Blog > Komentarze do wpisu

Z Tygodnika Powszechnego usunięto artykuł o buncie ks. Hryniewicza

21 godzin temu na stronie Tygodnika Powszechnego pojawił się artykuł "Ks. Wacław Hryniewicz sprzeciwił się Kongregacji Nauki Wiary". Teraz - zniknął.

Pozornie bez śladu. Na forum Tygodnika pozostawiono komentarze spod artykułu, lecz tytuł wątku zastąpiono skromnymi trzema kropkami.

Jednak nic w internecie nie ginie. Tekst pamięta wyszukiwarka Google. Internauci skopiowali go również na forum rosyjskiej gazety Prawda. Co za ironia losu... Przypomnijmy sobie, że swego czasu Prawda była najbardziej zakłamaną sowiecką propagandówką. Przypomnijmy sobie też, że swego czasu Tygodnik Powszechny został na kilka lat zamknięty, bo nie chciał wydrukować nekrologu Stalina.

Tygodnik wystawił artykuł o zbuntowanym teologu do wiadomości publicznej. Przyzwoitość nakazywałaby teraz publicznie wyjaśnić przyczyny usunięcia tekstu. Czekam.

Poniżej fragmenty artykułu:

Ks. Wacław Hryniewicz sprzeciwił się Kongregacji Nauki Wiary

Jeden z najwybitniejszych polskich ekumenistów ks. prof. Wacław Hryniewicz, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, odrzucił żądanie Kongregacji Nauki Wiary, i nie wycofa się z krytyki stosunku Stolicy Apostolskiej do innych wyznań chrześcijańskich.


We wrześniu 2007 r. ks. Hryniewicz opublikował (...) tekst (...) „Zbawiciel jest polifoniczny”, w którym ostro skrytykował wydany trzy miesiące wcześniej dokument Kongregacji Nauki Wiary „Odpowiedzi na pytania dotyczące niektórych aspektów nauki o Kościele”. (...) Zaznaczył, że jego wątpliwości budzi zawarte w dokumencie rozumienie prawdy, „dyktowane lękiem przed relatywizmem i utratą tożsamości. Trudno pogodzić jedną wyłączną percepcję prawdy z wielością kontekstów religijnych (...). Nie można czynić własnej tradycji miarą i normą całej szeroko rozumianej ekumenii”. (...)

Za mały szacunek do dykasterii

Wkrótce po opublikowaniu tekstu, 31 styczniu 2008 r. ks. Hryniewicz otrzymał list od abp. Angelo Amato, sekretarza Kongregacji Nauki Wiary. Watykańska dykasteria zażądała ponownego zredagowania artykułu. Abp Amato podkreślił, że tekstowi brakuje „naukowego i metodologicznego rygoru” i że został on „napisany językiem emocjonalnym, ukazującym mały szacunek dla autorytetu dykasterii”.(...) W liście zawarto żądanie, by w ciągu trzech miesięcy teolog napisał artykuł na nowo, korygując swoje stanowisko. „Praca może być napisana w języku polskim i przed publikacją oddana do sprawdzenia przełożonym” (...)

Wierny sumieniu

27 marca ks. Hryniewicz wysłał do Kongregacji odpowiedź. (...) „Jestem już bliski śmierci i nie wiem, jak mogę postępować wbrew mojemu sumieniu, pisząc artykuł zawierający wyjaśnienia i sprostowania, nawet gdyby zagrożono mi sankcjami dyscyplinarnymi” – tłumaczył. „Najbardziej martwi, że ten osąd może teraz objąć wszystkie moje wcześniejsze dzieła, w których wyrażałem podobne poglądy” – dodał. Według informacji CNS teolog nie otrzymał odpowiedzi na swój list. (...) Ks. prof. Wacław Hryniewicz ma 72 lata, w lecie przeszedł ciężką operację w związku z choroba nowotworową.

Czytaj całość >>


 


P.S. Więcej o buncie Hryniewicza na portalu catholicnews.com >>

 


P.S. 2. (20.09.2008,13:10) Moja dyskusja z redaktorem Arturem Sporniakiem z działu Wiara Tygodnika Powszechnego:

 

A.S.:

