Blog > Komentarze do wpisu

Jak za Stalina: "Ale nie piszcie tego na maturze!"

Ratując, co się jeszcze da, wprowadzono na maturze z powrotem matematykę. Oczywiście pojawiła się dyskusja o niskim poziomie tego egzaminu. Pfg pisze, że mimo wszystko lepsze to, niż zupełny matematyczny analfabetyzm:

Poziom podstawowy rzeczywiście był banalny, poziom rozszerzony niewiele wyższy, ale pomyśl, co by się działo, gdyby w pierwszym roku po przywróceniu obowiązkowej dano trudne zadania, tak że 1/3, a może i 1/2 kandydatów nie zdałaby poziomu podstawowego? Byłby płacz i zgrzytanie zębów, powszechne protesty i żądania usunięcia matematyki z listy przedmiotów obowiązkowych. I kto wie, tak mogłoby się stać.

Przy okazji, jak zawsze, protestuję przeciwko utożsamianiu postawy- zainteresowań-wykształcenia humanistycznego z nieznajomością matematyki i nauk ścisłych. Znam wielu matematyków i fizyków, którzy są humanistami. Znam jeszcze więcej absolwentów kierunków humanistycznych, którzy nie tylko nie znają matematyki, ale humanistami też nie są.

Jako że mam pewne minimum zainteresowań humanistycznych, chciałabym nawiązać do dyskusji o ratowaniu polskich umysłów: Skoro już zapobieżono analfabetyzmowi matematycznemu, życzyłabym sobie teraz ratunku przed analfabetyzmem kulturowym.

Dzień po maturze z polskiego rozmawiałam z ojcem ucznia, przyszłego kandydata na politechnikę lub międzywydziałowe studia matematyczno-przyrodnicze. Maturzysta, choć umysł ścisły i sam nie przeczytał "Świetoszka", jednak był zniesmaczony. Okazało się, że rzeczywiście nie musiał tego czytać. Test polegał na streszczeniu wydrukowanego małego fragmentu - dokonaniu opisu jednej postaci - a nie na zrozumieniu znaczenia sztuki jako całości.

Widzę, że w ten sposób rośnie pokolenie odcięte od kultury europejskiej. A ono nawet nie ma nic w zamian! Za czasów stalinowskich przynajmniej oferowano młodzieży "nową, lepszą" kulturę alternatywną:

Mniej więcej trzy miesiące przed egzaminami nasza polonistka na którejś lekcji powiedziała: podyktuję wam teraz piętnaście stron tekstu. Będzie tu mowa o książkach, których już nie zdążycie przeczytać, o sprawach, których już wam nie wytłumaczę. Wyuczcie się tego na pamięć, bo może się to wam przydać na maturze. Było to kompendium nowego nauczania: o klasowym podejściu do poezji i prozy, o pisarzach radzieckich, o ostatnich polskich „produkcyjniakach”. I rzeczywiście, na egzaminie maturalnym pojawił się młody człowiek, przedstawiony nam jako „czynnik społeczny”, który usiłował nas z nowej wiary przesłuchiwać.

Jeśli jednak pominąć ten brak "nowej, lepszej" kultury - to współczesna szkoła jest zaskakująco podobna do szkoły do szkoły stalinowskiej. Pewna uczciwa (była?) nauczycielka pisze:

Najlepszy polonista, jakiego znałam, zrezygnował z pracy w szkole twierdząc, ze nie bedzie uczestniczył w procederze oduczania myślenia.

Jako, ze wiele lat prowadziłam kursy, wiem, jakie to trudne - musiałam mowic uczniom rózne rzeczy, ktore byly 100% prawdą z dodatkiem "Ale nie piszcie tego na maturze". Czułam się jak za czasow głębokiego PRL-u.

niedziela, 09 maja 2010, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Prekaryzacja informatyki: Co z kobietami? Co z fizykami?

    Jakub Chabik, informatyk i doktor zarządzania, człowiek z przemysłu informatycznego, pisze w Krytyce Politycznej o nadchodzącym upadku zawodu informatyka . Naty

  • Przyrodzona odpowiedzialność

    Godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązkó

  • Czy #jateż to rozwadnianie problemu?

