Blog > Komentarze do wpisu

Jarosław Kaczyński: Opowieść odmrożeńca (3)

Oto fragment książki „My” Torańskiej, który wprawił mnie w zupełne pomieszanie. Media na ogół pokazują Jarosława Kaczyńskiego jako oszołoma. Nie inaczej pokazują też Antoniego Macierewicza. Z ich czynów i wypowiedzi łatwo zresztą wywnioskować, że osobista paranoja jest wręcz motorem ich polityki. Potwierdzają to już wypowiedzi Kaczyńskiego sprzed kilkunastu lat, które cytowałam w poprzednich odcinkach.

Aż tu nagle Jarosław Kaczyński mówi:

- Jeżeli chodzi o Macierewicza, (...) jest to człowiek niewątpliwie zręczny, wykształcony, sprawny intelektualnie, inteligentny i generalnie rzecz biorąc wyrobiony politycznie, u którego w pewnym momencie kariery życiowej coś się zacięło, nastąpił jakiś odjazd. On w 1981 r. zaczął żeglować w tę stronę, gdzie w końcu wylądował. Być może doprowadziła go do tego jego wojna ze środowiskiem lewicowym, odbierana przez niego bardziej emocjonalnie niż racjonalnie, nie wiem.

Ze mną jednak Macierewicz rozmawiał rozsądnie. Mówił mi: słuchaj, ty żeś wymyślił partię nowoczesną, w stylu zachodnioeuropejskim, odciętą od wszystkich bagaży polskiej tradycji z antysemityzmem i nacjonalizmem na czele, i ja się z tobą - generalnie rzecz biorąc - zgadzam, ale ty nie widzisz tego społeczeństwa. To społeczeństwo - tłumaczył mi - żyło 50 lat w stanie zamrożonym i jest jak gdyby z Sienkiewicza, a nie z końca XX w. i jeżeli ma ono w ogóle być jakoś uporządkowane, zmobilizowane, ma się nie rozlecieć w tym kompletnym zamieszaniu ideowym, to jemu trzeba dać coś, co przystaje do jego świadomości, i ZChN jest właśnie tym, czego potrzebuje.

Dalej mi mówił tak: ja mam takie same poglądy jak ty w gruncie rzeczy, tylko ja widzę, że twój zamysł jest nierealny, ty ze swoją partią możesz w wyborach dostać 8 lub 9 proc., nie więcej, bo nikt więcej cię tutaj nie zrozumie, trzeba więc - by stworzyć partię masową - działać inaczej, trzeba podchodzić do tego społeczeństwa takim, jakim ono jest, i ewoluować w kierunku nowoczesności razem z nim.

(...) Tak mi mówił Macierewicz w 1992 r. Ja nie wiem, czy on w to wierzył, czy nie. On być może wiedział, że ze mną właśnie tak trzeba rozmawiać, bo gdyby zaczął sprzedawać mi jakieś bajki endeckie, to bym go wyśmiał. Ale jeśli on był w stanie tak rozmawiać, to o czym to świadczy? Że on potrafi dostosować się do sytuacji i że umie myśleć, czyli nie jest człowiekiem całkiem nieodpowiedzialnym.

Czy to możliwe, że przez te wszystkie lata - aż do dziś - obaj dżentelmeni tylko udają paranoję?! Czy aż tak skutecznie strugają wariatów, nie tylko przed sienkiewiczowską częścią społeczeństwa? Czy w głębi duszy obaj są zwolennikami polityki w stylu zachodnioeuropejskim, odciętej od antysemityzmu i nacjonalizmu, tylko roztropnie nie dają tego po sobie poznać?

To tak bardzo nie pasuje do szopek, które odstawiali kilkanaście lat później przed całą Polską, Europą i nawet światem, że nie mam pomysłu, jak wytłumaczyć ten dysonans. Przecież gdyby chodziło tylko o podlizanie się mniej wyrobionym warstwom społeczeństwa, to swoje spektakle podporządkowaliby jednak interesom państwa. Nowocześnie, niezaściankowo, zachodnioeuropejsko rozumianym interesom państwa. Tymczasem sienkiewiczowski sztafaż jak gdyby sam stał się treścią. W dodatku - jak mogli nie zauważyć, że społeczeństwo w międzyczasie stało się już nieco mniej sienkiewiczowskie i że wyborcy oczekują ostatnio jednak czegoś trochę innego?