(...) jak się cieszę, że jesteś w gorącej wodzie kąpana - najciekawsze dyskusje zawsze rozpętujesz... :) Mnie też sprawa ks. Hryniewicza zbulwersowała, bo jest on dla mnie Mistrzem; już nawet miałem wczoraj na blogu napisać fundamentalną krytykę KNW. Dobrze, że mnie coś tknęło, bo bym się wygłupił.
Tekst został zdjęty, bo opracowany był na podstawie newsa zawierającego błędne informacje. Zatem zwykła rzetelność nakazywała to uczynić. O Tygodnik się nie martw, w najbliższym numerze cały "Temat Tygodnika" będzie temu poświęcony. Kongregacja odnosiła się nie do oryginalnego (napisanego po polsku) komentarza ks. Hryniewicza, który jest tutaj: link
Ale do angielskiego przekładu, który w sposób nieuprawniony wyostrzył jego tezy. Ks. Hryniewicz zażądał zdjęcia z internetu tego przekładu i został on zdjęty. Od tego czasu Kongregacja wycofała się w charakterystyczny dla Kościoła sposób: tzn. milczy. O żadnych sankcjach nie ma mowy.

ja:

Postąpiliście niepoważnie.
Tekst zniknął bez wyjaśnienia. Tak się nie robi.

> Zatem zwykła rzetelność nakazywała to uczynić.

Proszę, nie rób ze mnie wariata i nie powołuj się na rzetelność. Zwykła rzetelność nakazuje wyjaśnić, co i dlaczego usunęliście, skoro już raz zamieściliście to publicznie. Powtarzam - redakcja postąpiła niepoważnie. Wiele ludzi już się o tym dowiedziało, a dowie się jeszcze więcej, bo się o to postarałam. Niezależnie od powodów jakie wami kierowały, postąpiliście nie po dziennikarsku. Nie traktujcie czytelników jak małych dzieci.

A.S.:

Jasne, należało tekst zostawić, zamieszczając jedynie przypis: "Uwaga, błędna informacja!".
Ale w jednym masz racje: na tej pustej stronie trzeba było odesłać czytelnika do najnowszego numeru.

ja:

Jeśli ktoś tu jest w gorącej wodzie kąpany, to twoja redakcja. Skoro opublikowała niesprawdzone wiadomości, tak że musiała się z nich potem wycofywać. Ale każda normalna gazeta gdy opublikuje nieprawdę, to publikuje również sprostowanie. A nie udaje, że tekstu nie było. Na tym polega odpowiedzialność za słowo.

Pisałam wczoraj do Tygodnika z pytaniem co się stało, podobnie jak inni internauci i nikt z nas nie otrzymał odpowiedzi. To żebyś nie myślał, że nie próbowałam sprawdzić, co się naprawdę stało. Gdybym chciała postąpić tak jak Tygodnik Powszechny, to teraz po napomnieniu przez redaktora Sporniaka powinnam bez słowa pokasować wszystkie teksty które napisałam w tej sprawie. Oczywiście nic nie pokasuję.
Quod scripsi, scripsi. To jest moja odpowiedzialność za słowo.

Najbardziej dziwię się tobie, dziennikarzowi, że nie widzisz problemu.

 


P.S. 3. (20.09.2008, 18:28)

Dalszy ciąg dyskusji:

A.S.:

OK. Dowiedziałem się, że na stronie internetowej TP ma się znaleźć niebawem informacja o zdjętym tekście. Póki co, tekst ów wisi sobie jak gdyby nigdy nic na stronach Onetu: link

Nie trzeba zatem sięgać aż do... rosyjskiej "Prawdy" :)
Jest też wypowiedź abp. Życińskiego: link

ja:

Łatwo sprawdzić, że nie jest to ten sam tekst. Na stronie Tygodnika był inny, dwa razy dłuższy.

(19:08) ja:

Poza tym, co w końcu jest prawdziwego, a co nieprawdziwego w waszym pierwszym tekście?

Czy prawdziwe są słowa Hryniewicza, które przytacza agencja CNS: "Jestem już bliski śmierci i nie wiem, jak mogę postępować wbrew mojemu sumieniu, pisząc artykuł zawierający wyjaśnienia i sprostowania, nawet gdyby zagrożono mi sankcjami dyscyplinarnymi"?

Czy prawdziwe są słowa pani rzeczniczki KUL (również za CNS), która "nie uważa, że ktokolwiek powinien zostać potępiony za swe poglądy, JEŚLI SĄ ONE ZGODNE Z DOKTRYNĄ KOŚCIOŁA"?

Ciekawa jestem też, czy prawdą jest to, co mówi abp Życiński, że Hryniewicz przyznał, iż pisał w pośpiechu i dlatego umieścił tam słowa, których być nie powinno? Bo to koliduje ze słowami Hryniewicza przytoczonymi przez CNS.

