaniem jest to walka z wiatrakami, dyskutować ze zwolennikami "psychologii ewolucyjnej" na zasadzie obalania każdego ich argumentu z osobna.

Ja im zasunę z bonobo, to oni mnie z szympansa zwyczajnego. Ty im z Levi-Straussa, to oni tobie z kogoś tam innego. Szkoda energii.

Sensowne jest jedynie wejście na wyższy poziom i zdemaskowanie - nie jednego argumentu - lecz całego kierunku argumentacji. Wielu skądinąd inteligentnych blogerów, zauważyłam, w swoich polemikach skupia się na poszczególnych argumentach, zamiast zwrócić uwagę, czemu one w ogóle służą.

Należy przywrócić właściwą perspektywę i spytać: po co?

Po co "psycholodzy ewolucyjni" w ogóle używają swoich argumentów? Co tak naprawdę chcą udowodnić? I do czego ten dowód ma być przydatny? To dziwne, że żaden dziennikarz w tym mnóstwie wywiadów z jakimiś profesorami od "psychologii ewolucyjnej" nie zadał takiego pytania.

Bo ciekawa jestem, czy taki profesor sam wie, po co to wszystko?
Bardzo być może, że zapytany sam nie wiedziałby, co odpowiedzieć...
Zadziwia mnie, jak wszyscy - i psycholodzy ewolucyjni, i ich polemiści - potrafią dyskutować o rzeczy, która w ogóle nie została na głos wypowiedziana. A jednocześnie wszyscy właściwie podskórnie czują, że jest to gra, i do jakich bramek. Bo przecież argumenty polemistów nie bez przyczyny kręcą się wokół spraw feminizmu. Ale z niezrozumiałych powodów nikt nie zwerbalizował, po co komu "psychologia ewolucyjna" i po co z nią polemizować.
-
Gość: DK, *.aster.pl
2012/08/30 15:37:15
A moim zdaniem pani nie ma pojęcia o temacie. To nie psychologia jest w służbie konserwatystów, ale różne pseudopopularnonaukowe artykuliki, które gmatwają sens badań. A poza tym jak może być w służbie konserwatyzmu założeń, że nie istnieje monogamia, zdrada jest naturalna, kobieca też, a kobieta nie jest niewinnym aniołem.
Błąd nr 1 - przykład o Flinstonach po prostu głupi. Założenia psychologii ewolucyjnej są zupełne inne. W prehistorii mężczyźni zajmowali się myślistwem, a kobiety zbieractwem. Zmiana nastąpiła podczas rewolucji neolitycznej, gdzie mężczyzna pracował z pługiem w polu, a kobieta zajmowała się gospodarstwem. Błąd nr 2. To skąd wzięło się wyrażenie wyjść za mąż ? W wielu kulturach kobieta przeprowadza się do męża. Np. w dawnych Chinach córka była "gorszym" dzieckiem, bo należało dać jej posag i odchodziła służyć nowej rodzinie, zamiast zajmować starymi rodzicami.
P.E. korzysta z analogii do małp człekokształtnych, ale wszystkich. Szympansy Pan nie są uprzywilejowane.
-
2012/08/30 16:22:34
@DK
Halo! Proszę o czytanie ze zrozumieniem!
Ja tutaj nie piszę o psychologii ewolucyjnej, lecz o "psychologii ewolucyjnej". "Psychologia ewolucyjna" jest w moim rozumieniu dokładnie tym, o czym piszesz: różne pseudopopularnonaukowe artykuliki, które gmatwają sens badań.

W prehistorii mężczyźni zajmowali się myślistwem, a kobiety zbieractwem.
No i załóżmy, że tak było. To nie oznacza, że żyli w rodzinach nuklearnych jak w Ameryce lat 50. Mogli żyć w dużych gromadach, i zdaje się że tak najczęściej bywało.

Zmiana nastąpiła podczas rewolucji neolitycznej, gdzie mężczyzna pracował z pługiem w polu, a kobieta zajmowała się gospodarstwem.
No i nadal zgoda. Tylko co chcesz przez to powiedzieć? Że kobiety stały się genetycznie monogamiczne dopiero po rewolucji neolitycznej? A skąd to wiadomo? Żeby doszło do takiej zmiany genetycznej, musiałaby być presja selekcyjna. Czyli kobieta niemonogamiczna musiałaby być przez przyrodę "ukarana" mniejszą szansą na przetrwanie potomstwa. Rewolucja agrarna niekoniecznie musiała oznaczać taką presję.

Bo na czym ta presja miałaby polegać? Że mężczyźni masowo zabijali nieswoje dzieci? Że masowo zabijali niewierne partnerki lub opuszczali je doprowadzając do śmierci ich dzieci? Ale przecież skoki w bok mają to do siebie, że można je przeprowadzić bez wiedzy partnera, a rozpoznać po dziecku, że nie jest nasze - to do dziś jest niezwykle trudne dla mężczyzny...

W skali ewolucyjnej neolit był bardzo niedawno. Gdzieś tak 10 tys. lat temu. Oczywiście jest możliwe spowodowanie nawet jeszcze szybszych zmian genetycznych, ale im szybsze, tym silniejsza musi być presja selekcyjna. Czy tu była aż tak szczególnie silna? Jeśli tak, to w ludach, które nie przeszły rewolucji neolitycznej genu monogamii by nie było. Trzeba by więc znaleźć potomków grup zbieracko-łowieckich, które przetrwały prawie do naszych czasów - np. Indian amerykańskich - i sprawdzić, czy ich kobiety, żyjąc już we współczesnej kulturze, mają większą skłonność do poligamii? To byłby jakiś tam test hipotezy, że rewolucja neolityczna wprowadziła presję selekcyjną na monogamię u kobiet.