Nie rozumiem.

niedziela, 28 czerwca 2009, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Globalne ocieplenie: Rosyjskie czołgi na łachach wiślanych

    A czy wiecie, że globalne ocieplenie wpłynie na obronność Polski, bo obniży się stan rzek? Jest ta sprawa z linią Wisły. Nasze wojsko robiło symulacje razem z N

  • Mamy kwity

    Nasza redakcja dotarła do mało znanych faktów z życia człowieka, który uchodził za legendę i motor masowego ruchu społecznego. Św. Paweł nie był akceptowany prz

  • Bede grau w gre

    Sytuacja jest jak podczas protestów w sprawie ACTA : Władza nie rozumiała nawet napisów na transparentach. I rację ma autor listu młodych wyborców do PO : "Nie

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
pfg
2009/06/28 21:47:15
Swego czasu wydawało mi się, że Jarosław rzeczywiście tylko udaje. Gdzieś do wyborów w roku 2005 myślałem, że on chce pragmatycznych rządów dążących do unowocześnienia Polski, a banialuki, które opowiadał, mówił - cynicznie - dla omamienia pewnej grupy wyborców. "Ciemny lud to kupi", jak powiedział klasyk, ale przecież takie postawy musiały być sztabie wyborczym PiS obecne. Natomiast Kaczyński szczerze wierzył w pożytki z zaostrzenia prawa i był szczerym antykomunistą. Nawiasem mówiąc, dlatego sprawa Jaruckiej i wycofanie się Cimoszewicza z wyborów musiały być dla Kaczyńskiego wstrząsem: oto jego antykomunizm zawisł w próżni, nie było już z kim walczyć, więc natychmiast musiał sobie wykreować zastępczego wroga.

Tak wtedy myślałem. Ale potem przyszło nieoczekiwane zwycięstwo PiS, słodycz i trud rządzenia, dostęp do tajnych informacji, odreagowanie traumy wieloletniej marginalizacji i domniemanych knowań przeciwko "polskiej prawicy",wielopiętrowe gry z Platformą i przystawkami, łatwo idące za władzą wyalienowanie, oderwanie się od codziennej rzeczywistości, może żal, że chcemy tak dobrze, a nas nie rozumieją i brużdżą i wtedy coś się zacięło, nastąpił jakiś odjazd. A potem już było czyste dobro i kompletna paranoja.

Kiedy natomiast zwariował Macierewicz, nie wiem. Ale że zwariował, nie wątpię.
-
2009/06/28 22:28:01
Ale to przedziwne, bo wynika z tego, że ludzie udający coś tam, niby tylko dla polityki i dobra narodu, mogą w końcu sami w to uwierzyć...

To jakiś psychiatryczny przypadek, naprawdę. Może było tak: Był sobie człowiek z ukrytą skłonnością do paranoi. Ale był to człowiek inteligentny i poglądy na życie miał zupełnie rozsądne. Coś go ciągnęło w tę chorą stronę, a on zdawał sobie z tego sprawę o tyle, że racjonalizował sobie: Tak, robię to i lubię, chociaż to chore - ale ja to robię nie na poważnie. Tak tylko udaję - i to dla dobra Narodu. Tak sobie próbował i smakował, uważając, że to bezpieczne - aż całkiem się wciągnął.

