Blog > Komentarze do wpisu

Zabawne nowe zjawisko w polszczyźnie

Język polski ma przyswojone wyrażenia z wielu obcych języków. W czasach, gdy modna była łacina - przyswajał łacińskie. Gdy modny był język niemiecki - przyswajał niemieckie.

Ale obecnie modny jest angielski. A Polacy - jedni nie znają żadnych innych obcych języków, a inni - choć znają,  to angielski mimo wszystko najgłębiej worał im się w świadomość. Stąd zrodziło się nowe zjawisko: Stare, wcale nie angielskie, wyrazy obcojęzyczne - są przekręcane na angielski. Ale mechanizm tego przekręcenia jest zabawny: Najpierw idzie skojarzenie fonetyczne, a potem wtórne zracjonalizowanie sobie znaczenia wyrazu.

Na przykład, jest takie łacińskie powiedzenie: Aut caesar aut nihil - albo [być] cezarem, albo nikim. Lecz pewien dziennikarz napisał:

Roman Giertych stawia tę sprawę na zasadzie out-out (albo-albo).

To zdanie zostało wypowiedziane przez któregoś z braci Kaczyńskich (najprawdopodobniej Jarosława) i zapisane ze słuchu przez dziennikarza. Kaczyński to człowiek starej daty, z wykształceniem humanistycznym i nawet podobno erudyta - dlatego jestem pewna, że miał na myśli łacińską sentencję. To dziennikarz dopisał objaśnienie w nawiasie. Domyślił się z kontekstu, o co chodzi - i zbiegiem okoliczności out - jako symbol odrzucania, ekskluzywności - też mu całkiem dobrze przypasowało.

Nie był to jedyny raz, gdy spotkałam się z out-out. Co ciekawe, odkryłam tę pomyłkę w internetowej wypowiedzi... księdza. Nadeszły więc takie czasy, że nawet księdzu bliższy angielski niż łacina.

Drugi przykład to lejtmotyw, słowo zdawałoby się zupełnie spolszczone, łącznie z pisownią. Niemiecki wyraz Leitmotiv oznacza całkiem dosłownie to, co polski motyw przewodni. Od słowa leiten (przewodzić). Tymczasem pewna blogerka napisała:

odświeżanie naszych narodowych light-motivów

Autorka tego zdania jest osobą oczytaną, wykształconą i znającą kilka obcych języków. Chyba  potrafię zrozumieć, jaką drogą szły skojarzenia - czyżby plątało się jej po głowie światełko przewodnie...?

Czy znacie inne przykłady tego zjawiska?

 

środa, 17 marca 2010, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Prekaryzacja informatyki: Co z kobietami? Co z fizykami?

    Jakub Chabik, informatyk i doktor zarządzania, człowiek z przemysłu informatycznego, pisze w Krytyce Politycznej o nadchodzącym upadku zawodu informatyka . Naty

  • Przyrodzona odpowiedzialność

    Godząc się na zajście w ciążę, kobieta godzi też się na pewne ograniczenie swej wolności, stosownie do – od wieków przecież niezmiennych – obowiązkó

  • Czy #jateż to rozwadnianie problemu?

    Wielu mężczyzn i niektóre kobiety piszą, że akcja #metoo / #jateż rozwadnia problem molestowania. Ich zdaniem w mediach społecznościowych pojawiła się rzekomo l

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/03/18 12:10:11
A może to było nawiązanie do Słowackiego i jego kagańca oświaty? Taki "light-motive"? Motyw świetlny?

"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba - na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!... "
-
2010/03/18 17:28:12
Skoro ta autorka jest tak oczytana , wykształcona i znajaca wiele jężyków obcych, to podejrzewam, że to jest jej zabawa z językiem, tylko.
-
pfg
2010/03/18 23:48:46
Ja często słyszę "angielską" wymowę nie-angielskich nazwisk. Wiele razy słyszałem o metodzie "rangego" (Runge był Niemcem), a bodaj wszyscy mówią o rozkładzie "czoleskiego" lub "koleskiego" (Cholesky był Francuzem). O języku programowania "dżawa" i butach "najki" nawet nie warto wspominać.

Jest taka scena w Desperado. Meksyk, bar Tarasco, mowa jest o lokalnym gangsterze zwanym Bucho.

Tarantino: I know "buczo".
Barman: You mean, "buko".
Tarantino: Yeah, him too.