    Wielu mężczyzn i niektóre kobiety piszą, że akcja #metoo / #jateż rozwadnia problem molestowania. Ich zdaniem w mediach społecznościowych pojawiła się rzekomo l

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/05/09 19:12:12
matura to zawsze ciekawae przeżycie! :)

marekszymaniak.blox.pl/html
-
2010/05/10 02:21:35
nie bardzo mnie to dziwi, nie jest to bowiem odosobniony przypadek (w skali europy). Studiuję w Anglii i nierzadko spotykam ludzi, którzy nie pisali nic dłuższego niż jeden akapit od 16 roku życia, o znajomości dorobku europejskiej kultury nie wspominając
-
2010/05/10 03:25:49
wiem że autorka jest wykładowcą akademickim ale dosyć niepopularnym kierunku (z całym szacunkiem dla fizyki) ale żeby poznać skutki nowej matury wystarczy przejść się po wydziałach na których na pierwszym roku jest obowiązkowa analiza matematyczna. Większość studentów nigdy nie miała wyjaśnionej pochodnej w liceum i przez to na początku ma pól roku nauki do nadrobienia
-
2010/05/10 06:29:03
To, że nie miała wyśnionej pochodnej, wynika z faktu, że w podstawie programowej na poziomie podstawowym jak i na rozszerzonym rachunku różniczkowego już nie ma. Student na 1 semestrze nie ma nic do nadrobienia. To wykładowca powinien go tego rachunku różniczkowego nauczyć.
-
Gość: , *.icpnet.pl
2010/05/10 08:30:43
O ile może coś powiedzieć humanistka, która jeszcze zdawała matematykę na maturze w epoce dogorywającej komuny...(i zdała na 4+,tylko z powodu humanistycznej (?) dekoncentracji...) mam mieszane uczucia. Zdałam dobrze, ale do dziś pamiętam koszmarny sen przed maturą: jestem niewiadomą, uwięzioną w równaniu z mnożącym się tłumem niewiadomych i nie mogę się wydostać... ;)
Matematyka była przez lata moim koszmarem, wmawiano mi zresztą że z moimi uzdolnieniami jestem automatycznie słaba z tego przedmiotu. Nauka polegała na kuciu regułek na pamięć, i oczywiście rozwiązywaniu ton zadań, których związek z owymi regułkami był nieodgadniony ;) W liceum miałam korepetycje, które zmieniły moje podejście do przedmiotu i uwolniły mnie od poczucia niekompetencji. Jednocześnie musiałam zrezygnować (z powodów finansowych i czasowych) z dodatkowych lekcji muzyki i angielskiego, które uwielbiałam. Kucie regułek gramatycznych z niemieckiego na maturę okazało się ważniejsze. (Oprócz matematyki było jeszcze dużo innych przedmiotów, których nauczano metodą "nauczycie się na jutro regułek nr.1-10..")
Maturę zdałam dobrze ze wszystkiego, braki w angielskim i pianinie mszczą się do dziś (zbyt późno zabrałam się do tego ponownie.) Nie umiem zgadywać, czy nauka różniczek albo robienia wykresów funkcji trygonometrycznych rozwinęła u mnie zdolność logicznego myślenia. Gdybym jej nie miała w zalążku, to chyba bym sobie z tym w ogóle nie poradziła, prawda?.. Wiem, że straciłam dużo czasu na bardzo abstrakcyjne sprawy, którymi potem nie miałam już do czynienia - w tym czasie mogłam przeczytać bardzo wiele ważnych książek, nie rezygnować z gry na pianinie i podciągnąć języki. Ja osobiście byłabym za większą specjalizacją i liceów i matur, i oczywiście zdecydowanie bez skrótów i uproszczeń materiału, który jest dla nas ważny.
Zamiast egzaminu maturalnego z matematyki dla wszystkich chętnie widziałabym bardziej kreatywne nauczanie matematyki przez cały czas nauki w liceum.
-
2010/05/10 10:31:47
@tangens
To wykładowca powinien go tego rachunku różniczkowego nauczyć.