Nie ma ludzi normalnych. Każdy ma jakieś odchyły, ale też większość ma możliwość skorzystania z bezpiecznika - zazwyczaj otoczenie pomaga w dojściu do stanu równowagi: "Hej, coś jesteś nie w formie! Coś dzisiaj świrujesz, odpocznij sobie! Nie przesadzaj!" Może dlatego jedynowładcy łatwiej wariują, bo nie ma im kto zwrócić uwagi? To by pasowało do Kaczyńskiego. Co do Macierewicza - za mało o nim wiem, żeby cokolwiek przypuszczać.
-
Gość: MrX, *.york.ac.uk
2009/06/29 14:24:51
Kaczynski wydaje sie nalezec do ludzi, ktorzy nie przyjmuja do wiadomosci, ze czasem kto inny ma racje. Z tego typu ludzmi dyskusja jest niemozliwa, bo oni zawsze wiedza lepiej.
-
2009/06/30 10:00:11
Ale co innego jest najdziwniejsze: Przecież często tak jest, że tego typu ludzie, którzy uważają, że zawsze mają rację, są jednocześnie bardzo intelektualnie ulegli wobec autorytetów.

Jak możliwy jest taki paradoks? Przecież na zdrowy rozum - człowiek, który uważa, że sam ma zawsze rację, powinien też uważać, że wie lepiej od jakiegokolwiek autorytetu.

Wynika z tego, że u takich ludzi racja nie jest ich. Ona należy do autorytetu. Taki ktoś tylko dlatego uważa, że ma słuszność, ponieważ stoi za nim autorytet firmujący tę rację. Taki człowiek nie jest więc wcale pewny siebie, jak by się z pozoru zdawało. Jest to - przeciwnie - człowiek maksymalnie siebie niepewien.

Pozostaje pytanie, skąd tacy ludzie biorą autorytety? Bo skoro trzymają się danego autorytetu jak pijany płota, to znaczy, że już nie mają szans go świadomie zmienić na inny. Ale skądś musieli go wziąć na początku. Przypuszczam, że nieświadomie, poprzez wychowanie. Taki np. Jarosław Kaczyński - wychowany, jak zawsze podkreśla, w środowisku AK-owskim - co mu rodzice wpoili, to mu już zostało.
-
Gość: MrX, *.york.ac.uk
2009/06/30 13:45:22
Wsrod tego typu ludzi znalezc mozna wszystkie mozliwe konfiguracje osobowosci. A co do paradoksu to czy nie wydaje ci sie, ze ludzka osobowosc jest zawsze paradoksalna. Np. wiekszosc ludzi laczy w sobie egoizm z troska o innych - to jest paradoks, a takich przykladow mozna znalezc na peczki. Hehheheeh chyba wypadlismy poza temat, moderator skasuje.

Moze poczytaj teraz o Lechu i zrob studium porownawcze. Stawiam w ciemno stowke, ze Lechu jest blizej rzeczywistosci.
-
2009/06/30 14:27:56
Wsrod tego typu ludzi znalezc mozna wszystkie mozliwe konfiguracje osobowosci.

A nie - ja właśnie głównie spotykam takich ludzi w kręgach silnie religijnych. Nie da się z nimi niczego przedyskutować, bo święty Kościół powszechny udzielił im odpowiedzi na dokładnie każde pytanie.

A co do paradoksu to czy nie wydaje ci sie, ze ludzka osobowosc jest zawsze paradoksalna. Np. wiekszosc ludzi laczy w sobie egoizm z troska o innych - to jest paradoks, a takich przykladow mozna znalezc na peczki.

Takie zjawiska mnie specjalnie nie dziwią, dopóki dotyczą sfery emocji. Paradoksalne dopiero stają się, gdy zahaczają o sferę intelektualną. W ogóle paradoks to kategoria logiczna przecież.

I dlatego dziwne jest, gdy nie możesz kogoś do czegoś przekonać drogą rozumową, bo on uważa że ma rację - a jednocześnie ten ktoś gładko pozwala "autorytetom", żeby kładły mu do głowy różne przekonania. Jedyne wyjaśnienie paradoksu, to że ten człowiek porusza się po sferach emocjonalnych, a tylko tak mu się zdaje, że chodzi o rozum.

Hehheheeh chyba wypadlismy poza temat, moderator skasuje.

Nie nie - moderator popiera bezwzględnie inteligentnych internautów.

Moze poczytaj teraz o Lechu i zrob studium porownawcze. Stawiam w ciemno stowke, ze Lechu jest blizej rzeczywistosci.

Nie znam żadnej książki o Lechu. Ciekawe, czy on jest bliżej rzeczywistości, bo ma żonę, czy ma żonę, bo jest bliżej rzeczywistości?