 


(23:11)

 

Moja dzisiejsza korespondencja z redakcją Tygodnika Powszechnego (podaję na podstronach, żeby się zmieściła):

Mój list do redakcji

Odpowiedź od redakcji

Moja odpowiedź redakcji

Dalszy ciąg mojej dyskusji z red. Sporniakiem:.

A.S.:

Matko, Gościówa, dopiero teraz przeczytałem maila od Ciebie wraz z tymi wszystkimi linkami, gdzie oskarżasz Tygodnik o zakłamanie. Spiskowa teoria dziejów to naprawdę nie najlepszy sposób oglądania świata! Czy nie przyszło Ci do głowy, że właśnie dlatego tak szybko (i jak się okazało nieroztropnie) Tygodnik zamieścił informację o prześladowaniu ks. Hryniewicza, że jest on dla nas tak ważny jako nasz autor, przyjaciel i teolog? I czy nie przyszło Ci do głowy, że niefortunna nota tak szybko została zdjęta właśnie dlatego, że fałszując rzeczywistość, szkodziłaby samemu Hryniewiczowi?
Nota została zredagowana w czwartek popołudniu na podstawie informacji KAI (ta kajowska informacja jest na przykład tu: link). W nocy została zdjęta, gdyż moi koledzy zorientowali się, że może być nieprawdziwa. W piątek nikt nie zadbał o to, by poinformować czytelnika, co się stało - to był błąd. Ale to nie znaczy, że Tygodnik przestał się zajmować sprawą. Cierpliwości, za trzy dni przeczytasz to, co zdołaliśmy ustalić i wtedy będziesz się mogła do tych tekstów odnosić.
Natomiast nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć na pytanie:

> Czy prawdziwe są słowa Hryniewicza, które przytacza
> agencja CNS: "Jestem już bliski śmierci i nie wiem, jak
> mogę postępować wbrew mojemu sumieniu, pisząc artykuł
> zawierający wyjaśnienia i sprostowania, nawet gdyby
> zagrożono mi sankcjami dyscyplinarnymi"?

Nie wiem czy są prawdziwe, a jeżeli są, kiedy zostały powiedziane, a jeżeli niedawno, to dlaczego ks. Hryniewicz je wypowiedział. Być może dlatego, że po przekazaniu do Kongregacji swoich wyjaśnień, do dziś nie otrzymał odpowiedzi? A może dlatego, że jako człowiek niezwykle dobry i boży ciężko przeżywa całą tę sytuację? Cierpliwości, podobnie jak Ty, Tygodnik nie odpuści...

ja:

Forwardowałam ci właśnie moją odpowiedź dla zastępcy redaktora Tygodnika.
Mnie, prywatnej osobie, prywatnemu blogerowi, czynicie wyrzuty. Sami najpierw znajdźcie belkę w swoim oku. Jesteście renomowanym tytułem, profesjonalistami. Nie chodzi o to, że ktoś/coś kazało wam zdjąć tekst. Lecz o to, że zrobiliście to bez cienia wyjaśnienia. Potraktowaliście czytelników bez szacunku. Bo czytelnicy pytali was co się stało, ale nie odpowiadaliście. Ja też to robiłam, w piątek. Odpowiedź otrzymałam dopiero gdy kolejne pytanie zadałam wystarczająco obcesowo. Wtedy okazało się, że Redakcja potrafi odpowiedzieć czytelnikowi nawet w środku weekendu. Gdybyście odpowiedzieli w porę, sprawy by nie było. Nieudolnym tuszowaniem wpadki samiście się nadstawili na różne podejrzenia i zarzuty.

(23:38)

 

Dziś ok. 17:00 Na stronie Tygodnika Powszechnego redakcja umieściła główne tezy oryginalnego artykułu z zastrzeżeniem, że pochodziły z nierzetelnego źródła, oraz zapowiedź, że sprawą Hryniewicza zajmie się w najbliższym numerze.

Dziękuję redakcji Tygodnika Powszechnego za naprawienie błędu.

 

(21.09.2008, 8:27) Mój list do Tygodnika Powszechnego:

Szanowna Redakcjo,

Dziękuję za reakcję i zamieszczenie na Waszej stronie notki, w której przedstawiacie główne tezy usuniętego artykułu wraz z zastrzeżeniem, że pochodziły one z nierzetelnego źródła, oraz zapowiadacie poruszenie sprawy w najbliższym wydaniu.

Szkoda, że nie zrobiliście tego zaraz po usunięciu tekstu lub zaraz po pierwszych pytaniach czytelników o niego. Lecz cieszę się bardzo z Waszej reakcji i z naprawienia przez Was błędu. Również szkoda, że pospiesznie zamieściliście informacje niesprawdzone. Jednak samo to - przynajmniej z mojego punktu widzenia - jest jak najbardziej wybaczalne.

