Blog > Komentarze do wpisu

Nowy model biznesowy (copyright - all right reserved)

Przedstawiam Państwu mój nowy pomysł na biznes. Oczywiście od tego momentu każdy kto zechce go użyć, musi mnie płacić tantiemy. Dotyczyć to będzie głównie koncernów multimedialnych, gdyż ów pomysł dotyczy ich działki. A więc zaczynamy. Po przeczytaniu rozmowy z dr Wojciechem Machałą (podaję link do rozmowy, ale wkrótce i to może być nielegalne) doszedłem do wniosku, iż teraz od zwyczajnej sprzedaży utworu muzycznego czy filmu bardziej opłacalne może być uzyskiwanie zadośćuczynienia. Natchnął mnie ten fragment rozmowy:

Nasze sądy najczęściej przyjmują, że ściąganie narusza interes twórcy. Co wtedy?

- Odpowiedzialność jest surowa. Karna - do dwóch lat więzienia, oraz cywilna. W praktyce najczęściej wytwórnie domagają się zryczałtowanego odszkodowania w wysokości dwu- lub trzykrotnej ceny sklepowej produktu.

Jeśli ściągnę z sieci pierwszy sezon "Gotowych na wszystko", który kosztuje w sklepie 179 zł, to mnożymy to razy trzy?

- Dokładnie.

I proszę. Zamiast się męczyć i liczyć się z nikłą sprzedażą oferowanych produktów czy "piractwem komputerowym", zarabiamy na odszkodowaniach sądowych!!. Oto przykład: serial 24 odcinkowy oferowany w USA po 2 $ za odcinek czyli za całość 48$ + koszt tłoku płyt + druk itp. niech kosztuje całość 60$. Teraz w Polsce ten produkt kosztowałby przeliczając po kursie 1 $=3 PLN (dla uproszczenia) 180 PLN. Ale to za mało, niech gawiedź z Bolandii wie, że to produkt elitarny z USA, więc doliczamy 10%* za napis "made in USA" + 10% za przewóz + 10% za walkę z globalnym ociepleniem + 10% w imię dobrych stosunków amerykańsko-polskich (wszak to są nasi sojusznicy i nie dadzą nam umrzeć z głodu). Razem mamy 252 PLN. Coś ta cena mało okrągła, więc jeszcze 10% za obecność Polski na liście krajów słabo walczących z piractwem. Drogo dla zwykłego zjadacza chleba w Polsce te 270 PLN? Trudno, to jest elitarny produkt, nie dla mas (chociaż w USA oferujemy to samo jako produkt dla każdego bo jest kryzys w cenie dużo niższej patrząc na zarobki). Polacy nielegalne kopiują i ściągają. Teraz dogadujemy się z policją i stowarzyszeniami ochrony praw autorskich. Procesik sądowy, orzeczenie sądowe i zamiast produktu za 252 PLN, którego prawie nikt nie kupił, mamy gratisowe 810 PLN. Co prawda, może być problem z egzekucją długu, ale wystarczy 50% skuteczność i zarabiamy że hej. I jeszcze głosimy wszędzie, iż jesteśmy stratni, bowiem nikt naszego produktu nie kupuje.  

Proszę przedstawicieli koncernów medialnych o kontakt ze mną w celu sutalenia honorarium dla mnie za ten nowatorski pomysł na biznes. Nie warto trudzić się z dostosowywaniem produktu do wolnego rynku, z ustalaniem ceny w takiej wysokości, aby sprzedać i zarobić. Teraz liczy się zysk przy minimalnym trudzie. Model ten sprawdza się głównie dla krajów na dorobku typu Polska, gdyż potrzebują one kredytów z naszych banków czy inwestycji naszych firm. Kraje takie jak Chiny odpadają, więc tam się staramy i oferujemy nasze produkty cenowo w zgodzie z tamtejszą rzeczywistością.

*te i kolejne 10% naliczam od ceny bazowej czyli 180 PLN.

poniedziałek, 11 maja 2009, leszlong

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • A węgiel to koks, to antracyt

    Piotr Maciążek pisze : W równoległej rzeczywistości: Dziennik Gazeta Prawna: Surowca tyle, że się nie mieści w głowie (artykuł o rekordowym imporcie rosyjskie

  • "Dobry zwyczaj, nie pożyczaj"?

    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie wydał orzeczenie (sygn. I SA/Kr 957/08), z którego wynika, iż nieoprocentowana pożyczka jest zyskiem dla pożyczkobior

  • Na kryzys socjalizm?

    Już pół roku media ogólnoświatowe i polskie trąbią o wszechświatowym kryzysie ekonomicznym. Dla mnie to raczej spowolnienie gospodarcze niż kryzys, bowiem ten o

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/05/11 16:56:37
Genialne. Że też nikt jeszcze nie wpadł, żeby tłoczyć o wiele mniej płytek niż jest zapotrzebowanie. Przy sztucznie wykreowanym deficycie ludzie w końcu zaczną piracić. A potem uruchamiamy machinę karania za piracenie!