Widziałam gdzieś na gazecie.pl komentarz kogoś, kto twierdzi, że był studentem Jarosława i że studentki miały świetną zabawę z celowego peszenia go.
-
2009/06/30 14:33:18
A niee, to było akurat o Lechu!
forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=904&w=96252578&a=96259010
Bardzo dziwne zwyczaje wtedy panowały... Majtki z Pewexu były aż tak kultowe, że trzeba się było nimi chwalić przed asystentem??
-
Gość: MrX, *.york.ac.uk
2009/07/01 15:20:16
Wsrod tego typu ludzi znalezc mozna wszystkie mozliwe konfiguracje osobowosci.

A nie - ja właśnie głównie spotykam takich ludzi w kręgach silnie religijnych.


W przypadku paranoi kwalifikujacej sie do leczenia na oddziale zamknietym pacjent uwaza, ze absolutnie wszyscy przeciwko niemu knuja, autorytety tez. Kiedys mieszkalem z gosciem, ktory studiowal medycyne to mi troche opowiedzial o roznych zwariowanych nieszczesnikach ...

Wydaje mi sie, ze poglady ludzi silnie religijnych, o ktorych mowisz, mozna co najwyzej skrocic brzytwa Ockhama. Tyle, ze oni tej metody nie akceptuja. Tak, przy jej uzyciu zbudowano nauke, ale nie jest to dowod na jej bezwgledna skutecznosc.

Takie zjawiska mnie specjalnie nie dziwią, dopóki dotyczą sfery emocji. Paradoksalne dopiero stają się, gdy zahaczają o sferę intelektualną.

Ale przeciez jedynie matematycy poruszaja sie w swiecie logicznych pewnikow.
Poza tym ludzie silnie uposledzeni emocjonalnie, z tego co wiem, maja kolosalne problemy z podejmowaniem jakiejkolwiek decyzji, a wydawaloby sie, ze powinni funkcjonowac lepiej, bo emocje nie zaburzaja dzialania rozumu.


-
2009/07/01 18:52:01
Może masz co innego na myśli niż ja. Ja mówię o dyskutowaniu z osobami silnie religijnymi na tematy, które można zweryfikować empirycznie.

Np. typowe - miałam taką dyskusję raz w internecie - pobożna niewiasta mówi: "My kobiety jesteśmy takie, że trzeba się nami opiekować i dbać o nasze interesy, bo same się do tego nie nadajemy." (Powiedział jej to jakiś autorytet religijny, np. ksiądz na rekolekcjach.) Gdy odpowiadam niewieście, że "my" to chyba nie - zaobserwowałam w przyrodzie kobiety, które są inne, np. w szczególności ja. Taka osoba wówczas odpowiada: "Bo wy buntujecie się przeciwko rzeczywistości!"

Tu nie chodzi wówczas o tworzenie nadmiaru bytów. Chodzi po prostu o to, że tego typu człowiek uważa to, co sam widzi - za niewzruszalną rzeczywistość. Gdy podasz mu fakty podważające obraz świata, to mówi, że tym gorzej dla faktów. Myli mu się rzeczywistość z tym jej wycinkiem, który sam postrzega. Nie rozumie, że ludzka percepcja jest ograniczona i żebyśmy nie wiem jak chcieli, to zawsze czegoś nie zauważamy.

Pamiętanie o tym to jest moim zdaniem operacja raczej intelektualna, niż emocjonalna - ja np. mam zwykle na tyle rozumu, że daję sobie wytłumaczyć, gdy się mylę.

Albo inaczej mówiąc: Emocje mogą zaślepić i zawęzić obraz świata. Intelekt natomiast przypomina, że jednak świat może być szerszy niż mój punkt widzenia. Tak mi się zdaje.

Poza tym ludzie silnie uposledzeni emocjonalnie, z tego co wiem, maja kolosalne problemy z podejmowaniem jakiejkolwiek decyzji, a wydawaloby sie, ze powinni funkcjonowac lepiej, bo emocje nie zaburzaja dzialania rozumu.