If English was good enough for Jesus Chris, it's good enough for 'em.
-
pfg
2010/03/18 23:52:02
A, były jeszcze spodnie "liwajs", ale to się chyba nie przyjęło. Piwo "badłajzer" za to występuje w przyrodzie.
-
2010/03/19 08:20:53
Jeśli chodzi o angielską wymowę nieangielskich imion i nazwisk, to najlepsza była jedna dziennikarka w radiu, która powiedziała: Dżozef Ratzinger. Sama słyszałam. :-D
-
Gość: MrX, *.solent.climaxgroup.com
2010/03/19 11:31:44
@pfg: badłajzera musze zapamietac

Troche to nie na temat jak zwykle moj wpis, ale mimo wszystko sie dorzuce. Kiedys Majewski w swoim programie powiedzial, ze Ratzinger niezle sobie juz radzi z polskim i puscili klipa :-) na ktorym Ratzinger z okna na placu sw Piotra mowi lamana Polszczyzna: "W Szczebrzeszynie chrzaszcz brzmi w trzcinie". Usilowalem znalezc to na sieci, ale nie bylem zbyt wytrwaly ...
-
2010/03/19 14:20:00
Podsłuchałam kiedyś rozmowę o spacerze z dzieckiem w Parku Dżordana. Mimo wszystko mam nadzieję, że to był żart.
-
2010/03/19 19:26:31
Polecam posłuchanie komentowanych imprez sportowych, szczególnie meczy piłkarskich. Tam nawet nazwiska Anglików wymawiane są w języku polglisz. Ja słyszałem "Dejwid i Goliat". Uśmiałem się jak Amerykanie wymawiają europejskie nazwiska, to po prostu zgroza. Najlepszy był polski koszykarz grający w lidze uniwersyteckiej, mający nasze swojskie sz, cz itd. w nazwisku. To był horror jak oni się starali wymówić prawidłowo przez 3 minuty. I nie dali rady.

@listekklonu: Ja czasem mówię dla draki "Park Dżordana" albo "Park Żordę".
-
2010/03/20 09:26:48
Ale za to w drugą stronę, niedawno natknęłam się na taką witrynę:
www.yapko.com

Znany psycholog, psychoterapeuta, autor książek -
Doktor Michael D. Yapko.

Nie wiem, czy by rozumiał, co mnie śmieszy w jego nazwisku.
-
pfg
2010/03/21 00:01:40
@mrx, piwo Budweiser ma swoją amerykańską wersję, ale ona w Europie nie występuje ze względów prawnych - i dobrze, bo amerykański "Bud" jest wyrobem piwopodobnym, strasznie niedobrym. Ale ma bardzo charakterystyczne rekalmy, ze słynnym "wassup", i to jest jego jedyna pozytywna cecha.
-
pfg
2010/03/27 14:30:45
To inne zjawisko, ale nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie skomentować: Radio - Trójka - i to w audycji jak najbardziej "misyjnej", omawiając jakiś festiwal muzyki elektronicznej, oświadczyło, że występ jednego pana "maił postać didżejskiego setu", kto inny natomiast występował "w formie lajwaktów" (proszę to głośno przeczytać, jeśli ktoś nie może zrozumieć). Mission Impossible: dbanie o poziom języka polskiego w Polskim Radio.
-
Gość: Methinx, 93.159.143.*
2010/03/27 18:08:20
Ciekawy jest moim zdaniem przypadek Nyqista. Mam namyśli nie nazwisko, lecz konkretną osobę - Nyquista, twórcę znanego kryterium w teorii sygnałów. Urodził się Szwedem, a zatem [nykwistem], zmarł Amerykaninem, więc najpewniej [najkuistem]. Jak długo sam Nyqist miał cierpliwość, aby poprawiać urzędniczki i sekretarzy? A jeśli był człowiekem skromnym, ale jednocześnie o niezachwianym poczuciu przynależności narodowej? Tu chyba nie ma wersji jedynej słusznej... :)
-
Gość: MrX, *.zone5.bethere.co.uk
2010/03/28 23:22:43
Kiedys zdarzylo mi sie na obczyznie, ze Pani w okienku niemal polegla przepisujac moje imie i nazwisko z dowodu do jakiegos formularza ... a bynajmniej nie nazywam sie Grzegorz Brzeczyszczykiewicz.
-
Gość: MrX, *.zone5.bethere.co.uk
2010/03/28 23:32:44
@Anuszka: ladnie to sie tak z ludzi nasmiewac, Japko to najpewniej popularne czeskie nazwisko :-)
-
2010/03/30 10:18:14
Chyba najpowszechniejszym przejawem tego zjawiska są przekręcone nazwy hypermarkietów "kerfur" i "liroj". Swoją drogą, (i to jest dygresja) francuzikowaty upór w trzymaniu się nazewnictwa jest podziwu godny. Liczne firmy na świecie zmieniają nazwy marek lub wyrobów po to, by swojsko zaistnieć na lokalnych rynkach, ale nieee, Auchan musi być Auchan, (zamiast np. kosmetycznie zmienić się w POlsce na "Kuchan"), a efekty tego słyszałem 10 lat temu w okolicach Zalesia Dolnego i Chyliczek, gdzie tubylcy wymawiali nazwę tej firmy jako AUCHENT; wiem, ciężko uwierzyć, ale miałem to we własnych uszach
-
Gość: MrX, *.solent.climaxgroup.com
2010/03/30 11:22:17
@burbie: W moich rodzinnych stronach na AUCHAN mowia OSZOLOM. Nie chcieli sie dopasowac do tubylcow to tubylcy sami wymyslili swojska nazwe :-)
-
2010/03/30 16:32:18
@MrX
W moich rodzinnych stronach na AUCHAN mowia OSZOLOM.

