Blog > Komentarze do wpisu

Czy piractwo to grzech?

Artykuł o kościelnym marketingu: Reklama dźwignią wiary.

Reklamy upraszczają rzeczywistość.
Rzeczywistość tak złożona jak religia nie znosi uproszczeń.

Oto przykład: W pokazanych w artykule polskich reklamach [1,2] - bardzo dobrych plastycznie i koncepcyjnie - jedna rzecz nie gra. Plakaty reklamują przykazanie "Nie kradnij" sugerując, że pojęcie kradzieży odnosi się również do stereotypowo pojętej własności intelektualnej. Taki plakat właśnie teraz, gdy wybuchają gorące spory na temat sprawiedliwości prawa autorskiego!

A przecież grzech nie polega na prostym "wykroczeniu przeciwko prawu państwowemu". Nawet więcej, chrześcijanie są zobowiązani przeciwstawiać się niesprawiedliwemu prawu!

Katechizm Kościoła Katolickiego:
1903. Władza jest sprawowana w sposób prawowity tylko wtedy, gdy troszczy się o dobro wspólne danej społeczności i jeśli do jego osiągnięcia używa środków moralnie dozwolonych. Jeśli sprawujący władzę ustanawiają niesprawiedliwe prawa lub podejmują działania sprzeczne z porządkiem moralnym, to rozporządzenia te nie obowiązują w sumieniu. "Wtedy władza przestaje być władzą, a zaczyna się bezprawie" (Jan XXIII, enc. Pacem in terris, 51.).
Tak oto reklama spłaszcza złożoną rzeczywistość i narzuca fałszywe poglądy religijne.
piątek, 08 czerwca 2007, anuszka_ha3.agh.edu.pl

Ta strona ma fanpage. Lajkujcie!


Polecane wpisy

  • Trzy cechy fundamentalizmu

    Trzy cechy fundamentalizmu: Gdy fundamentalista chce być miłosierny, inność określa mianem choroby. Gdy fundamentalista nie chce być miłosierny, inność określa

  • Kościół jak zwykle niekonsekwentny

    Ponieważ polska hierarchia kościelna właśnie rzuca gromy na tabletki "dzień po", chciałabym zwrócić uwagę na ciekawą sprawę - Kościół katolicki na Zachodzie, uw

  • Nowy portal "Nauka i religia"

    Dziś otwarto nowy portal: naukaireligia.pl . Firmowany jest przez krakowskie Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych, organizację pod patro

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
pfg
2007/06/10 22:24:03
Nie rozumiem. Uważasz, że ochrona własności intelektualnej to przykład niesprawiedliwego prawa? No to tu się nie zgadzamy.
Zresztą skojarzenie plakatu z przykazaniem "nie kradnij" z paragrafami antypirackimi wydaje mi się dość odległe. Owszem, jest kradzież myśli, ale to prędzej plagiat, przede wszystkim zaś przedstawianie cudzych pomysłów, osiągnięć jako własnych. Podszywanie się pod cudze dokonania. A to, w moim odczuciu, jest grzech, nawet jeśli nie można sądownie wykazać, że było to przestępstwo.
Plakat numer 2 odnosi się jaskrawie do dziesiątego przykazania. Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest - płytka interpretacja rzeczywiście sprowadza to przykazanie do uzupełnienia przykazania siódmego (a więc jakieś odniesienia do piractwa są), ale, jak powiadam, jest to interpretacja bardzo płytka. Raczej chodzi o to, żeby w życiu nie kierować się przede wszystkiem chęcią posiadania dóbr ani chęcią okazania się za wszelką cenę lepszym od kogoś innego. Scheller powiedziałby, że nie należy kierować się resentymentami.
Wracając zaś do pytania wyjściowego - tak, piractwo, jak każdy inny akt kradzieży, może być grzechem.
-
2007/06/10 23:05:12
> Uważasz, że ochrona własności
> intelektualnej to przykład
> niesprawiedliwego prawa?

Zależy na czym ma polegać ta "ochrona". Czy naprawdę chroni czyjąś własność intelektualną, czy tylko służy napędzaniu zysków pośrednikom lub monopolistom.

Obecnie funkcjonujące prawo w bardzo wielu przypadkach nie przynosi pożytku nikomu - ani twórcom, ani publiczności - jedynie wydawcom.