Ze swej strony proszę o wybaczenie sugestii cenzury które padły z mojej strony, a które - jak zapewnia zastępca redaktora naczelnego, pan Dariusz Jaworski - były niesłuszne.

Pozdrawiam,
Anna Ochab-Marcinek
piątek, 19 września 2008, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Trzy cechy fundamentalizmu

    Trzy cechy fundamentalizmu: Gdy fundamentalista chce być miłosierny, inność określa mianem choroby. Gdy fundamentalista nie chce być miłosierny, inność określa

  • Kościół jak zwykle niekonsekwentny

    Ponieważ polska hierarchia kościelna właśnie rzuca gromy na tabletki "dzień po", chciałabym zwrócić uwagę na ciekawą sprawę - Kościół katolicki na Zachodzie, uw

  • Nowy portal "Nauka i religia"

    Dziś otwarto nowy portal: naukaireligia.pl . Firmowany jest przez krakowskie Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych, organizację pod patro

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/09/19 21:53:55
A pomyśleć, że w stanie wojennym TP zaznaczał miejsca ingerencji cenzury... No cóż, redakcja się zmieniła, Tygodnik też się zmienił. A szkoda.
-
2008/09/22 13:03:37
W sumie to nawet ładnie się w końcu zachowali. Nie wiem, ale nie sądzę, żeby któraś z dużych gazet typu Wyborcza bawiła się w wyjaśnianie czytelnikom czemu coś zdjęła ze strony. W sumie to smutna konstatacja.
-
2008/09/22 16:43:31
A zdejmuje Wyborcza? Ja się z czymś takim nie spotkałam.
Jak by nie było, akurat Tygodnik Powszechny zawsze uważałam za gazetę na poziomie.
-
2008/09/22 17:06:17
Mam na myśli zdejmowanie świeżutkich sensacyjnych newsów, które jeszcze przed chwilą wisiały na stronie głównej.

Bo spotkałam się w Dzienniku z usunięciem - ale dopiero po paru dniach - debilnego artykułu o LHC i końcu świata. Który był bodaj tak głupi, że nawet autor się pod nim nie podpisał, a internauci wyśmiali. Ale to jednak ani wielki news nie był, ani (chyba?) z pierwszej strony, ani nie usunięty przed upływem doby.
-
2008/09/23 14:47:20
Bardzo ciekawy dalszy ciąg:
CNS wysłała do KAI oświadczenie: ekai.pl/serwis/?MID=16175
W przesłanym KAI oświadczeniu Jonathan Luxmoore zapewnia, że wszystkie informacje zawarte w jego artykule zostały mu osobiście przekazane przez ks. prof. Hryniewicza w czasie rozmowy telefonicznej z dnia 10 września.
(...)
Dodaje, że przed publikacją swojego materiału przesłał go do wglądu ks. Hryniewiczowi, który nie zaproponował żadnych zmian.


Interia.pl pisze więcej i ostrzej:
Luxmoore (...) wyjaśnił, że 10 września w rozmowie telefonicznej ks. Hryniewicz z własnej inicjatywy zaproponował mu "przedstawienie kontrowersji" wokół jego tekstu opublikowanego w Open Theology i powiedział, że jest zagrożony sankcjami. Na prośbę ks. Hryniewicza Luxmoore użył określenia "źródło w Polskim Kościele". Kontaktował się też "z kilkoma osobami w Polsce", aby potwierdzić informacje.

Przed opublikowaniem Luxmoore wysłał swój artykuł ks. Hryniewiczowi, aby upewnić się czy profesor nadal jest zainteresowany jego publikacją i aby go sprawdził. Ks. Hryniewicz miał mu pogratulować tekstu; nie zaproponował żadnych zmian.

Luxmoore dodał, że otrzymał 19 września e-mail od ks. Hryniewicza potwierdzający przekazane wcześniej informacje.

-
2008/09/24 00:11:56
wiadomosci.onet.pl/1829878,12,1,1,,item.html - tę samą wiadomość przekazuje onet. Jest to wiadomość agencyjna PAP. Ciekawe, że KAI podaje wersję bardziej okrojoną niż PAP.
-
2008/09/25 00:23:36
tygodnik.onet.pl/15057,artykul_info.html

Z powodu awarii Tygodnik Powszechny wydrukowany zostanie dzień później. Co za pech, że przy tym samym numerze już drugi raz zachodzi nieoczekiwane wydarzenie, które może potencjalnie wystawić Redakcję na nieprzychylne i spiskowe interpretacje...