W moich też.
-
pfg
2010/03/31 17:25:53
francuzikowaty upór w trzymaniu się nazewnictwa jest podziwu godny

A, bo język francski jest najpiękniejszy, najważniejszy i nie wolno innym językom ulegać. Trochę w tym jest megalomanii, trochę obrony przed zalewem angielskiego. Ale Francuzi w metropolii to nic w porównaniu z frankofonami w Quebecu! Tam trzeba zmieniać nazwy na francuskie! Nawet KFC w Quebecu nazywa się PFK. Szczytem jest znak drogowy w kształcie czerwonego ośmiokąta, z białą obwódką i białym napisem. W całym świecie, w tym we Francji, napis ten brzmi STOP. W Quebecu - ARRET.
-
Gość: piotr, 195.37.58.*
2010/04/01 12:28:03
Zjawisko czytania obcych wyrazów zgodnie z najpopularniejszym językiem obcym w danym okresie, chyba wcale nie jest "nowym" jak napisałaś w blogu, choć z pewnością teraz ma znacznie bardziej masowy charakter niż kiedyś. Przychodzi mi tu do głowy czytanie hiszpańskiego z francuska w XIX wieku (Don Kichote, Don Juan, etc.).

Ten problem z błędnym czytaniem obcych nazw jest nie tylko nasz - to raczej rzecz ogólnoświatowa. Przypomina mi się tu znana anegdota Szwajcara Nicklausa Wirtha (jednego z ojców współczesnej informatyki), który często się żartobliwie skarżył:

"Podczas gdy większość wymawia moje nazwisko poprawnie [z niemiecka], to Amerykanie z uporem zmieniają je na Nickel's Worth [wartość niklu]. Czyli, że można to ująć tak, iż Europejczycy wołają mnie po nazwisku a Amerykanie po wartości."

@PFG
"O języku programowania "dżawa" i butach "najki" nawet nie warto wspominać."

Ogólnie zgadzam się z twoją opinią, choć w tym konkretnym przypadku bym akurat nieco popolemizował.

Nike to firma amerykańska więc wymawianie jej z angielska moim zdaniem nie razi, co więcej wzbogaca język, bo pozwala rozróżnić w mowie boginię od szewców.

A co do języka Java. W informatyce po prostu się przyjęło, że nazwy języków programowania wymawia się z angielska, czyli dżawa (Java), si (C), siszarp (C#), kobol (Cobol), ajkon (Icon) itp. a nie: jawa, ce, ce krzyżyk, cobol, czy icon.

-
pfg
2010/04/01 19:58:57
@piotr - nickel to pięciocentówka, więc "nickel's worth" to nie "wartość niklu" (w sensie, metalu), tylko coś bardzo taniego, tyle, ile można kupić za "nikla", czyli pięć centów. To tak, jakby Wirtha przezywano "Grosza Wart". Myślę, że żart Wirtha szedł raczej w tę stronę.