Przykład 1: TVP ma w archiwach kilkaset odcinków "Sondy" Kurka i Kamińskiego. Rodziny zmarłych dziennikarzy CHCĄ, żeby te programy udostępnić publiczności poprzez emisję w internecie na portalu www.itvp.pl/ . Widzowie oczywiście też chcą to oglądać - były słane różne pisma do telewizji. I co?

TVP mówi, że nie może tego wyemitować, zasłaniając się prawami autorskimi.

Tymczasem "Sonda" rozmnaża się w P2P i ludzie z radością ją sobie ściągają nielegalnie.

Przykład 2: Pan Gutek parę miesięcy temu deklarował wyjście naprzeciw oczekiwaniom widzów i ściągnięcie niszowych filmów, jakich zażyczą sobie widzowie. Oczywisty absurd. Ale napisaliśmy z mężem do firmy Gutek z dość łatwą do spełnienia prośbą, ażeby ściągnięto "Straż nocną" w wersji reżyserskiej. Ten film był w kinach w Polsce (parę lat po rosyjskiej premierze), jednak w wersji "eksportowej" czyli okrojonej z wielu ważnych scen... Odpowiedź od pana Gutka nigdy do nas nie dotarła. Wersję reżyserską filmu znamy oczywiście z P2P.

Przykład 3. Żeby było śmieszniej/straszniej, postanowiliśmy zakupić tę wersję reżyserską w księgarni rosyjskiej w Krakowie. Kupiliśmy płytę DVD za naprawdę sporą cenę. Po czym okazało się, że ona u nas nie da się odtworzyć, bo ma zabezpieczenia "regionalne". Pomysł tych zabezpieczeń jest oczywiście też uzasadniany prawami autorskimi. Niby że zapobiec mają reeksportowi tańszych płyt z biedniejszych krajów, czy coś w tym rodzaju.
-
pfg
2007/06/11 01:29:18
Anuszka, w kwestii Sondy mieszasz dwie rzeczy: Prawo autorskie osobiste i prawo autorskie majątkowe. Kurek i Kamiński mieli prawa autorskie osobiste do Sondy, ale wcale nie jestem pewien czy mieli do niej kiedykolwiek prawa majątkowe. Nie chce mi się w tej chwili sprawdzać czy oni Sondę robili na zlecenie TVP, czy też robili ją niezależnie, a potem ją tylko TVP sprzedali (raczej to pierwsze, bo to były jeszcze czasy komuny), ale właścicielem wszelkich praw majątkowych do Sondy, w tym praw do emisji, jest obecnie TVP i ona sobie tymi prawami zarządza jak lubi. Robi to niewątpliwie głupio, robi to ze szkodą dla szeroko rozumianej kultury, ale wolno jej. Nie można wykluczyć sytuacji, w której TVP uważa, że gdyby Sondę gdzieś emitować lub udostępnić, widzowie nie chcieliby oglądać jakichś innych Cudownych programów telewizora, więc telewizor by na tym stracił. Albo też telewizor chytrze chce prawa do emisji komuś sprzedać albo zachować dla swojego mitycznego "kanału tematycznego". Trudno. Wolno im. Apele rodzin autorów programu mogą poruszyć sumienia szefostwa telewizora, ale prawnego znaczenia nie mają żadnego.

Podobnie jest z zabezpieczeniami regionalnymi. Głupie są, ale ichnie uzasadnienie jest takie, jakie podajesz. (W waszym wypadku sklep powinien wam po prostu oddać pieniądze, jako że sprzedał wam produkt bezużyteczny, o czym albo powinien był wiedzieć, albo też jest niekompetentny i sprzedał wam coś innego, niż wyście chcieli kupić.) I znów, producent, który wyłożył kasę na produkcję, nabył tym samym prawa majątkowe do, hm, produktu i robi z nimi co chce.

Wiem, co mi zarzucisz: że ty to wszystko wiesz. Niewątpliwie tak, a jednak powiadasz, że ty - czy też ktokolwiek inny, ogół ludzkości - ma mieć prawo dostępu do dzieła tylko dlatego, że ono powstało. Niestety, tak nie jest i, co więcej, prawie nigdy tak nie było. Gdyby nie obrzydliwe prawa kogoś, kto daje kasę na produkcję dzieła widząc w tym jakiś swój interes - - prestiżowy, propagandowy, merkantylny, obojętne - wiele arcydzieł po prostu nigdy by nie powstało. Jeśli ktoś ma do dzieła prawa majątkowe, może je innym udostępniać - może, ale nie musi. Jeśli tego nie robi, to albo chce na tym dziele zarobić bezpośrednio, albo chce ograniczyć konkurencję z innymi swoimi produktami, albo postępuje zwyczajnie głupio, albo ma jakieś inne powody (powiedzmy, dla przykładu casus Bawarii i Mein Kampf). Ani prawa przyrody, ani prawa naturalnego treści "skoro powstało, ma być dostępne" nie ma.