Właściwie wystarczy wytłoczyć 1 (jedną) płytkę i spowodować, że niektórzy zaczną ją ściągać. Za niekupienie tej jednej jedynej płytki od każdego ściągającego kasujemy 810 zł.
-
2009/05/14 01:49:22
Istotnie, genialne. Myślę, że można by również tłoczyć, powiedzmy, jakieś 10 albo 100 egzemplarzy płytek i rozsyłać do celebrities, które i tak stać na ich zakup - niech lansują w mediach, że mają, słuchają, oglądają - opłaci im się, bo media im za taką wypowiedź dodatkowo zapłacą, a w końcu celebryta może następnie jeszcze ekskluzywną płytkę sprzedać na aukcji charytatywnej. A motłoch niech ściąga z internetu i płaci zadośćuczynienie.
-
2009/05/14 08:39:38
A propos genialnych pomysłów na biznes. Czy znasz, Drakaina, ten?

elita-polski.pl

Tu jest wyjaśnione, jak to działa:
startupy.org/elita-polskipl-otarlszy-lze-rozbawienia/
Autor tego pomysłu jest dla mnie bogiem biznesu! Wystarczy, że znajdzie w całej Polsce max. 3800 megalomanów i zapewni sobie roczne dochody wysokości kilku milionów zł.

-
2009/05/14 11:11:11
Dobre. Jeszcze lepsze niż "pozłacane dyplomy" różnych Who Is Who. Swoją drogą, zauważyłaś, że dość skutecznie już na samym początku ten portal wycina z elity w zasadzie całą inteligencję z budżetówki z profesorami uniwersytetów włącznie - przez warunek 3: "bardzo dobra pozycja finansowa"? No ale powiedzmy sobie, że taka inicjatywa raczej nie jest skierowana do ludzi, którzy po studiach (wymagane w punkcie 1) nadal robią użytek ze swojego mózgu.
-
2009/05/14 13:04:10
Najlepsze jest to - nie napisano tego wyraźnie w artykule - że ten biznes działa na zasadzie aukcji. Kto da więcej (ponad 1200 zł lu ponad 2000 zł), ten dostanie wyższe miejsce w rankingu. Pierwszorzędny pomysł. Autor oprócz forsy musi mieć teraz ubaw po pachy.
-
2009/05/14 14:31:21
A ja sobie obejrzałam kilka profili z samej góry i zastanawia mnie, czy ci ludzie naprawdę nie mają na co wydawać pieniędzy? Bo część z nich nie wygląda na takich, co rzucą te 1200 czy 2000 zł ot tak, bez wahania. A może kilkoro z nich zostało jakoś inaczej skuszonych do współpracy jako naganiacze? Bo przyjdzie następny i pomyśli sobie, okej, skoro pani adiunkt skądśtam uznała, że warto za to zapłacić, to może i warto. Tzn. czy to nie działa mniej więcej jak piramida finansowa. Swoją drogą najbliższy wpis na blogu u siebie i tak zamierzałam poświęcić poniekąd kwestii polityki i pieniędzy, więc może wrócę do tego wątku.
-
2009/05/14 21:51:53
Ee, tak na poważnie, to użytkowników jest póki co tylko 4: Ten Wolski to właściciel serwisu, a ta pani adiunkt zajmuje się psychologią zachowań konsumenckich, więc wolę ją podejrzewać o spisek niż o naiwność. Chociaż?... Ja zwykle podejrzewam ludzi o inteligentniejsze motywacje, niż potem się okazuje w rzeczywistości.

A pozostali dwaj panowie, dziennikarz TVP i właściciel Golf Poland - jeśli robią za naganiaczy, to albo są niebywale beztroscy, że tak sobie szargają wizerunek, albo musieli im za naganianie naprawdę dużo zapłacić. W to drugie nie wierzę, a w to pierwsze - tak średnio.
-
Gość: MrX, *.york.ac.uk
2009/05/22 19:41:38
Kiedys widzialem serwis edukacyjny, ktory oferowal za pieniadze przykladowe programy z kodem zrodlowym, ale zeby mozna bylo uzyc w swoich programach ich kodu trzeba bylo wystapic o zgode. Dla mnie osobiscie to jest tak jakbym kupil mieszkanie, ale codziennie i tak musial pytac poprzedniego wlasciciela, czy moge w nim mieszkac.
-
2009/05/22 20:39:59
Oj tam zaraz. Żeby daleko nie szukać, Numerical Recipes robi dokładnie to samo. Książkę trzeba kupić (tylko stare wydanie jest online), ale oryginalnych kawałków kodu nie wolno używać w swoich programach. Co jest jeszcze głupsze, od twojego przykładu, bo NR zwykle używają naukowcy, którzy przecież bezpośrednio nie zarabiają na swoich programach. A już całkiem najgłupsze jest to, że przecież i tak ludzie tych kawałków kodu używają. Bo niby co, klepać po swojemu króciutki kawałek kodu np. do generowania zmiennych losowych z rozkładu Gaussa? Poza nazwami zmiennych, nic tam nie zmienisz po swojemu.