Co do wymowy, pozwolę sobie zostać przy swoim. Gdyby buty miały być "najki", to spodnie powinny być "liwajsy". Cobol, C#, Icon - zgoda (chociaż "ikon" słyszałem). Ale na C mówi się "ce", wyłącznie "ce"! Podobnie C++ to "ceplusplus". Na Pythona mówi się i "pyton", i "pajton". Java bierze swoją nazwę od kawy (logo!), która wzięła swoją nazwę od wyspy. Zdecydowanie "jawa", nie "dżawa".
-
2010/04/02 08:25:06
Zjawisko czytania obcych wyrazów zgodnie z najpopularniejszym językiem obcym w danym okresie, chyba wcale nie jest "nowym" jak napisałaś w blogu

Na pewno masz rację. Po prostu nie poruszam się po historii tak swobodnie, żeby zauważyć takie przykłady z przeszłości.
-
2010/04/02 08:25:24
Powyższe było @Piotr.
-
2010/04/02 08:39:55
A wiecie, zauważyłam, że w Niemczech jest zwyczaj wymawiać angielskie słowa starając się usilnie zachować angielską wymowę. Nawet gdy jest fonetycznie daleka od niemieckiej.

Czyli np. C# Niemcy (przynajmniej ci których spotykałam na uczelni) staraliby się wymawiać: /si/ /rp/. Tymczasem Polacy mówią siszarp, czyli dostosowują jednak wymowę do własnej fonetyki, żeby było wygodniej. Silenie się na angielski akcent byłoby w języku polskim wręcz odebrane jako pretensjonalne.

Może wynika to z tego, że niemiecki jednak jest bliższy angielskiemu. Choć jednak w przeciwną stronę to nie działa - jak pisał Piotr. Po angielsku nawet nazwisko Einstein się nie ostanie w oryginalnym brzmieniu. Z tego co wiem, Anglicy też uważają za pretensjonalne wymawianie obcych słów z oryginalnym akcentem.
-
2010/04/02 08:40:31
noo, blox zjadł mi znaczki fonetyczne... trudno, wiecie, co miałam na myśli...
-
Gość: zaciekawiony, 88.220.187.*
2010/04/02 14:11:09
Chyba warto wspomnieć o przypadku Wilsteina, którego nazwisko niejednokrotnie wymawiano z angielska jako Łildstein lub mieszanie Łildsztajn (mi samemu się przydarzył taki językowy zlepek-niedorobek) choć chyba w pełni z angielska brzmiało by to Łaildstin
-
Gość: kocio, 83.1.17.*
2010/04/05 19:05:08
@PFG
Wirthowi jako informatykowi mogło o grę słów "nazwa" i "wartość" (sposoby odwoływania się do zmiennych w programie).
-
pfg
2010/04/06 15:34:34
@kocio - ostatnie zdanie - call by name vs. call by value - jasne, że masz rację. Problemem był "nickel's worth".
-
Gość: M, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/04/06 20:11:56
@pfg
Ale na C mówi się "ce", wyłącznie "ce"! Podobnie C++ to "ceplusplus".
Ja zawsze mówiłem "ce" i "jawa" dopóki nie usłyszałem innej wymowy ("si" i "dżawa") na wykładzie. Potem było mi nawet trochę głupio mówić dalej w ten sposób.
-
2010/04/06 23:55:41
Pamiętacie, jest taka znana anegdota - prawdziwa, ja to pamiętam z tv - do prof. Miodka napisali studenci:

- Nasi profesorowie mówią "kompiuter", czy tak można mówić?

Na to odpowiedział Miodek:

- Jak ktoś mówi "kompiuter", to niech i mówi "diupa"!

Sprzedałam tę historyjkę u mnie na studiach - zwłaszcza, że mieliśmy też takiego profesora, co mówił "kompiuter" na wykładach - i stosowaliśmy ten koncept fonetyczny do różnych słów.
-
2010/04/07 21:56:08
Mój dziadek mówi "kompiuter". Ale jest o tyle usprawiedliwiony, że kiedy wyemigrował, komputery w Polsce były głównie w instytucjach badawczych, niewiele osób miało je prywatnie. Podobnie w przypadku "mikrofalówki" - o istnieniu takiego urządzenia dowiedział się już na gruncie niemieckim i (jako że mama nie zna niemieckiego, więc trzeba się z nią porozumiewać po polsku lub ew. angielsku) wymyślił własne spolszczenie "mikrowela".
-
Gość: Piotr, 195.37.58.*
2010/04/08 11:02:29
Co do Wirtha

I żeby zakończyć egezegezę wypowiedzi Wirtha - chodziło mu oczywiście o kłopoty z wymawianiem jego nazwiska przez Amerykanów, co zabawnie połączył z metodą odwoływania się do zmiennych w procedurach. Przy okazji dziękuję za wyjaśnienie zwrotu "nickel's worth"

Co do wymawiania nazw języków programowania

Jestem zwolennikiem przyjęcia jednej zasady, czyli w tym wypadku wymawiania z angielska, a nie wymawiania jak się trafi, czyli raz tak, raz siak. A siak się nie zawsze da, bo wiele nazw wymawianych z polska będzie brzmiało po prostu śmiesznie. Przykłady: smalltalk, forth, basic, cheetah, delphi, etc.