Nie wiem jak gdzie indziej, ale na WFAIS UJ dokładnie tak jest. Studenci I roku mają obowiązkowe zajęcia wyrównawcze, bez zaliczenia których nie można przejść dalej.
-
2010/05/10 10:34:20
Podoba mi się, co napisał mój kolega PFG, który jest fizykiem i humanistą: link

Dlaczego więc uczymy tego naszą młodzież? Bo matematyka i
nauki przyrodnicze, podobnie jak literatura i historia, są częścią
naszej kultury. To znajomość matematyki i nauk przyrodniczych
sprawia, że mamy poczucie, iż świat można opanować, że nie musimy
drżeć przed lada burzą czy chorobą. To dzięki matematyce i rozwojowi
nauk przyrodniczych (i dzięki pewnym czynnikom przyrodniczym, na
które nie mieliśmy wpływu) cywilizacja europejska zdominowała świat.
Bez matematyki nie byłoby ani egipskich piramid, ani rzymskich
akweduktów, ani gotyckich katedr, ani transatlantyckich lotów, ani
telefonów komórkowych, ani Internetu. Arystoteles był w tym samym
stopniu filozofem i etykiem, co przyrodnikiem.

-
Gość: Jirme-jahu, *.if.uj.edu.pl
2010/05/10 19:31:18
@anuszka
Nie wiem jak gdzie indziej, ale na WFAIS UJ dokładnie tak jest.

Jest. I to do bólu. Dostałem grupę studentów, którzy przez pierwszy semestr podstaw matematyki (logarytmy, równania liniowe, rach. różn., rach. prawd. na całkowicie podstawowym poziomie) nie opanowali. Tzn. pomijając to, że nie zdali egzaminu (który wymaga bezbłędnych obliczeń), dalej podstaw nie rozumieją. Diagnoza? Totalny brak motywacji! I to u ludzi, którzy przyszli na kierunek "fizyczny" (biofizyka, fiz. med., zaawansowane materiały...), co więcej, chcą na nim się utrzymać, i uważają, że matematyka jest im niepotrzebna...
Jak powiedział kolega z pokoju: zostali przyzwyczajeni do tego, że zawsze się ich przepycha. Przez podstawówkę, gimnazjum, liceum... To czemu i nie do mgr dojść w ten sposób.
Nie żebym był święty. Ale oni umieją naprawdę porażająco mało w stosunku do mnie 5 lat temu.
Aha, zapomniałbym - oni zdali analizę na pierwszym semestrze.
-
2010/05/10 20:23:12
@Jirme-jahu
I to u ludzi, którzy przyszli na kierunek "fizyczny"(biofizyka, fiz. med., zaawansowane materiały...)

Studenci informatyki stosowanej moim zdaniem byli OK. Może po prostu wiedzieli, czego chcą - studiować informatykę. A na biofizykę, fiz. med., zaawansowane materiały być może przychodzi więcej ludzi z przypadku, którym nigdy nie zależało na tym szczególnym kierunku studiów. W moim własnym roczniku na fizyce medycznej było dużo ludzi, którzy nie dostali się na medycynę.

W sumie, myślę że nie jest w dobrym tonie narzekać, jak to studenci nic nie umieją. Większość winy ponoszą nie oni, lecz szkoła. Szkoła nie nauczyła ich uczyć się samodzielnie. Dlatego na 1. roku studiów trzeba ich tego jak najszybciej nauczyć.
-
2010/05/10 21:14:26
@anuszka
Może nie odczytałaś moich intencji. Nie narzekam na ich brak wiedzy. Staram się jak tylko mogę, żeby czegoś ich nauczyć. Ale mówię: główny problem to motywacja. Oni są święcie przekonani, że matematyka (podstawowa - skoro analizę zdali...) im się nie przyda! Na tych studiach, na których są! Tak, niektórzy się dostali z przypadku (niektórzy poprawiali teraz maturę, więc pewnie chcą się przenieść), na tych kierunkach tak bywa, fakt. Ale są tacy, którzy chcą zostać, a jednocześnie wprost mi mówią, że oni tej matematyki nie chcą się uczyć i nie mają po co jej umieć.

Natomiast co się tyczy głównego podjętego przez Ciebie tematu - kultura zastępcza jest, tylko że ludzie mają do niej dostęp na własną rękę. Nie jest tak, że jak nie dowiesz się czegoś w szkole, to nie dowiesz się niczego znikąd. Filmoznastwa w szkołach są ilości homeopatyczne zazwyczaj, a przecież ten 'dział' kultury bardzo się rozrósł i ludzie sami do niego sięgają. Muzyka, literatura - wszystko to się rozrosło tak, że ludzie nie sięgają po klasykę, bo nie mieliby czasu na coś nowszego, mam wrażenie. Dla mnie kultura i 'kanony' są średnio ważne, bo przejawiam umiarkowane postawy aspołeczne, a kultura wg mnie jest wytworem społecznym i do życia społecznego (cokolwiek to znaczy) jest przede wszystkim potrzebna. Co nie zmienia tego, że lekcje j. polskiego z liceum dotąd uważam za cenniejsze niż wiele innych rzeczy, które mnie w życiu spotkały.