Nie zastanawiałam się nad tym. Dlaczego tak jest?
-
Gość: MrX, *.york.ac.uk
2009/07/02 12:42:34
Poza tym ludzie silnie uposledzeni emocjonalnie, z tego co wiem, maja kolosalne problemy z podejmowaniem jakiejkolwiek decyzji, a wydawaloby sie, ze powinni funkcjonowac lepiej, bo emocje nie zaburzaja dzialania rozumu.

Nie zastanawiałam się nad tym. Dlaczego tak jest?


Chyba za wzgledu na to, ze wiekszosc decyzji podejmowana jest w warunkach niepewnosci i pozostaja jedynie kryteria irracjonalne. Szkoda ze nie potrafie wskazac zrodla tej informacji, ale jestem pewny, ze przeprowadzano badania nad takimi ludzmi.
-
Gość: student, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/20 23:23:50
A ja jeszcze trzy grosze jeśli chodzi o prezydenta i Macierewicza. Tak się składa, że mam w rodzinie doświadczonego psychoterapeutę klinicznego. Ze zgrozą wskazuje on na wiele, książkowych wręcz, zewnętrznych objawów i zachowań sugerujących występowanie u p. prezydenta poważnych zaburzeń o charakterze nerwicowym i lękowym, a u p. Macierwicza najprawdopodobniej tzw. choroby dwubiegunowej (z fazami manii i reemisji). Wprawne oko doświadczonego psychoterapeuty lub psychiatry jest w stanie rozpoznać pewne symptomy. Ale oczywiście na podstawie takiej "zdalnej" obserwacji żaden szanujący się lekarz jednoznacznej diagnozy nie wystawi.

Charakterystyczny szczękościsk i niewyraźne mówienie prezydenta mogą sugerować wieloletnie stosowanie silnych leków psychotropowych, przeciwlękowych. Tak niedoświadczeni lekarze leczą objawy (zamiast przyczyn) zaburzeń nerwicowych i lękowych. Moja teoria jest taka, że pan Palikot trafił jakimś cudem na informacje, że prezydent ma tego typu problemu i wyciągnął fałszywy wniosek, że prezydent jest alkoholikiem. Swojego czasu Polityka zaprezentowała na pierwszej stronie, ujawnione przez samego prezydenta (przypadkowo!) materiały SB dotyczące jego stanu zdrowia z lat osiemdziesiątych. Największą uwagę zwracały informacje o przyjmowaniu silnych leków... przeciwlękowych i przeciwdepresyjnych.
-
2009/07/21 14:31:07
To wszystko jest niewątpliwie ciekawe, ale jednak chyba powinniśmy uważać w naszych dyskusjach, żeby nie piętnować tych ludzi za sam fakt ich choroby. Gdyby prezydent miał szczękościsk z powodu przyjmowania leków na - strzelam - alergię, to nikt nie robiłby z tego sensacji. Bo alergia nie jest chorobą wstydliwą. Nerwica i depresja - pomimo politycznie poprawnych deklaracji wielu Polaków - jednak jest rzeczą, która w naszym kraju nie przystoi osobom publicznym. Już bardziej by im pewnie przystawały choroby weneryczne lub alkoholizm ;-).

Proponuję oddzielać sam fakt choroby od jej skutków. Jeśli objawy choroby uniemożliwiają politykowi pełnienie jego funkcji, to należy go krytykować. Ale jest też możliwe, że polityk jest chory, ale przyjmuje leki, dzięki którym może funkcjonować normalnie, tak by jego obowiązki zawodowe nie ucierpiały. W takim przypadku piętnowanie chorego leczącego się jest głęboko nie w porządku. Podobnie jak piętnowanie kogoś, kto kiedyś w przeszłości leczył się psychiatrycznie, a teraz już jest zdrowy.