Co do wymawiania nazw firm

Jestem zwolennikiem wymawiania nazw firm w języku kraju, z którego pochodzą, a więc Auchan, Carefour, Renault, Peugeot z francuska, Siemens, Volkswagen, Deimler Benz z niemiecka czy w końcu Nike, Levi's, Apple, Microsoft z angielska.

Ale, jak to zwykle z językiem bywa, będzie różnie.
-
Gość: Piotr, 195.37.58.*
2010/04/08 13:10:39
Upss, oczywiście miało być Daimler i egzegeza - sorki!
-
Gość: marfi, 92.11.245.*
2010/04/19 21:33:06
A co z nazwami geograficznymi? ;)
www.youtube.com/watch?v=9jq-sMZtSww
-
Gość: HannaW, *.olsztyn.mm.pl
2010/05/07 18:13:39
Przyjechał do Londynu człowiek, który nazywał się Abel; miejscowi mówili na niego Ejbl. Gdy zmienił pisownię na Ejbel, zaczęto go nazywać Ibel, a kiedy zaczął podpisywać się Ibel, wołano go Ajbel.
Po jakimś czasie mieszkania w Londynie Abel nazywał się Karakuliambro.

To na podst. Juliana Tuwima ;)

Tadeusz Boy-Żeleński napisał historyjkę o tym, jak pewnego razu pojechał do Francji na obchody dni bodajże Moliera, jako tłumacz wszystkich jego dzieł. Jak pisał - nie został tam należycie uhonorowany, potraktowany, gdyż jako Jelinski nikomu nie był znany.

Anuszko, tę anegdotkę "kompiuter" "diupa" opowiadali mi dawno temu rodzice (mam 51 lat), gdy o prof. Miodku jeszcze nikt nie słyszał. Ojciec to opowiadał o prof. Doroszewskim, co mama, która która była studentką profesora, poddaje w wątpliwość, gdyż pan Aleksander Doroszewski był bardzo dystyngowanym, pełnym godności człowiekiem.


-
Gość: HannaW, *.olsztyn.mm.pl
2010/05/07 18:14:32
Przyjechał do Londynu człowiek, który nazywał się Abel; miejscowi mówili na niego Ejbl. Gdy zmienił pisownię na Ejbel, zaczęto go nazywać Ibel, a kiedy zaczął podpisywać się Ibel, wołano go Ajbel.
Po jakimś czasie mieszkania w Londynie Abel nazywał się Karakuliambro.

To na podst. Juliana Tuwima ;)

Tadeusz Boy-Żeleński napisał historyjkę o tym, jak pewnego razu pojechał do Francji na obchody dni bodajże Moliera, jako tłumacz wszystkich jego dzieł. Jak pisał - nie został tam należycie uhonorowany, potraktowany, gdyż jako Jelinski nikomu nie był znany.

Anuszko, tę anegdotkę "kompiuter" "diupa" opowiadali mi dawno temu rodzice (mam 51 lat), gdy o prof. Miodku jeszcze nikt nie słyszał. Ojciec to opowiadał o prof. Doroszewskim, co mama, która która była studentką profesora, poddaje w wątpliwość, gdyż pan Aleksander Doroszewski był bardzo dystyngowanym, pełnym godności człowiekiem.


-
2010/05/07 18:43:55
A wiecie, zauważyłam, że w Niemczech jest zwyczaj wymawiać angielskie słowa starając się usilnie zachować angielską wymowę.

Nie tylko to... w Niemczech jest zwyczaj wymawiać wszelkie zagraniczne słowa starając się zachować angielską wymowę... np. Dżaruzelski, Dżuri Gagarin itp.
-
2010/05/09 18:28:35
@Hanna
Nie Karakuliambro tylko Kopfstrumpfczimczawadze
-
2010/07/12 01:49:32
Gdyby być konsekwentnym, to węgierskie nazwiska też się powinno wymawiać z węgierska - Nagy jako Nodź, Sarkozy jako Szarkyzi. Akurat jestem za, choć pewnie wypada spytać o zdanie samych nosicieli.