A w ogóle, to zdaje mi się, że wprowadzanie kolejnych rewolucji technologicznych właśnie osłabia presję selekcyjną. Bo po prostu powoduje, że więcej potomków ma szanse przeżyć. A to by oznaczało, że są szanse, iż zdobycze cywilizacji konserwują cechy genetyczne nabyte przed ich wprowadzeniem. Tu się nie będę upierać, bo wiem, że istnieją też cechy, które najwyraźniej wyewoluowały wraz ze zdobyczami cywilizacji - jak tolerancja laktozy przez całe życie, a nie tylko w niemowlęctwie. Ale nie wiem, czy takich cech jest dużo. Jeśli nie ma silnej presji selekcyjnej, dana cecha nie jest szczególnie istotna dla przetrwania i przekazania genów potomstwu, to ta cecha po prostu sobie pozostaje w swojej archaicznej formie.
-
2012/08/30 16:37:34
P.S. Jeszcze jedną cechą, o jakiej wiem, która wyewoluowała pod wpływem cywilizacji, jest odporność na różne choroby (ludzkie - z powodu życia w większych skupiskach) i odzwierzęce (z powodu styczności ze zwierzętami hodowlanymi). Tutaj jest jasne, że presja selekcyjna była duża.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2012/08/30 21:24:30
Mam wrażenie, że się zaplątałaś. Każda nauka, więc i psychologia ewolucyjna próbuje odpowiadać na pytania. Tu psychologia ewolucyjna odpowiedziała, posiłkując się własnymi narzędziami najlepiej jak umiała. Nikt Ci nie zabrania dać lepszej odpowiedzi. Bardziej przekonującej, lepiej udokumentowanej, opartej na szerszych obserwacjach. Dopóki jednak takiej odpowiedzi nie dasz, to dlaczego ktokolwiek ma się przejmować Twoją niewiarą w odpowiedź psychologów ewolucyjnych ?

Swoją drogą moim zdaniem najlepszym uzasadnieniem monogamii jest epidemiologia i wenerologia. Łatwo zauważyć, że monogamia kobiet wcale taka powszechna nie jest. Monogamia na polskiej wsi jest bardzo świeżej daty, jeszcze w 19w ta panna miała największe powodzenie, która mogła najwięcej pasierbów mężowi przywieść. Dopiero przeludnienie w 19w spowodowało, że wartość pasierba jako siły roboczej spadła, ale przecie nie wszędzie. W górach turysta nocując u gazdów na miłą niespodziankę w postaci córeczki gospodarzy pod pierzyną mógł liczyć jeszcze marne pół wieku temu. Na Słowacji jeszcze dłużej. Zresztą "Kamień na kamieniu" Myśliwskiego o podobnych praktykach ze szKielecczyzny dość dokładnie choć ogródkami mówi. A Arkady Fiedler opisywał podobne obyczaje na Madagaskarze czy Brazylii. W małych skupiskach ludzkich choroby weneryczne same wygasają, a z drugiej strony nikła pula genetyczna każe chronić się przed chorobami genetycznymi rozwiązłością.
Z drugiej strony faktem jest prastary egipski obyczaj zaszywania warg sromowych dziewczynkom. Oraz jego odmiany w postaci wycinania, przyżegania i tym podobnych okrutnych praktyk wymuszania monogamii, znanych z krain o najdłuższych tradycjach cywilizacyjnych. Jedyne co dobrze tłumaczy bardzo swobodny stosunek do seksu wśród polskich wieśniaczek sprzed wieku przy jednocześnie okrutnie rygorystycznym wśród Egipcjan i ich cywilizacyjnych potomków, jest fakt że w dużych skupiskach ludzkich choroby weneryczne szerzą się jak pożar. I jak najbardziej, większość chorób wenerycznych nie tyle zabija, co upośledza płodność. Chlamydia, brodawczaki, grzybice etc nawet w epoce przedantybiotykowej dawały co prawda żyć, ale bardzo skutecznie wyrzucały z puli genetycznej panie o nazbyt wybujałym temperamencie. Nakazy cywilizacji tylko ową zależność naśladują.
-
2012/08/30 21:29:05
@anuszka
dziękuję za dobrą notkę
@dk
"mężczyźni zajmowali się myślistwem etc."
To pogląd dość przestarzały i kontrowersyjny, na początku chyba byliśmy raczej zjadani niż byliśmy polującą "koroną stworzenia". Mężczyźni raczej byli do tego, żeby dać się zjeść broniąc grupy niż by polować. Hipotezę taką po polsku znaleźć u Barbary Ehrenreich w "Rytuałach wojny" albo po ang. w książce: www.amazon.com/Man-Hunted-Primates-Predators-Evolution/dp/0813339367
-
2012/08/30 22:06:19
Za rzadko Anuszko mam przyjemność zapromować jako pierwszy Twoją notkę na liiil. Bowiem za rzadko piszesz. Pisanie może zmienić Świat.. .Działanie tym bardziej. Tylko tyle na razie.
-
pfg
2012/08/31 00:17:14
E, kiepski ten argument w "Błędzie 1". Pomijając domniemaną funkcję ideologiczną, jaką "psychologia ewolucyjna" ma pełnić, stosowanie niesprawdzonych przesłanek jest poprawną zasadą metodologiczną. Mianowicie, jeśli poprawne rozumowanie wychodzące z niesprawdzonych przesłanek doprowadzi do wniosków zgodnych ze stanem faktycznym, świadczy to o prawdziwości przyjętych przesłanek. Jeśli szereg takich rozumowań - wychodzących z wewnętrznie spójnego zbioru przesłanek - poprawnie opisuje różne elementy rzeczywistości, nie prowadzi do żadnych wniosków sprzecznych z doświadczeniem, a tym bardziej, gdy dodatkowo można w ten sposób prawidłowo przewidzieć wyniki przyszłych doświadczeń, uważa się to za silny dowód poprawności owych przesłanek. To jest stara, biblijna zasada "po owocach poznacie go", a zarazem metodologiczna podstawa współczesnej fizyki :-) Mam tu o bozonie Higgsa opowiadać czy co? Tak więc ten zarzut jest chybiony. Już raczej same rozumowania "psychologów ewolucyjnych" są niepoprawne.