Nie jest to przytyk do ciebie, Studencie, jedynie ostrzeżenie, żeby nasza dyskusja nie zeszła na niewłaściwe tory.
-
Gość: Student, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/24 13:17:35
Tak, oczywiście zgadzam się z Tobą. Nie zamierzam nikogo krytykować za sam fakt popadnięcia w chorobę. Ale w odniesieniu do Twojego komentarza chciałbym wyjaśnić jeszcze jedną rzecz: leczenie poważnych zaburzeń lękowych i nerwic nie polega na przyjmowaniu leków. Człowiekowi, który ma tego typu problemy, czasem przypisuje się leki na początku leczenia, żeby był w stanie podjąć właściwą terapię. Ale zażywanie leków psychotropowych przez 20 lat sugeruje, że albo pacjent jest leczony przez starego, niekompetentnego lekarza albo cierpi na bardzo poważne zaburzenia psychiatryczne (które powinny skreślić go z polityki - bo może np. zniekształcać odbiór rzeczywistości - mówiąc brutalnie - mieć omamy, słyszeć głosy, widzieć spiski itp.).

Przychodzi mi do głowy takie trochę przejaskrawione porównanie: gdyby ktoś, np. z powodu depresji czy strasznej traumy z przeszłości "nie miał energii do życia" i szprycowano go codziennie amfetaminą, to czy można by powiedzieć, że wszystko jest w porządku, bo on zażywa amfetaminę, żeby jego obowiązki zawodowe nie ucierpiały?

Nie zamierzam piętnować chorych - zastanawiam się tylko, co by było, gdyby kiedyś okazało się, że faktycznie najważniejsze osoby w państwie nie są w pełni władz psychicznych. Czy jakiekolwiek przepisy biorą pod uwagę takie sytuacje?

Leki psychotropowe wywierają ogromny wpływ na człowieka, doprowadzają organizm do ruiny, w szczególności stosowane długotrwale - nie wolno po nich prowadzić samochodu, tym bardziej nie powinno się po nich wg mnie prowadzić państwa...
-
Gość: Student, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/24 13:25:22
Tu jest wspomniany przeze mnie artykulik z Polityki:

www.polityka.pl/medyczna-autolustracja-prezydenta/Lead33,933,264548,18/
-
2009/07/24 14:11:41
Z tego co wiem, chorzy na schizofrenię, o ile zażywają leki, unikają nawrotów choroby. Czyli musza leki przyjmować do końca życia. Zatem przyjmowanie leków psychotropowych, nawet przez kilkadziesiąt lat, nie dyskwalifikuje polityka. Są ludzie, co muszą do końca życia brać leki na cukrzycę - bez których też nie mogliby normalnie pracować. I jest ok. Nie widzę, czym to się różni od przyjmowania leków np. przeciwko schizofrenii.
-
Gość: Student, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/25 02:25:34
Nie jestem specjalistą psychiatrą. Problem wydaje mi się sprowadzać do odpowiedzi na pytanie, na ile człowiek chory na schizofrenię lub z poważnymi zaburzeniami lękowymi może być odpowiedzialny, przewidywalny i zdolny do odpowiedzialnej pracy, jeśli bierze leki. Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ale intuicja mówi mi parę rzeczy: po pierwsze wszystko pewnie zależy od konkretnego przypadku. Po drugie, to pewnie zależy od jakości i formy leczenia - jeśli ktoś nie jest właściwie leczony, tylko szprycowany mocnymi lekami (przez lekarza, który kształcił się wiele lat temu) żeby mógł wyjść z domu (to częsty w Polsce przypadek), to wydaje mi się, że prawie na pewno do poważnej pracy nadawać się nie będzie. I wreszcie po trzecie: pewnych schorzeń wyleczyć się jednak nie da - przyjmowanie silnych leków może wtedy jedynie poprawiać sytuację, ale nie dawać pacjentowi pełnej czystości umysłu i myślenia. Nie ma takich leków, które by cofały zaburzenia lękowe czy schizofrenię. Mogą jedynie poprawiać doraźny stan, wspomagać właściwe leczenie, uśmierzać strach, zmniejszać omamy i halucynacje.

Reasumując: może to niepoprawny politycznie pogląd, ale obawiam się, że u steru władzy powinni być ludzie w pełni sprawni umysłowo, bez zaburzonego odbioru rzeczywistości, ani przyćmienia mocnymi lekami.

Z drugiej strony - nawet ludzie nie w pełni władz umysłowych mają święte prawo mieć swoich reprezentantów u władzy.