Natomiast przeciwko metodom nauczania oduczającym myślenie protestuję. Absolutne obrzydlistwo.
-
2010/05/10 21:51:10
@Jirme-jahu
Ale są tacy, którzy chcą zostać, a jednocześnie wprost mi mówią, że oni tej matematyki nie chcą się uczyć i nie mają po co jej umieć.

Zastanówmy się. Skąd studenci dowiadują się o danym kierunku studiów i o tym, co się na nim robi? Od uczelni. Więc może to wina uczelni, że ludzie mają złe wyobrażenie o tym, co będzie od nich wymagane. Powinno być tak, że uczelnia przedstawia kandydatom jasno swoją ofertę i reguły gry, a oni to kupują lub nie. Ja tutaj podejrzewam, że kupują kota w worku. Może być tak, że informacje nawet są dostępne (informatory dla kandydatów? USOS dla tych, co się już dostali? fora studenckie?) , tylko oni nie wiedzą, jak do tego dotrzeć. Jeśli mają ogólne, wyniesione ze szkoły, trudności z samodzielnym zdobywaniem informacji, to uczelnia powinna im pomóc.

Dla mnie jeszcze gorsze jest, że na pewno tym bardziej nie wiedzą, co będą mogli robić PO studiach. A przy niepopularnych kierunkach uczelnie zazwyczaj starannie ukrywają, że absolwenci nie znajdą pracy w swoim zawodzie.

@kultura zastępcza

Faktycznie jest, tylko że dzięki mediom, a zwłaszcza internetowi, jest bardzo rozdrobniona i każdy wybiera to, co woli. Zwolennicy jednego rodzaju kultury mogą się kompletnie nie rozumieć ze zwolennikami innego rodzaju. Jak dwa kulturowo różne narody, choćby mieszkali w jednym kraju. Moim zdaniem masowe wprowadzenie do kultury ogólnoeuropejskiej jest konieczne, żeby ludzie mieli płaszczyznę porozumienia.
-
Gość: Padre, *.cable.quicknet.nl
2010/05/15 18:06:33
@Anuszka
Może po prostu wiedzieli, czego chcą - studiować informatykę

IMHO niekoniecznie. Fakt, że chciałem studiować chemię od podstawówki nie uratował mnie przed uderzeniem po głowie równaniami różniczkowymi na pierwszym kursie fizyki. A że to bylo ładnych parę lat temu, zajęciami wyrównającymi nikt się nie parał. Kto nie dawał rady odpadał, kropka.

Informacja o wymaganiach:
Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, ale jak ktoś się dowie pod koniec liceum to i tak d4 blade jeśli nie było tego w programie profilu. Trochę da się nadgonić korepetycjami.
-
Gość: Padre, *.cable.quicknet.nl
2010/05/15 18:07:56
Ups, przepraszam, zapomniałem pozdrowić.
Zatem lurker pozdrawia i znika w cieniu
-
2010/05/15 18:27:08
Wzajemnie pozdrawiam, Padre.

jak ktoś się dowie pod koniec liceum to i tak d4 blade jeśli nie było tego w programie profilu

A to już wygląda na winę programu szkolnego. Przecież, u diabła, profil biol-chem z definicji miał być przystosowany do wymagań studiów medycyny, biologii, chemii. Tak mi się przynajmniej zdawało.

W ogóle, myślę, że obecnie nikomu nie opłaca się układać lepszego programu szkolnego, bo nauczyciele straciliby dochody z korepetycji. :-/
-
Gość: Padre, *.cable.quicknet.nl
2010/05/15 22:38:36
A to już wygląda na winę programu szkolnego. Przecież, u diabła, profil biol-chem z definicji miał być przystosowany do wymagań studiów medycyny, biologii, chemii.