Zarzut w "Błędzie 2" jest za to celny. Jak napisałem wyżej, zbiór przesłanek musi być wewnętrznie spójny. Nie można raz brać czegoś, drugi raz czegoś innego, sprzecznego z tym pierwszym.

Nawiasem mówiąc, skoro zachowania seksualne szympansów (Pan) są inne od zachowań seksualnych bonobo, cóż dziwnego w tym, że zachowania seksualne Homo są jeszcze inne?
-
2012/08/31 01:04:02
W prehistorii mężczyźni zajmowali się myślistwem, a kobiety zbieractwem.

No tylko że to jest nieweryfikowalna przesłanka - że tak uprzejmie nazwę ssanie z konserwatywnego brudnego palucha. Nie ma na ten temat cienia dowodu. Sa wyłacznie fantazje panów mizoginów o Men the Hunters na sawannach.
-
2012/08/31 10:34:37
@pfg

Coś mi nie gra w twoim zarzucie. Niech się zastanowię.

Po pierwsze, jak sam mówisz, potrzebny jest zbiór spójnych przesłanek. Jak widać po zjawisku, które określiłam jako "błąd 2", "psycholodzy ewolucyjni" nie dysponują zbiorem spójnych przesłanek. Zresztą to już sam stwierdziłeś.

Po drugie, jak mówisz, gdy ze zbioru spójnych przesłanek wynika to, co obserwujemy w rzeczywistości, to można stwierdzić, że przesłanki były prawdziwe. Problematyczna jest ta "rzeczywistość". Bo tak się właśnie składa, że "psychologia ewolucyjna" zajmuje się rzeczywistością przemijającą na naszych oczach. Kobiety dotychczas były bardziej monogamiczne od mężczyzn, ale obecnie stają się coraz mniej monogamiczne. Sto lat temu "psycholog ewolucyjny" mógłby na tej zasadzie udowadniać, że kobiety są niezdolne do studiów wyższych. I bodajże tacy "psycholodzy ewolucyjni" wówczas bywali. Przyjmowali za niezmienną rzeczywistość to, co lokalnie widzieli w określonej chwili i miejscu.

Po trzecie, moim zdaniem w jest możliwe mieć dwa rozłączne zbiory spójnych przesłanek, które mogłyby wyjaśniać to samo zjawisko obserwowane przez nas.

Ja sobie przypominam, jak w liceum przeczytałam "Meteorologikę" Arystotelesa. Było tam np. wyjaśnienie bodajże powstawania chmur czy coś w tym rodzaju. I uderzyło mnie to, że Filozof podał całkiem spójne logicznie wyjaśnienie zjawiska - tylko że z poziomu mojej wiedzy o świecie widać było, że jest ono błędne. Ale za czasów Arystotelesa, gdy ludzie nie wiedzieli o budowie Wszechświata tego co ja, musiało ono być zupełnie przekonujące. Było ono oparte na niesprawdzonych przesłankach - coś tam o nagrzewaniu się sfer niebieskich poprzez tarcie itp (sorry, to było dawno i nie pamiętam szczegółów). Przesłankami było istnienie sfer niebieskich i ich określona mechanika. Gdybym ja w czasach Arystotelesa podała nasze współczesne wyjaśnienie, to byłoby ono dla ówczesnych ludzi oparte na równie niesprawdzalnych przesłankach. Bo różne prawa fizyki były dla nich wówczas jeszcze nieznane.
-
2012/08/31 10:50:25
@pfg

Aaa! Dzięki za tę polemikę, bo rozjaśniła mi się ważna rzecz.

Cała przewrotność "psychologii ewolucyjnej" polega na subtelnym mieszaniu wyjaśnianego z wyjaśnianym. Czyli nie jest ustalone, na jakie dokładnie pytanie "psychologia ewolucyjna" odpowiada.

Wyjaśnię to na przykładzie. Gdy "psycholog ewolucyjny" mówi o monogamii kobiet, to nie wiadomo, czy on odpowiada na pytanie:

1. "Dlaczego kobiety są bardziej monogamiczne od mężczyzn?" (ciche założenie: zawsze są)...

2. czy też na pytanie: "Czy kobiety są bardziej monogamiczne od mężczyzn?" (nie ma założenia, że zawsze - zakładamy, że mogą być lub nie być w zależności od warunków, i chcemy dopiero wiedzieć, czy te warunki spełnione są zawsze).

I teraz tak:

Najpierw "psycholog ewolucyjny" mówi tak jak ty, pfg: jeśli z przesłanek wynika rzeczywistość, to przesłanki są słuszne. Więc bierze wersję pytania nr 1. gdzie obserwowaną "rzeczywistość" bierze za pewnik i w ten sposób sobie zapewnia prawdziwość przesłanek.