Można argumentować, że jeśli właściciel praw majątkowych postanawia jakiegoś dzieła nie rozpowszechniać najwyraźniej tylko z powodu głupoty, niedocenienia rynku czy zaniedbania, nie zaś dla ochrony swoich interesów ekonomicznych lub innych (Mein Kampf!), to ściągnięcie pirata nie jest grzechem, bo nie wyrządza to żadnej szkody właścicielowi praw. Z taką argumentacją byłbym skłonny się zgodzić, ale też napisałem, że piractwo [b]może[/b] być grzechem, nie że zawsze jest grzechem. Jeśli jednak właściciel praw majątkowych widzi jakiś swój interes w ograniczeniu rozpowszechniania, my zaś świadomie prawa tegoż właściciela naruszamy nie z powodów fundamentalnych, ale, w gruncie rzeczy, dla własnej przyjemności, tym samym wyrządzamy mu krzywdę, a więc popełniamy grzech.
-
2007/06/11 12:31:03
Zgadzam się z tobą do tego momentu:

> a jednak powiadasz, że ty - czy też ktokolwiek inny,
> ogół ludzkości - ma mieć prawo dostępu do dzieła
> tylko dlatego, że ono powstało.

Ja tak nie powiadam.

Widzę, że to wymaga dłuższego wyjaśnienia. Otóż prawa są stanowione przez społeczeństwa - dla pożytku społeczeństw. A dokładniej, dla ustalenia rozsądnej równowagi pomiędzy pożytkiem jednostki lub mniejszej grupy, a pożytkiem całego społeczeństwa.

Prawa są obmyślane tak, żeby funkcjonowały w miarę optymalnie w warunkach, w których zostały ustanowione. W szczególności prawa autorskie służyły doskonale społeczeństwom, na miarę których zostały przykrojone: Takim, których główna aktywność kulturalna i intelektualna toczyła się w skali kraju. Społeczeństwom dość mocno odizolowanym od siebie wzajemnie.

Tymczasem - to aż dziwne, jak mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę! - przemija postać tego świata. Wynalazek internetu gruntownie zmieni sposób funkcjonowania społeczeńśtw. To nie jest wynalazek nawet na miarę Gutenberga. Z tym może się równać raczej sam wynalazek pisma!

Dzięki internetowi każdy może błyskawicznie połączyć się z każdym w dowolnym miejscu świata i ściągnąć od niego wszystko, co tylko da się sprowadzić do postaci cyfrowej. Nie jesteśmy już zbiorem społeczeństw, lecz jednym społeczeństwem jednej globalnej wioski.

Teraz pora zastanowić się, jakie prawa przyniosą korzyść społeczeństwu tej wioski i jak je rozsądnie pogodzić z partykularnymi interesami. Jedno jest pewne - stare prawa się do tego przestają nadawać. Stare prawa autorskie blokują korzyści, jakie mogłyby odnieść rzesze ludzi w różnych zakątkach świata - a przez to całe społeczeństwo świata, bo takimi kategoriami należy patrzeć.

Cóż, obecnie masy ludzi odnoszą korzyści - z tym że robią to niezgodnie z dzisiejszym prawem. I nie chodzi tu o - jak piszesz - łamanie prawa dla przyjemności. Nie sposób policzyć, ilu ludzi - choćby w Polsce - dzięki piractwu nauczyło się obcych języków, obsługi komputera i aplikacji biurowych, obsługi drogich programów inżynierskich, programowania - a dzięki temu ma pracę i przymnaża pożytku ojczyźnie, Europie i światu.

Jeśli teraz powiesz, że na złodziejstwie nie powinno się budować dobrobytu - to ja ci odpowiem: Żadne prawo nie jest złotym cielcem. Jeśli widzimy, że ludzie masowo łamią prawo i paradoksalnie społeczeństwo odnosi przy tym niewspółmniernie więcej pożytku niż ktokolwiek ponosi strat - to sygnał, że należy zmienić prawo. Tak, należy przedefiniować pojęcie złodziejstwa. Jakkolwiek dziwnie to może brzmieć. Właśnie dlatego, że prawa są stanowione dla... patrz początek mojego postu.