Może w zamyśle. Nie wiem jak to teraz wygląda, więc nie plotę, szczególnie że moje lata licealne to wczesne '90. Ale gdyby ktoś zapytał co wybrać z chemią na myśli, to całym sercem polecałbym mat-fiz; mieli tyle samo chemii co biol-chem, ale z poszerzoną matematyką. No i w efekcie wiedzieli co to całki ;-)
-
Gość: MrX, *.zone5.bethere.co.uk
2010/05/20 13:23:57
Uwazam, ze na poziomie podstawowym - tj takim ktory kazdy musi ogarnac - powinno sie uczyc przede wszystkim rzeczy praktycznych, czyli np. wielomiany powinny sie pojawic w kontekscie obliczenia, ile bank wyplaci odsetek, a nauka pisania skladnych tekstow powinna skupic sie np. na napisaniu pozwu do sadu, a nie referatu o roli przyrody w poezji XVI wieku. Miazdzaca ilosc ludzi mysli czysto praktycznie i nie ma takiej mozliwosci, zeby zmusic ich do nauki czegos, co im sie bezposrednio nie przyda.
"Egzotyczne" tematy, czyli np matematyczne abstrakcje nie majace bezposredniego zwiazku z proza zycia, powinny byc nauczane na zajeciach dodatkowych, podobnie jak poezja itp itd.

Ponadto wypadaloby zeby w panstwie prawa, w ktorym obowiazuje powszechne prawo wyborcze, szkoly mialy obowiazek nauczania podstaw ekonomii i prawa.
-
2010/05/21 00:45:00
@MrX
Co do prawa - słusznie. Ekonomia, ok. Ale to nauczanie "wyłącznie praktyczne"? Ok, niech będzie, ale nie w liceum ogólnokształcącym. Podstawówka (i gimnazjum, skoro już jest), albo technika itp. mogą w taki sposób przygotowywać. Ale wydaje mi się, że liceum ma właśnie do czegoś więcej przygotować. I w miarę możliwości wszechstronnie. Po co ludzie się pchają do liceów zamiast do techników, skoro chcą tej wiedzy wyłącznie praktycznej?
-
2010/05/21 09:04:59
Dla wielu ludzi właśnie szkoła jest miejscem, gdzie pierwszy raz w życiu spotykają się z abstrakcjami, sztuką, i - jak by to nazwać - sugestiami, że nie samym chlebem żyje człowiek. Nieraz jest to też ostatnie w życiu miejsce, gdzie takie rzeczy spotykają. Uważam, że ludziom trzeba dawać poprzeczkę nieco wyżej, niż tego oczekują.

MRX, to co mówisz robi na mnie wrażenie, jakbyś pod wpływem anglosaskiego podziału na klasy społeczne trochę zaczął niedoceniać ludzi. (Pamiętam naszą nie tak dawną rozmowę o "nizinach społecznych" i Sodomie oraz Gomorze, które im przypisywałeś...) ;-) Ja tam mam bardziej demokratyczne podejście i już z dwojga złego wolę ludzi przeceniać.

Chodzi o to, że oczywiście można powiedzieć: ktoś z "nizin społecznych" jak będzie zainteresowany wyższymi sprawami, to sam się postara, żeby się o nich uczyć, wybierze odpowiednie zajęcia itp. Ale nie. Ludzi trzeba zachęcać i dawać im przynętę, bo mało jest tak zmotywowanych, żeby sami z siebie zadali sobie trudu. Zwłaszcza gdy są dziećmi i nie umieją zdać sobie sprawy, które przedmioty im się w życiu przydadzą - w razie wyboru często wybierają te prostsze. Żeby daleko nie szukać - na pierwszym roku studiów mieliśmy test z angielskiego, przyporządkowujący do grup zaawansowania. Bardzo wielu moich kolegów celowo wypełniało go źle, żeby potem mieć łatwiej na zajęciach!

I dlatego to co mówisz brzmi dla mnie jakbyś nie doceniał ludzi, ponieważ zakładasz, że jak ktoś nie wykazuje chęci, to znaczy, że wystarczy mu dać minimum praktycznej edukacji i koniec. Tymczasem ja sądzę, że ci, którym się nie chce, a nawet ci, którzy nie wiedzą, że mogłoby im się chcieć - mają nieraz potencjał i tylko trzeba go z nich wydobyć.

A prawda jest taka, że nastawienie umysłowe, chęć zainteresowania się czymkolwiek, wynosi się z domu. A kto nie wyniesie z domu, ten ma jeszcze szanse wynieść to ze szkoły. To jest obecnie niepopularne, ale szkoły komunistyczne działały pod tym względem naprawdę nieźle, zwłaszcza w ZSRR.