Następnie "psycholog ewolucyjny" (to się często pojawia w mediach, a już nagminnie w dyskusjach internautów) cichcem przechodzi do wersji pytania nr 2. Wówczas wykorzystuje to jako argument w dyskusjach o obserwowanych zmianach w obyczajowości: "To niemożliwe, żeby kobiety stały się bardziej poligamiczne od mężczyzn, bo z moich słusznych przesłanek wynika, że kobiety muszą być bardziej monogamiczne."
-
2012/08/31 11:35:45
Racja anuszka - na podstawie badań trudno chyba wysnuć jednoznaczne wnioski - wykorzystuje się więc "naukę" aby udowodnić, to co się akurat komuś podoba:)

Śmieszy mnie i wkurza pseudonaukowe udowadnianie, że kobiety są bardziej monogamiczne od mężczyzn.
Z punktu widzienia biologii - gatunek jest taki albo taki i NIE jest możliwe, aby samice miały inaczej niż samce!
Co innego, gdy dodamy wpływ kultury. Wtedy wszystko może się zdarzyć:) Kobiety mają niższą pozycje społeczną - a więc są uważane za mniej wartościowe (jako osoby) i mają mniej zasobów materialnych. Jest też kwestia ocen moralnych - ich zdrady są oceniane ostrzej. W tej sytuacji trudniej im zmieniać partnerów, a więc są "bardziej monogamiczne". Widać to wyraźnie w przypadku celebrytek - one są bardziej cenione i bogatsze więc już takie monogamiczne nie są:))

Ja akurat czytałam (chyba Maciej Gdula o tym pisał) że ludzie pierwotni żyli w grupach - kobiet i mężczyzn.
Według mnie, rodzina powstała wraz z patriarchatem - żona była własnością męża (tak jak dom, ziemia, dzieci i w ogóle wszystko), był panem jej życia i śmierci. Monogamia była tylko dla kobiet - miały być wierne panu, a mężczyźni mieli większą swobodę (delikatnie mówiąc:) Obecnie takie wyjaśnienie nie jest do przyjęcia, więc szuka się innego - "naturalnego" (nawiasem mówiąc co to znaczy?), naukowego (?!) itp...

Śmieszna jest ta dyskusja o partnerach Polek w UK. Wygląda na urażoną dumę - jak to - my (polscy mężczyźni) jesteśmy najwspanialsi i nie chcą nas?!!
Według mnie wyjaśnienie znowu leży po stronie pozycji społecznej - kobiety w Polsce mają na tyle niską, że są bardziej ambitne, bardziej się starają bo wiedzą, że im nic (kariera, pieniądze) samo z nieba nie spadnie. Żaden kolega ich nie poprze:) Walka o przetrwanie człowieka hartuje:)
-
2012/08/31 11:43:07
Po co? Odpowiedź jest prosta - aby bronić przywilejów jednej płci. Tylko tyle i aż tyle:)
-
2012/08/31 11:44:21
Oczywiście słusznie zauważyłaś, że w tak samo "udowadniano", że kobiety nie nadają się do nauki, pracy, polityki, na kierownicze stanowiska itp. itd.
-
2012/08/31 14:07:22
@zmeczon
Miałam nie dyskutować z poszczególnymi argumentami "psychologii ewolucyjnej", ale znów nie mogę się powstrzymać. To chyba próżność, chęć popisania się sprawnością intelektu. ;-)

Jeśli twój wywód miał bronić koncepcji genetycznej monogamii, to nie trzyma się on kupy z kilku powodów:

Załóżmy na chwilę, że istnieje "gen wierności" i "gen niewierności".

1. Gdyby chodziło o choroby weneryczne, to gen monogamii pojawiłby się zarówno u mężczyzn jak i u kobiet. Przecież obie płcie się zarażają. Zarażony mężczyzna zaraża partnerkę, w wyniku czego obniża jej płodność, ergo może mieć z nią mniej dzieci.

2. Przykład zaszywania Egipcjanek. Zaszywanie jest działaniem antyewolucyjnym! Ewolucja działałaby tak: Wszystkim genetycznie niewiernym należy dać sczeznąć, a ostaną się tylko te z genem wierności. Natomiast zdobycz cywilizacji, jaką jest zaszywanie, pozwala właśnie zakonserwować gen niewierności: Zaszywa się te genetycznie niewierne, a więc i one będą przekazywały swoje geny potomstwu. Gdyby Egipcjanki były genetycznie wierne, to nie byłoby potrzeby ich zaszywać.

3. Przykład z góralkami: Jeśli ich poligamia wynika z genów, i jeśli ona działała nawet dłużej niż do lat 50. XX wieku, to góralki po przeprowadzeniu się do miasta będą bardziej puszczalskie od miastowych, tak?
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2012/08/31 15:42:51
1. Ciężko się popisać sprawnością intelektu próbując ignorować najbardziej podstawowe fakty. Choroby weneryczne inaczej działają na płodność mężczyzny, a inaczej na kobiety. Mężczyzna choćby skisł to nie poroni zakażony chlamydiami. A to się do statystyk niepłodności nie zalicza, choć na pulę genów ewidentnie wpływa.
2. Zgadza się. Zaszywanie jest działaniem antyewolucyjnym. Tak właśnie działa cywilizacja/kultura walcząca z ewolucją. Tym się różni człowiek od zwierza, że potrafi rozumem ogarnąć jakiś fragment rzeczywistości, wyciągnąć wnioski i zachowywać się wg nich, a nie tylko wg instynktów. Cywilizacja Egiptu zauważyła prawidłowość - puszczalskie=mniej płodne i podjęła środki zaradcze na miarę tamtych czasów i tamtych okoliczności. Aby zrozumieć i wyjaśnić działania antyewolucyjne, trzeba więc zrozumieć ewolucję. Po to przytoczyłem ten przykład.
3. W polskich miastach w zasadzie nie ma mieszczan żyjących tam od kilkunastu pokoleń. Więc nie sądzę by dało się wyekstrahować jakieś dobre obiekty do badań statystycznych. Trzeba by było użyć metod bardziej okrężnych, pracochłonnych i co najgorsze bardzo podatnych na zlekceważenie przez popisujących się intelektem ignorantów.
-
2012/08/31 17:03:02
@zmeczon
Ciężko się popisać sprawnością intelektu próbując ignorować najbardziej podstawowe fakty. Choroby weneryczne inaczej działają na płodność mężczyzny, a inaczej na kobiety. Mężczyzna choćby skisł to nie poroni zakażony chlamydiami. A to się do statystyk niepłodności nie zalicza, choć na pulę genów ewidentnie wpływa.