Daleki jestem skreślania chorych na schizofrenię itp. Mam tylko zdroworozsądkową rozterkę - czy np. człowiek z tego typu problemami i niestabilnościami powinien być np. prezydentem?
-
2009/07/25 13:24:00
Jakiekolwiek oceny stanu psychiki kandydata na polityka prowadzić będą do nowego rodzaju faszyzmu. Jestem tego pewna. Każdy psychiatra ci powie, że nie ma ludzi "normalnych". Dlatego polityków oceniać można tylko ex post, po owocach ich pracy, po ich wypowiedziach - i nie wybierać ich, skoro nam się nie podobają.

W tym, co mówisz, pobrzmiewa fundamentalna nieufność wobec współobywateli - nie wierzysz, że oni sami będą w stanie ocenić polityków i odpowiednio głosować lub nie głosować na nich. Dlatego wolisz, żeby demokrację zastąpił autorytet Medycyny. Tak jakby medykom należało ufać bardziej niż pozostałym bliźnim. To już wszystko było... i skończyło się źle.

Tak, prawdą jest, że w społeczeństwie neurotyków większość wybierze na prezydenta neurotyka. W pewnych plemionach saharyjskich bardzo często występuje ADHD - nadpobudliwość psychoruchowa jest widać pożądaną i ewolucyjnie premiowaną cechą w ich społecznościach. Saharyjscy nomadzi z pewnością wybiorą sobie na wodza człowieka z ADHD. Dla nich ktoś taki będzie najzdrowszy pod słońcem, niezależnie od tego, co sądzi zachodnia medycyna. Każdy układ społeczny, ekonomiczny, polityczny premiuje pewne typy osobowości. W Niemczech warto korzystać z tego, że jest się z natury arogantem. W Chinach pewnie lepiej być z natury lizusem.

Zaskakujące jest dla mnie, że w dzisiejszej zachodniej kulturze masowej - wbrew jej deklarowanej tolerancji - bardzo silny jest trend uniformizacji: Wszystko, co odstaje - rejestrujemy w Światowej Organizacji Zdrowia jako jednostkę chorobową. Choć usunięto z tego rejestru homoseksualizm, na jego miejsce pojawiło się wiele innych chorób: zespół chronicznego zmęczenia, dysleksja, dysgrafia, dyskalkulia, ADHD, zespół Aspergera, depresja.

Gdy czytam XIX-wieczne powieści, to wśród ich bohaterów znajduję osoby, które współczesna medycyna zaraz podciągnęłaby pod określoną jednostkę chorobową. I przedziwne - w tych książkach owe osoby traktowane są przez otoczenie z najwyższą tolerancją! Stary Bohatyrowicz od czasu do czasu kładzie się do łóżka i nie wstaje przez 3 dni - bo dopada go melancholia po nieszczęśliwej miłości - wszyscy przyjmują to ze zrozumieniem: on już taki jest. Pani Emilia Korczyńska dostaje globusa i boi się zejść po schodach - i git, niech sobie taka będzie. Marta Korczyńska jest już w ogóle klasyczną figurą zgorzkniałej starej panny - i nikt nie oczekuje po niej, żeby miała się zmienić.

Dziś takie osoby miałyby etykietki chorych: na depresję, na nerwicę. Czułyby presję na konieczność powrotu do normalności. Dziś takim osobom mówi się, że ich dziwne zachowania "nie są ich" - to jakieś psychiczne narośle, nowotwory, które naruszają estetykę krajobrazu społecznego, które trzeba jak najszybciej usunąć skalpelem psychoterapeuty. To bardzo dziwne, ale odnoszę wrażenie, że pod wieloma względami wiek XIX był bardziej tolerancyjny od dzisiejszych czasów. W XIX wieku tabu były nietypowe zachowania seksualne, lecz nietypowości w pozostałych obszarach psychiki były szeroko tolerowane. Tymczasem w XXI wieku wydaje się być dokładnie na odwrót.

Być może dopiero przed nami jest powstanie światowych ruchów emancypacji melancholików, autystów, hipochondryków i paranoików.