A propos psychologii i ekonomii - natknęłam się na podobną dyskusję na forum. Tam piszą, że w Polsce układ szkolnych przedmiotów nie zmienił się od czasów Komisji Edukacji Narodowej, czyli od XVIII wieku. :-)
-
Gość: MrX, *.zone5.bethere.co.uk
2010/05/21 13:05:47
@jirme-jahu
wlasnie podstawowki i gimnazja mialem na mysli, poza tym napisalem przede wszystkim rzeczy praktycznych, a nie wylacznie. Krotko mowiac "abstrakcje" na zajeciach dodatkowych.

@anuszka
Podzial na tych, co sie swiatem interesuja i na tych czysto praktycznych, nie przebiega na linii niziny spoleczne / reszta. Poza tym nie przypominam sobie, zeby szkola kiedykolwiek mnie do czegos zachecila. Jak nie mialem sklonnosci ku czemus to wysilki nauczycieli trafialy w proznie. Ow system zajec dodatkowych moim zdaniem rozwiazalby problem. Zajecia bylyby bardziej dopasowane do zdolnosci i zainteresowan uczniow.

Tam piszą, że w Polsce układ szkolnych przedmiotów nie zmienił się od czasów Komisji Edukacji Narodowej, czyli od XVIII wieku. :-)
Wynika stad, ze ktos bierze pieniadze za nic.
-
2010/05/21 16:49:11
Poza tym nie przypominam sobie, zeby szkola kiedykolwiek mnie do czegos zachecila.

Być może niesłusznie oceniasz po sobie.

Jak cię znam, jesteś osobą na tyle ciekawą świata, że szkoła w twoim przypadku nie miała już nic do roboty. I przypuszczam, że owa ciekawość wynikała nie tylko z twojego indywidualnego charakteru, ale też z wychowania w domu rodzinnym. Jednak pomyśl o ludziach, którzy nie mają tyle szczęścia i charakter by im pozwalał na zainteresowanie się nieprzyziemnymi rzeczami, lecz wychowują się w rodzinach, które ich do tego wręcz zniechęcają.

Nie zaprzeczam, że szkoła słabo sobie radzi z wyciskaniem lepszych osiągów z uczniów, którzy (czy sami z siebie, czy przez wychowanie) znaleźli się powyżej średniej. Ale niechże przynajmniej szkoła podciąga do średniej tych, którzy z winy wychowania znaleźli się poniżej. To jest minimum, którego od szkoły trzeba wymagać.
-
2010/05/21 21:28:47
"Ale to nauczanie "wyłącznie praktyczne"? Ok, niech będzie, ale nie w liceum ogólnokształcącym. Podstawówka (i gimnazjum, skoro już jest), albo technika itp. mogą w taki sposób przygotowywać. Ale wydaje mi się, że liceum ma właśnie do czegoś więcej przygotować. I w miarę możliwości wszechstronnie. Po co ludzie się pchają do liceów zamiast do techników, skoro chcą tej wiedzy wyłącznie praktycznej?"

Nie no, moment, przecież od tego jest podział na klasy z programem podstawowym i te z programem rozszerzonym. Możesz chcieć się kształcić ogólnie, tylko że z ukierunkowaniem w określone przedmioty, a nie kształcić wyłącznie w zakresie określonej techniki. Znakomita większość licealistów ma problem z właściwym wyborem profilu (bo dopiero około matury się okazuje, że chce iść na studia językowe po matfizie, albo w innych kombinacjach), więc co dopiero decyzja o kształceniu się w określonym zawodzie w wieku lat 15... Technikum zresztą nie da Ci wiedzy (szczególnie dlatego, że tam to dopiero program ogólny jest okrojony), tylko umiejętności, fach w ręku. A tu chodzi wciąż o wiedzę, tyle że w zakresie takim, żebyś mógł ją potem kiedyś wykorzystać, a nie tylko ponarzekać na bezsens zadań domowych.
-
Gość: Padre, *.cable.quicknet.nl
2010/05/22 16:47:35
@Czeresniasta
Teoretycznie masz rację, w praktyce bardzo by się przydało by wspomniane profile układał ktoś z pojęciem o wymaganiach stawianych później na studiach. Napisałem już wcześniej na ten temat, więc nie chcę się powtarzać.