To ty ignorujesz podstawowy fakt, że do przekazania genów mężczyzny potrzebna jest kobieta. Mężczyzna zarażony chlamydiami zaraża partnerkę, a wówczas ta może poronić ich wspólne potomstwo, ergo nie przekazać jego genów.
-
Gość: zmęczon, *.xdsl.centertel.pl
2012/08/31 19:21:14
Nie ignoruję go, tylko że wiem na przykład, że to trochę bardziej skomplikowane. Zakazony facet może mieć dzieci z inną kobietą, u której zakażenie przebiegnie inaczej. Kobieta u której chlamydia wywołały bezpłodność już nie urodzi.
Ale to jest naprawdę tylko drobny przykładzik. Ja akurat miałem wykłady z mikrobiologii prowadzone przez panią profesor która na chorobach wenerycznych zęby zjadła i poświęciła im kilkakrotnie więcej czasu niż to plan przewidywał. Większość jej zawodowego życia to czasy tryumfu antybiotyków, gdy wydawało się że uda się choroby weneryczne wyeliminować. Nie udało się, ale entuzjazm w niej pozostał. W każdym bądź razie opowiadała o takich nietypowych przypadkach jak zakażenie pochwy klebsiellą. To powoduje taki straszliwy smród z pochwy, że nawet najtwardszy facet nie da rady. Kobieta zakażona w ten sposób w erze przedantybiotykowej była wyeliminowana z rozrodu, facet który ją jakoś zaraził zaś jakoś nie. itp itd
-
2012/08/31 19:46:04
Pytanie: czy 'psychologia ewolucyjna' jest z natury konserwatywna, czy została przez konserwatyzm zawłaszczona, czy wreszcie -- wynika z wpływów mediów konserwatywnych na media polskie.
Bo, że istnieje "psychologia ewolucyjna" w cudzysłowie, to niestety widziałem... Są wyjaśnienia, które brzmią wiarygodnie, są i takie, które wyglądają na naciągane. Są wreszcie mocno zideologizowania autorzy. (Nawiasem mówiąc, to bym powiedział, że najbardziej mi znany autor "ideolo" podaje się za libertarianina, a nie konserwatystę. Ale w jego wykonaniu to na jedno wychodzi.)
-
2012/08/31 20:30:26
@pak4
Moim zdaniem polskie media same tego nie tworzą, tylko zrzynają z mediów zachodnich. Same w ogóle mało co oryginalnego tworzą. Inne tematy zrzynają, więc zrzynają i to. W angielskojęzycznym internecie też jest dużo krytyki tej medialnej "psychologii ewolucyjnej". Natomiast co do poważnych badań z psychologii ewolucyjnej - nie wiem. Nie czytałam czytałam oryginalnych artykułów na tyle aby orientować się w tej dziedzinie, więc trudno mi się wypowiedzieć.

Przeglądam regularnie wielodyscyplinarne czasopisma naukowe z najwyższych półek: Nature, Science, PNAS. W Nature i Science nie bardzo przypominam sobie artykułów zahaczających o tę tematykę. Skoro jest ich tam tak mało, to może wskazuje na nieufność środowiska naukowego wobec tych badań. A może jest to dziedzina bardziej społeczna niż przyrodnicza, i dlatego takich publikacji tam brakuje. Jednak, hm, jeśli mają to być poważne badania oparte na ewolucji, to powinny być jak najbardziej przyrodnicze...

W PNAS, które jest o półkę niżej niż tamte, rzucają mi się czasem w oczy artykuły - może nie tyle z psychologii ewolucyjnej, co poruszające tematykę: "mężczyźni vs. kobiety", "osobniki żeńskie vs. męskie", "monogamia vs. poligamia". Odnoszę wrażenie, że tego typu tematyka jest modna. Bo te rzeczy obecnie są interesujące dla społeczeństwa, więc takie badanie można dobrze rozreklamować, dostać na nie więcej pieniędzy. A czy jest jakiś kulturowy bias w interpretacji wyników tych badań, czy też w sposobie stawiania hipotez? Nie wiem, czasem miałam odrobinkę takie odczucie. Ale w tej chwili nie potrafię podać przykładu.

Trzeba by to sprawdzić, ale może się okazać, że publikacje z psychologii ewolucyjnej wychodzą w czasopismach nastawionych bardziej na psychologię niż na ewolucję? Ale gdyby tak było, to oznaczałoby mniejszą kompetencję autorów w dziedzinie nauk przyrodniczych? Nie wiem, tak tylko spekuluję.
-
pfg
2012/08/31 22:36:19
@kobietawkryzysie

Z punktu widzienia biologii - gatunek jest taki albo taki i NIE jest możliwe, aby samice miały inaczej niż samce!

To zdanie jest niezwykle łatwo sfalsyfikować na gruncie empirycznym. Obawiam się, że ty próbujesz zwalczać jedną ideologię za pomocą drugiej, także udając przy tym, że posługujesz się argumentami naukowymi.

@anuszka - we wszystkich tych "wyjaśnieniach" ludzkiej seksualności za pomocą psychologii ewolucyjnej tkwi jeszcze jeden błąd, inny, choć powiązany z tym, o czym ty pisałaś. Otóż wyjaśnienia starają się odnieść do wspólnot zbieracko-łowieckich sprzed rewolucji neolitycznej, czyli do domniemanej sytuacji na Bliskim Wschodzie kilkanaście tysięcy lat temu. Dlaczego? Bo to sobie jakoś umiemy wyobrazić, a przynajmniej tak nam się wydaje. Tymczasem
1) Wspólnoty zbieracko-łowieckie bywają bardzo różne, jak na przykład wspominane tu przez andsola (a opisane przez Levi-Staussa) wspólnoty amazońskie czy opisani przez Malinowskiego Triobrandczycy
2) Gatunek ludzki biologicznie powstał ~150 tys. lat temu (choć wybuch superwulkanu Toba 75 tys. lat temu wywarł potężną presję ewolucyjną, a jak być może wynika z bardzo pośrednich dowodów, mutacja umożliwiająca rozwój mowy zaszła dopiero ~40 tys. lat temu; w każdym razie jest taka hipoteza), więc skoro mamy czynić uzasadnienia *ewolucyjne*, powinniśmy odwoływać się do okresu kształtowania się gatunku, a może nawet gatunków poprzednich? Odwołania do Pan i bonobo w gruncie rzeczy oznaczają odwołania do naszego wspólnego przodka, który żyłi kiedy, 4 mln. lat temu? Dawniej? Wspólnot zbieracko-łowieckich w stylu neolitycznym na pewno wtedy nie było, yabba dabba doo!
-
2012/08/31 22:49:22
@anuszka: czy jest jakiś kulturowy bias w interpretacji wyników

Nie do końca trafnie w tematyce kulturowego obciążenia, ale ogólnoludzkiego (cokolwiek to znaczy) już tak:
rsbl.royalsocietypublishing.org/content/early/2012/07/23/rsbl.2012.0554
W miarę świeża sprawa.
-
2012/08/31 23:15:12
@zmeczon:
a)najlepszym uzasadnieniem monogamii jest epidemiologia i wenerologia. [...] Chlamydia, brodawczaki, grzybice [...] skutecznie wyrzucały z puli genetycznej panie o nazbyt wybujałym temperamencie. Nakazy cywilizacji tylko ową zależność naśladują.
b) W małych skupiskach ludzkich choroby weneryczne same wygasają, a z drugiej strony nikła pula genetyczna każe chronić się przed chorobami genetycznymi rozwiązłością.
c) Z drugiej strony faktem jest prastary egipski obyczaj zaszywania warg sromowych dziewczynkom. [...] co dobrze tłumaczy [...] fakt że w dużych skupiskach ludzkich choroby weneryczne szerzą się jak pożar.
d) Zaszywanie jest działaniem antyewolucyjnym.

Z c) i d) wynika, że choroby weneryczne tworzyły presję selekcyjną w dużych skupiskach ludzkich, ale paradoksalnie w niektórych kulturach powstały wzorce antyewolucyjne. Tzn. że dzięki nim "geny poligamiczne" mogły się przechować.
Z b) wynika, że w małych skupiskach geny takie mogły się przechować, bo nie było presji.

Mam zatem wrażenie, że Twoja wypowiedź dot. dużych skupisk jest dobrym argumentem na powstanie monogamicznych wzorców kulturowych (a).
Natomiast w zestawieniu z pozostałymi przytoczonymi kwestiami wskazuje raczej na prawdopodobny mechanizm zachowania poligamicznego wzorca genetycznego.

Czy to poprawne wnioski? Możesz się jakoś do tego odnieść?
-
2012/08/31 23:18:52
Co do powyższego - byłaby to ironia losu, bo ludzkość sama zastawiła sobie, nazwijmy to, moralną pułapkę przez to, że zareagowała szybciej niż ewolucja... Haha, sorry za spam, Anuszko, ale właśnie strasznie mnie ta myśl rozbawiła :D
-
2012/08/31 23:20:32
@pfg
Wyjaśnij mi, bo tu czegos nie rozumiem. Gatunek ludzki powstał 150 tys. lat temu, ale mutacja umożliwiająca mowę dopiero 40 tys. lat temu. Więc jak ona objęła cały gatunek? Pewnie geny niemych zostały wyeliminowane z puli. Zatem to juz nie jest taki sam gatunek jak 150 tys. lat temu, gdyż pod względem pewnego genu zupełnie się zmienił.

Zatem ewolucja działała również wtedy, nie tylko w czasach, jak mówisz, kształtowania się gatunku, czyli odgałęziania się od innych. Czyli uzasadnień ewolucyjnych można szukać też w nowszych czasach.

Ale tym gorzej dla "psychologii ewolucyjnej". Bo skoro powołuje się ona raz na wspólnotę z małpami (geny sprzed 4 mln lat), a raz na rewolucję neolityczną (geny sprzed 10 tys. lat), to powinna bardzo dokładnie wiedzieć, które geny jakim zachowaniem sterują i jak one są stare. A tego nie wie.
-
2012/08/31 23:28:50
@jirme-jahu
...I dlatego religie nakazujące kamienować cudzołożników działają ewolucyjnie poprawnie. Gdyby wprowadzić je konsekwentnie dla całej ludzkości, to po paru pokoleniach wyprodukowano by genetycznych świętych. Genetycznie niezdolnych do cudzołóstwa...
-
pfg
2012/09/01 20:56:22
@anuszka

wyprodukowano by genetycznych świętych

Mówimy tu co najwyżej o mikroewolucji. Geny, które - jak się wydaje - są wypierane na skutek presji środowiskowej, nie zostają całkowicie wyeliminowane, mimo wszystko pozostają w puli i gdy presja środowiskowa ustaje, w kolejnych pokoleniach znów się ujawniają. Mnóstwo takich dobrze udokumentowanych przypadków zostało opisanych. A w interesującym nas przypadku wszystko to zachodzi przy niezwykle silnym założeniu, że w ogóle istnieje jakiś gen promiskuityzmu/monogamii. Tymczasem, kto wie, może z genami nie ma to wiele wspólnego, ale mamy presję kulturową wymuszającą jakieś zachowania. Jasne, przyjęcie (odrzucenie) tych zachowań może zwiększyć (zmniejszyć) szanse przekazania swoich genów dalej, ale to jednak nie znaczy, że owe zachowania są uwarunkowane *genetycznie*. Może mamy tu raczej nie rywalizację genów, ale memów, że posłużę się terminologią Dawkinsa z czasów, gdy dało się go jeszcze czytać? I tak oto doszliśmy do wielce niekonkluzywnego sporu "geny czy wychowanie" :-)

Uwaga do mutacji sprzed 40 tys. lat jest zasadna. Nie wiem, co odpowiedzieć, ale to nie jest moja teoria. Ja to tylko w gazetach czytałem.

I jeszcze wracając do dyskusji metodologicznej:

moim zdaniem w jest możliwe mieć dwa rozłączne zbiory spójnych przesłanek, które mogłyby wyjaśniać to samo zjawisko obserwowane przez nas

Wielu ludziom wydaje się to dziwne, ale najwyraźniej tak właśnie jest. W fizyce przykładem kanonicznym jest opozycja "neokopenhaska mechanika kwantowa" vs "nielokalna teoria zmiennych ukrytych". Są to dwa bardzo różne zbiory przesłanek, a prowadzą do dokładnie takich samych przewidywań doświadczalnych, zresztą zgodnych z dotąd przeprowadzonymi eksperymentami. Wielu zdolnych ludzi próbowało wymyślić experimentum crucis rozróżniający te dwie teorie, ale jak dotąd bezskutecznie. I między innymi dlatego ja nie twierdzę, że fizyka opisuje rzeczywistość, a tylko że dostarcza modeli rzeczywistości.
-
pfg
2012/09/01 21:06:05
A, jeszcze to:

Zatem to juz nie jest taki sam gatunek jak 150 tys. lat temu, gdyż pod względem pewnego genu zupełnie się zmienił.

No, nie tak prosto. Definicja gatunku jest w istocie znacznie bardziej skomplikowana, niż się to wydaje - być może wśród biologów nie ma nawet jednej definicji gatunku, uwzględniającej wszystkie subtelności - ale "zupełna zmiana pod względem jednego genu" nie musi oznaczać powstania nowego gatunku. Na poziomie definicji licealnej, jeśli osobniki mogą dać płodne potomstwo, należą do tego samego gatunku. I teraz, istnieje pewna "choroba dziedziczna", a w związku z tym pewne nieliczne i izolowane populacje ludzi, którzy mają potworne trudności z opanowaniem mowy. Budowa krtani jest taka sama, jak u mówiących, ale pewien gen (wiadomo który) jest zmutowany (albo właśnie niezmutowany?!), więc ludzie ci nie radzą sobie z mową na poziomie mózgu. Ale mogą się krzyżować z mówiącymi (czego zresztą ani jedna, ani druga strona na ogół nie pragnie). Ja to też wiem z gazet, więc nie pytaj o szczegóły.
-
2012/09/01 22:11:16
@pfg
"zupełna zmiana pod względem jednego genu" nie musi oznaczać powstania nowego gatunku.

Toteż celowo napisałam: "nie taki sam gatunek", a nie: "nie ten sam gatunek". Gatunek pozostaje ten sam, lecz nie taki sam. Przykład takich zmian na skutek selekcji: pszenica w starożytności i dziś.
-
2012/09/03 10:09:14
To sfalsyfikuj - wskaż mi jeden gatunek w którym samice są monogoamiczne a samce poligamiczne (z kim?!:) albo na odwrót.
-
2012/09/03 10:14:27
anuszka - ewolucja musi trwać cały czas - bo z jakiego niby powodu ten proces (biologiczny jak rozumiem) miałby nagle stanąć? Bo osiagnęliśmy stan idealny?:)
-
2012/09/03 14:52:07
anuszka - ewolucja musi trwać cały czas - bo z jakiego niby powodu ten proces (biologiczny jak rozumiem) miałby nagle stanąć? Bo osiagnęliśmy stan idealny?:)

Twoje pytanie wskazuje, że nie do końca rozumiesz, jak działa ewolucja.

Co musi trwać cały czas, to pojawianie się przypadkowych mutacji.
Natomiast żeby trwała ewolucja, musi być selekcja - osobniki z pewną mutacją mają więcej potomstwa, osobniki bez tej mutacji mają potomstwa mniej.

W przypadku obecnej ludzkości ewolucja właściwie już przestaje działać. Z wyjątkiem najbiedniejszych obszarów Ziemi - np. epidemia HIV powoduje taką presję selekcyjną - przy umieralności na AIDS, jaka wciąż jest w Afryce, przewagę rozrodczą mają nieliczne osoby odporne na tego wirusa.

Natomiast w Europie ewolucja nie działa.
-
pfg
2012/09/03 17:12:56
@kobietawkryzysie - poczytaj sobie o kangurach, sarnach, muflonach, lwach czy w ogóle o większości zwierząt stadnych.
-
2012/09/04 08:30:48
"Natomiast w Europie ewolucja nie działa." - masz na myśli, że przewagę nad biologią zyskuje cywilizacja? Może to kwestia definicji pojęcia ewolucji, ale miałam na myśli to, że procesy biologiczne cały czas zachodzą. W ogóle mam wrażenie, że często zapominamy, że również biologia ma na nas wpływ.

-
2012/09/04 08:48:03
Coś słyszałam o tych zwierzętach:) Cóż, myślę że nasz światopogląd ma duży wpływ na ogląd i interpretację świata (jest to chyba nawet potwierdzone badaniami budowy mózgu).
-
2012/09/07 08:35:27
Czytałam, że gdy w stadzie jest dominujący samiec, inne samce mają utrudniony, albo żaden dostęp do samic. To je mobilizuje do rywalizacji i walki o pozycję. Samice mają dzięki temu najlepsze geny dla swojego potomstwa. Ciekawe, że jeśli mężczyźni się porównują to tylko z tzw. samcem alfa, a on jest w stadzie jeden:)
Gdyby stado zmieniło obyczaje i zaczęło łączyć się w pary, to kto by skorzystał?
Samce miałyby "demokratyczny" dostęp do samic. A samice byle jakie geny. Może nawet zaczęłyby rywalizować o co silniejszych samców?:)
-
2012/09/12 10:06:55
Po co wkładać tyle energii w wykreowanie tej czy innej tezy? Otóż po to, aby powiedzieć ludziom, że skoro Bozia tak dała ewolucja tak dała, to tak musi być. A więc jest to teza do szpiku kości konserwatywna. Co ciekawe, konserwatyści uważani są często za niechętnych teorii ewolucji. A tu proszę, już 150 lat po Darwinie przetrawili tę nowinkę tak dobrze, że stała się dla nich młotem na czarownice.

A tu z kolei się założenie udowodnione w małym stopniu, trochę na zasadzie "ponieważ mogę sobie wyobrazić takie jej zastosowanie, najpewniej do tego właśnie służy". Przy dużym uznaniu do podniesionych przez Ciebie argumentów natury naukowej i merytorycznej, ten zarzut wydaje mi się mało zasadny.

Argumentując z anegdot: większość osób zajmujących się psychologią ewolucyjną w moim otoczeniu (instytut psychologii, koło naukowe, poznani naukowcy) ma liberalne społecznie przekonania. Czytając publikacje naukowe z tej nie widzę śladów popełniania błędu naturalistycznego "na wejściu". Nie przeczę, że pojawia się "na wyjściu" - tym, co ludzie wynoszą z pisania o evo-psych. Sam często zmuszony jestem odpierać takie argumenty. Oczywiście sam potrafię podać kontrprzykład S. Kanazawy, którego nie nazwałbym konserwatystą, ale którego wypowiedzi mogą prawdopodobnie wpisywać się w podany przez Ciebie schemat.

To, że konserwatyści lubią robić taki użytek z psychologii ewolucyjnej, także tej w cudzysłowiu, nie oznacza, że z takim zamiarem jest ona tworzona. Wyniesiona przeze mnie lekcja z literatury naukowej i popularnonaukowej psychologii ewolucyjnej jest taka, że wiedza o tym jaki jest domniemany stan "naturalny" Homo sapiens pomaga nam pewne rzeczy zrozumieć i z nimi sobie radzić. Weźmy bogatą literaturę na temat uprzedzeń i ksenofobii - wydaje się, że leżą u ich podłoża dość uniwersalne mechanizmy, z czego wynika jedynie, że musimy je uwzględniać pomagając tworzyć współczesne społeczeństwa, tak by miały małe możliwości dochodzenia do głosu. I taką linię widać u wielu psychologów społecznych z ewolucyjnym zacięciem.
-
2012/09/12 22:30:13
Czytaj uważnie. Przecież ja nie piszę o naukowcach.
-
2012/09/14 10:02:39
"Weźmy bogatą literaturę na temat uprzedzeń i ksenofobii - wydaje się, że leżą u ich podłoża dość uniwersalne mechanizmy, z czego wynika jedynie, że musimy je uwzględniać pomagając tworzyć współczesne społeczeństwa, tak by miały małe możliwości dochodzenia do głosu." - też uważam to za ważne.

Podobnie było z mózgiem - wykryto jakieś różnice w mózgach obu płci, a komentatorzy od razu uznali to za "dowód", że jesteśmy głupsze.
-
Gość: Aśka, *.play-internet.pl
2012/10/07 12:23:27
Ciekawa notka. Przypomina, jak to się często tworzy wszelkiego rodzaju teorie naukowe (tzn. mam teorię, teraz dopasujmy do niej fakty ;)).
Tylko może nie zrównywałabym w 100% konserwatyzmu z religią (miejscami, mam wrażenie, podały takie sugestie). Myślę, że zdarzają się konserwatyści ateiści (jak i nie będący konserwami wierzący ;)).
-
2014/06/02 12:26:07
Chodzi o to, że mężczyźnie nie jest i nigdy nie było obojętne, czy pomaga wychować cudze dziecko (geny), czy swoje. Dlatego poliandria nie wydaje się sensowna ani prawdopodobna. Z kolei kobieta ponosi wielkie koszty biologiczne związane z ciążą, karmieniem, wychowaniem (bez względu na pomoc), z tego względu duża ilość partnerów (i ciąż, porodów - ryzyko zejścia, nie zapominajmy!) nie jest jej wcale na rękę!
-
2014/06/02 14:15:02
Chodzi o to, że mężczyźnie nie jest i nigdy nie było obojętne, czy pomaga wychować cudze dziecko (geny), czy swoje.

To wdowcy zawsze by się żenili z bezdzietnymi kobietami. Tymczasem tak nie jest.